Choć trudno w to uwierzyć, ta jedna z najpiękniejszych polskich aktorek 1 stycznia obchodziła już 80. urodziny! Urodziła się w Trembowli na terenie dzisiejszej Ukrainy.
Jej marzenia były takie, jak wielu dziewczynek w tamtych czasach - chciała zaznać szczęśliwej miłości. Ale też bardzo lubiła chodzić do kina. A gdy z niego wracała, zamykała się w łazience i odgrywała sceny obejrzane na ekranie.
Z rówieśnikami stworzyła teatrzyk, w którym recytowali śmieszne wierszyki. Po maturze Joanna Jędryka postanowiła zdawać do szkoły filmowej w Łodzi. Pierwsze podejście okazało się jednak porażką.
Załamaną Joannę obserwowali studenci drugiego roku. Zauroczyła ich swoim zagubieniem. Chcieli ją jakoś pocieszyć i zaprosili ją na lekcje aktorstwa. To dzięki nim po roku drugie podejście do egzaminu przyniosło skutek.
W dodatku od razu dostała rolę w filmie "Dwaj panowie N". Tak pochłonęła ją praca na planie, że... profesorowie omal nie wyrzucili jej ze szkoły. Miała olbrzymie zaległości ze wszystkich przedmiotów. Była przerażona!
- Kiedy podjeżdżałam pod budynek tramwajem, z emocji miałam mokre plecy. To mnie kosztowało tyle zdrowia - wspominała.
Szczęśliwie silna wola i wielka pracowitość pozwoliły jej wyjść cało z tej opresji. A na dodatek zakochała się. Spodobał się jej starszy o 7 lat chłopak z reżyserii. Stanisława Jędrykę również urzekła jej uroda i poprosił ją o rękę. Natychmiast się zgodziła.
- Podobaliśmy się sobie. Ale właściwie całe małżeństwo spędziliśmy w pracy. Ja jeszcze studiowałam, on już wtedy robił dużo filmów - wspominała.
Stanisław Jędryka zasłynął później takimi filmami, jak "Wakacje z duchami", czy "Stawiam na Tolka Banana". Po dyplomie pojawiła się w roli przepięknej Zibeldy, księżniczki muzułmańskiej w "Rękopisie znalezionym w Saragossie" Wojciecha Jerzego Hasa (†75 l.).
Trema paraliżowała ją nie tylko na planie. Podczas gdy ekipa świetnie bawiła się po zdjęciach, ona uciekała do pokoju hotelowego spać. Chociaż nie w głowie jej były romanse, to jej małżeństwo rozpadło się właśnie wtedy.

- Najprościej mówiąc, on spotkał swoją starą miłość - wspominała dramatyczne dla siebie chwile. Po takim ciosie trudno było jej zaufać na nowo.
Na szczęście reżyserzy zasypywali ją propozycjami pracy. Zagrała w "Jak rozpętałem II wojnę światową" i "Stawce większej niż życie".
Wtedy zdecydowała się związać z kolegą z łódzkiego teatru, Krzysztofem Chamcem (†71 l.). Była przekonana, że uda się tym razem ominąć rafy życiowe. Jednak to małżeństwo rozbiło się o trudny charakter drugiego męża.
- Było smutne i bardzo trudne - zwierzyła się po latach. - Gdy powzięłam decyzję o rozwodzie, nie mógł uwierzyć. Po kilku miesiącach od rozwodu dostała od niego róże. Ale już nie wróciła.
Na trzecie małżeństwo zdecydowała się, wchodząc w 40. rok życia. Musiała w tym pomóc jej koleżanka, która zabawiła się w swatkę. Zaprosiła ją na kolację ze swoim znajomym. Tak aktorka poznała dziennikarza i pisarza, Jerzego Chociłowskiego (86 l.).
Spokojny i zamknięty w sobie, wolał domowe zacisze od rautów. Wreszcie poczuła się szczęśliwa. - Po wielu latach trafił mi się dobry, normalny człowiek - chwaliła go w wywiadach.
Od dziesięciu lat już nie pojawia się na ekranach. W tym czasie nie narzekała na brak zajęć. W ukochanej Podkowie Leśnej, w której mieszka z mężem i ukochanymi zwierzakami, znana jest z wielkiego zaangażowania w sprawy mieszkańców.
Chętnie bierze udział w Spacerach Podkowiańskich czy Festiwalu Otwarte Ogrody. Czyta wtedy różne lektury na głos zwiedzającym urokliwe zakamarki miasta-ogrodu.
Nic jednak nie sprawia jej większej radości niż opieka nad czworonożnymi mieszkańcami domu. - Kiedyś miałam 23 koty w ogrodzie - przyznawała w rozmowach.
Nie ma już tylu podopiecznych, co przed laty, bo zdrowie już nie pozwala, ale wciąż pomaga, na ile może, bezdomnym czworonogom. A mąż patrzy na to ze spokojem - tak samo, jak ona, lubi naturę i kontakt z psami i kotami.

***
Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:








