Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Joanna Brodzik wciąż za nią tęskni! Bardzo przeżyła jej śmierć

Niedawno minęła 10. rocznica śmierci jednej z najważniejszych osób w jej życiu. Nie ma dnia, by o niej nie pomyślała. Joanna Brodzik (47 l.) wciąż bardzo tęskni za babcią.

"Moja przyjaciółka, powierniczka, krytyczny widz i ostoja. Dotknięcie jej ręki było jak balsam. Jest ze mną w każdej sekundzie. Kocham Cię" - wyznała we wzruszającym wpisie na Dzień Babci Joanna Brodzik.

Reklama

Opublikowała też zdjęcie z babcią Jadwigą. Obie są radosne, roześmiane. Asia wiele jej zawdzięcza. Nie była planowanym dzieckiem. Mama Urszula miała zaledwie 18 lat, kiedy ją urodziła. Zakochała się w jej tacie w liceum, byli w jednej klasie. Wielka, młodzieńcza miłość jednak szybko się skończyła.

Joasia wychowała się bez ojca. Nie wiodło im się najlepiej. Na szczęście była babcia Jadzia. Spędzała z wnuczką dużo czasu, dała jej mnóstwo ciepła i miłości. Zawsze powtarzała, że dziewczynka urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą, budowała w niej poczucie własnej wartości.

Wspierała, gdy postanowiła zdawać do szkoły teatralnej. Dziś aktorka z czułością wspomina jej "tajne racuszki" smażone w nocy, czy też szminki, które podkradała z kieszeni. 

"Pamiętam jej czółenka na szpilce, pończochy ze szwem, jej natapirowanego koka, na którego wylewała litry Lotonu. Ja też jestem uzależniona od jednego lakieru do włosów, mam to po niej" - śmieje się Joasia.

Seniorka nie miała łatwego życia. Podczas wojny cała rodzina została wywieziona na Syberię, jej mama nie przeżyła wygnania. Jako najstarsza Jadwiga musiała zająć się rodzeństwem. Potem trafili na Ziemie Odzyskane. Wyszła za mąż, ale dość szybko owdowiała. Nigdy nie narzekała.

 Najcudowniejsze wspomnienie Joasi z dzieciństwa to babcia i truskawki. Opowiadała, że co roku robiły dużo przetworów. 

"Kupowałyśmy z 60 kilogramów owoców. Wsypywało się je do wielkiej, poniemieckiej żeliwnej wanny i płukało. Babcia pozwalała mi do niej wchodzić. Zanurzałam się w pachnących truskawkach aż po nos" - wspominała z nostalgią.

Jej mama próbowała ułożyć sobie życie, pojawiło się przyrodnie rodzeństwo, Radek i Paulina. Kiedy Joanna miała 12 lat, dostali mieszkanie w Zielonej Górze, wkrótce się tam przenieśli. Jednak ona jeszcze przez rok została w Lubsku z ukochaną babcią. Musiała ukończyć szkołę. Zawsze była dla niej największym autorytetem. 

"Nauczyła mnie wszystkiego, co składa się na człowieczeństwo: prawości, uczciwości, poczucia sprawiedliwości" - wymienia Brodzik.

Zapamiętała babcię jako osobę, która niezależnie od tego, jak ciężko było jej w życiu, z wielką klasą przechodziła wszelkie trudności i przeszkody. Mówiła o niej "torpeda". Joasia też jest taka, ma mnóstwo energii, łatwo się nie poddaje. Cieszy się, że seniorka zdążyła przed śmiercią nacieszyć się jej szczęściem, zobaczyć synów, bliźniaków: Jana i Franciszka. Chłopcy w lipcu skończą 12 lat. To dzięki babci wiedziała, jak ich wychowywać. Znają ją ze zdjęć i opowieści mamy. 

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Brodzik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje