Joanna Jabłczyńska pokazała, jak spędza wolny czas. To ją uspokaja
Joanna Jabłczyńska zaprosiła dziś kamery programu "halo tu polsat" do podwarszawskiej miejscowości, w której urządziła swój wymarzony dom. Aktorka wielokrotnie opowiadała w mediach o nieruchomości, którą kupiła i samodzielnie wyremontowała, otwiera się w nowym oknie. Dziś nie kryje, że właśnie tam odnalazła spokój i szczęście, których bardzo potrzebowała.
Gwiazda "Na Wspólnej", otwiera się w nowym oknie uwielbia spędzać czas na wsi i jeździć na rowerze. To właśnie w takich okolicznościach postanowiła porozmawiać z Anną Rubaj. Jabłczyńska wyznała, że w tym roku nie miała zbyt wiele czasu na swoją ulubioną aktywność, jednak zawsze sięgała po nią wtedy, gdy potrzebowała wyciszenia. Ostatnie miesiące były dla niej wyjątkowo stresujące za sprawą afery związanej z kontynuacją filmu "Nigdy w życiu!".
Joanna Jabłczyńska wróciła do afery z "Nigdy w życiu!". "Dużo mnie to kosztowało"
Przy okazji rozmowy Joanna Jabłczyńska po raz kolejny odniosła się do wydarzeń, które w ostatnim czasie mocno wpłynęły na jej życie zawodowe. Aktorka niespodziewanie dowiedziała się, że nie wcieli się w postać Tosi w kontynuacji filmu "Nigdy w życiu!", otwiera się w nowym oknie. Rozżalona całą sytuacją postanowiła publicznie opowiedzieć o kulisach sprawy. Temat szybko rozgrzał internet do czerwoności, a głos zabrało wiele znanych osób. Dziś aktorka patrzy na wszystko z nieco większym dystansem.
"Jest to dla mnie ogromne zaskoczenie, że do takich rozmiarów urosło. Te wszystkie zwroty akcji i pozytywne i negatywne. Nikt by nie przewidział, że to tak wyjdzie. Z jednej strony jest mi przykro. Dużo mnie to kosztowało, psychicznie, fizycznie. Mało było snu, dużo stresu. Z drugiej strony patrzę na te pozytywne aspekty. W życiu bym pewnie nie dowiedziała się, że tyle osób za mną stoi i mam tak ogromne wsparcie. W życiu bym też nie pomyślała, że mogę też założyć zbiórkę charytatywną, która osiągnie wynik prawie sześciuset tysięcy złotych" - powiedziała.
Joanna Jabłczyńska podkreśla, że jest dumna ze sposobu, w jaki poradziła sobie z całą sytuacją. Szczególnie docenia to, że po raz pierwszy tak otwarcie zawalczyła o siebie i publicznie powiedziała o swojej perspektywie.
"Mam nadzieję, że za jakiś czas, jak już odpocznę, jak już ten stres minie, to wyciągnę z tego samo dobro, ale też jestem z siebie dumna, że się odważyłam, bo kiedyś bym pochyliła głowę, nawet jeśli mówią nieprawdę, nawet jeśli jest to dla mnie krzywdzące, pochyliłabym głowę, żeby nie wchodzić w dyskusje. Tak byłam uczona i tak wychowywana więc cieszę się, że to zrobiłam z tego względu, że zawalczyłam o siebie, o swoje granice, o prawdę" - dodała.
Joanna Jabłczyńska ma żal do produkcji "Nigdy w życiu!". Nie chodzi tylko o rolę Tosi
Aktorka nie ukrywa, że decyzja producentów była dla niej dużym zaskoczeniem. Tym bardziej że wcześniej rozmawiała z Katarzyną Grocholą, otwiera się w nowym oknie i była przekonana, że spotkanie, na które została zaproszona, nie było castingiem, lecz próbą z potencjalnym partnerem ekranowym.
"Byłam bardzo związana z tą rolą, tym bardziej że od wielu miesięcy była o tym mowa i to z Kasią Grocholą, która jest producentką filmu. To nie jest łatwe i nie było. Na pewno w tej aferze nie chodziło o to, że nie dostałam roli z tego powodu się żalę [...] Generalnie się z tym pogodziłam. Mimo wszystko, to jest tylko rola, to jest tylko praca. Ja wiem, że życie jest gdzieś indziej, więc nie rzutuje to na moje życie w taki sposób, że to jest 'być, albo nie być', że bez tej roli będę nieszczęśliwa, bo w ogóle szczęście jest poza pracą" - skomentowała.
Aktorka dodała również, że najtrudniejsze w całej sytuacji było dla niej to, że produkcja nie zakomunikowała otwarcie zmiany w obsadzie. W efekcie ciężar wyjaśniania sprawy spoczął na jej barkach.

Zobacz też:
Agnieszka Holland zabrała głos ws. afery z Jabłczyńską. Stanowcze słowa, otwiera się w nowym oknie








