Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jarosław Bieniuk zostanie oczyszczony z szokujących zarzutów modelki? Nowe ustalenia tabloidu

Jarosław Bieniuk (40 l.) przeżywa bardzo trudny czas. W połowie kwietnia Sylwia Sz. oskarżyła go o brutalny gwałt i podanie narkotyków. Wszczęto śledztwo. Jeden z tabloidów przekonuje, że dotarł do szczegółów sprawy. Czy były piłkarz zostanie oczyszczony z szokujących zarzutów formułowanych przez modelkę?

W kwietniu media obiegła szokująca wieść o zatrzymaniu Jarosława Bieniuka po tym, jak Sylwia Sz. oskarżyła go o dokonanie na niej gwałtu i udostępnienie środków odurzających. Były piłkarz wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji w wysokości 20 tysięcy złotych. Na razie ma zarzuty związane z podaniem narkotyków. 

Reklama

Po wyjściu z aresztu dyrektor Lechii Gdańsk wydał oświadczenie. "Oskarżenia te są nieprawdziwe i formułowane wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści materialnych" - napisał.

Następnie udzielił wywiadu, w którym przedstawiał swoją wersję i utrzymywał, że jest niewinny. Podkreślał, że sam zgłosił się na policję, by złożyć zeznania. Wtedy został zatrzymany na 48 godzin. "To pozwoliło wyjaśnić tę sytuację na tyle, że wróciłem po tych dwóch dniach to domu i prokuratura nie postawiła mi w tym momencie zarzutu [napaści seksualnej - przyp. red.]" - powiedział w rozmowie z "Dzień Dobry TVN". 

Były piłkarz potwierdził, że wcześniej znał Sylwię Sz. "Znaliśmy się z Trójmiasta. Tym bardziej nie spodziewałem się czegoś takiego" i dodał: "To jest jakiś koszmar i mam nadzieję, że się jak najszybciej skończy (...). Nie mam nic do ukrycia, od początku jestem nastawiony na współpracę z policją i z prokuraturą".

Publicznie wypowiadała się również Sylwia Sz., która wydała oświadczenie. "Nikt nie zainteresował się tym, co się naprawdę wydarzyło i co się stało, a wszyscy skupili się na kłamliwych, nieprawdziwych oskarżeniach, które miały tylko na celu odwrócenie uwagi od prawdy. Zostałam z tym kompletnie sama. (...) Od dwóch tygodni siedzę zamknięta w domu, płacząc, bojąc się wyjść nawet do sklepu. Czasami mam wrażenie, że musiałaby się stać jeszcze większa tragedia, żebyście uwierzyli, co naprawdę się tamtej nocy wydarzyło" - pisała. 

Następnie w rozmowie z jednym z tabloidów opowiadała, co według niej wydarzyło się feralnej nocy. "Bawiliśmy się, tańczyliśmy w apartamencie. Nie dawałam mu żadnych znaków, że czegoś od niego oczekuję, albo żeby mógł sobie pomyśleć, że ja czegoś od niego oczekuję. Po tym, jak zostaliśmy sami w pokoju, Jarek zaczął się do mnie dobierać i wtedy... to się stało. Krzyczałam, żeby przestał. (...) Jarek przydusił mnie kołdrą, żeby nie było mnie słychać. Później zakleił mi usta" - wyjawiała w "Fakcie".

Ponad miesiąc od rozpoczęcia całej afery pojawiły się pierwsze wyniki badań krwi kobiety. Jak podawał serwis Wyborcza.pl, biegli ustalili, że 29-latka zażywała wówczas kokainę, do czego sama wcześniej dobrowolnie się przyznała. Z raportu toksykologicznego wynika też, że nie wykryto żadnych substancji, które wchodzą w skład tzw. pigułki gwałtu. Przypomnijmy, że kobieta sugerowała, że Bieniuk mógł jej dorzucić narkotyk do drinka. 

Tymczasem "Super Express" odsłania kolejne kulisy sprawy. Dziennikarze przekonują, że dotarli do ustaleń toczącego się śledztwa. Okazuje się, że zeznania Jarka Bieniuka i Sylwii Sz. do pewnego momentu pokrywają się. Oboje mają twierdzić, że najpierw spotkali się w klubie, a następnie wybrali się do pokoju hotelowego. Jednak to, co tam się działo, widzą inaczej. 

Czytaj dalej na następnej stronie.

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Bieniuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje