Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jest decyzja w sprawie lasu im. Ireny Jarockiej. Mąż gwiazdy wściekły!

Irena Jarocka (†66) przez sporą część życia mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Jej mąż walczy jednak o to, by to w Polsce ją uhonorować. Niestety, na razie walkę przegrywa.

To miał być las, który na zawsze przypominałby o Irenie Jarockiej. Miał nosić jej imię, a piękne zrewitalizowane alejki miały być nazwane tytułami jej największych przebojów: Kawiarenki, Motylem jestem, Śpiewam pod gołym niebem, Wymyśliłam cię... i wielu innych.

Reklama

Nieopodal miała powstać muszla koncertowa, w której odbywałyby się występy podopiecznych Fundacji im. Ireny Jarockiej. Miejsce nieprzypadkowe, bo właśnie obok tego lasku na warszawskiej Białołęce mieszkała zmarła 5 lat temu przedwcześnie wielka gwiazda polskiej piosenki.

W tym lesie odpoczywała, walcząc ze śmiertelną chorobą, a nawet od czasu do czasu go sprzątała! - To był jej azyl, miejsce, w którym porządkowała myśli i gdzie żegnaliśmy się przed jej odejściem do wieczności - mówi "Rewii" Michał Sobolewski, mąż artystki.

- Niestety, okazuje się, że są tacy, którym nie podoba się to, że fani wystąpili z inicjatywą nazwania lasu imieniem mojej żony.

Kto to taki? Zespół Nazewnictwa Miejskiego, który dwa lata temu pozytywnie zaopiniował ideę, teraz zmienił zdanie i nie zgadza się, by białołęcki lasek nosił imię Ireny Jarockiej.

- Nie ma zgody na nazywanie lasów imionami - brzmi oficjalne oświadczenie. - Za chwilę ktoś będzie chciał nazwać np. okno imieniem ważnej dla niego osoby. Można imieniem Ireny Jarockiej nazwać skwer czy łączkę na Białołęce, ale nie las. Zresztą piosenkarka mieszkała głównie w Ameryce, a na Białołękę przeniosła się w ostatnich latach życia - słyszymy.

Co ciekawe, w Warszawie jest już kilka lasów nazwanych imionami słynnych ludzi, choćby Las Kabacki, który nosi imię Stefana Starzyńskiego, na Bielanach jest las Samuela Lindego, a w Wawrze las Jana III Sobieskiego.

Zaskoczenia takim obrotem sprawy nie kryje Maria Szabłowska. Dziennikarka nie może uwierzyć, że z pozoru oczywista sprawa napotyka na tak niezrozumiały opór urzędników.

- To niesamowite, że osoby związane z kulturą tej kulturze nie pomagają i wprowadzają podziały. Powinny się cieszyć, że zwyczajni ludzie i fani chcą upamiętnić Irenę Jarocką. Czy to jest to polskie piekło, w którym jedni drugim przeszkadzają? Ludzie i tak mówią, że to jest lasek Ireny, ta nazwa już funkcjonuje. Podziwiam jej męża Michała Sobolewskiego. Chociaż mieszka w USA i jest informatykiem światowej sławy, czuje się strażnikiem pamięci Ireny tu, w Polsce, na Białołęce. I wytrzymuje to wszystko - komentuje Szabłowska.

Jak się okazuje, nawet Dyrekcja Lasów Miejskich, której podlega białołęcki lasek, jest zachwycona pomysłem i wspiera działania Fundacji. Mąż piosenkarki zapowiada zaś, że nie podda się i będzie walczył do końca - dla fanów, dla Ireny i dla siebie. Na razie jednak lasek na Białołęce pozostaje bezimienny.

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje