Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jan Frycz odszedł od rodziny. Żona została z pięciorgiem dzieci. Wybaczyły ojcu?

To musiało być bardzo przykre! Zawiódł ją, gdy dorastała, później to ona boleśnie dała mu odczuć, że go nie potrzebuje. Dzisiaj Olga Frycz (31 l.) i Jan Frycz (64 l.) szukają drogi, by znów być sobie bliscy.

W życiu Olgi Frycz dzieje się wiele dobrego. Aktorka znalazła miłość, kupiła wymarzony dom na wsi, spodziewa się dziecka. Jak przyznaje, dojrzała i inaczej patrzy na relacje ze swoim ojcem. Długo nie mieli kontaktu, odszedł, gdy miała 12 lat, chowała urazę, że zostawił jej mamę, ją i czworo rodzeństwa. Dzisiaj jednak chce, by jej maluszek mógł poznać dziadka.

Reklama

Pielęgnowanie więzi z bliskimi to dla niej podstawa, więc sama również dąży do tego, by jej związek z tatą stał się cieplejszy. Wrzuciła na Instagram ich wspólną fotografię, którą podpisała: "Olga z tatą" i dodała z dumą: "mistrz".

Z dzieciństwa zapamiętała, że ojciec często był nieobecny. Od domowej wrzawy uciekał do własnej kawalerki. Aktorka i czworo jej rodzeństwa marzyli, by towarzyszyć mu w jego królestwie, ale nie zdarzało się to często.

W końcu, gdy Olga zaczęła dorastać, odszedł. Wybrał inną kobietę i karierę. Walczył w sądzie o prawo do opieki nad dziećmi, zmusił porzuconą żonę, by udowodniła, że może utrzymać dom. Dwoiła się i troiła, by niczego im nie brakowało, ale bywało ciężko.

- Chodziliśmy w tych samych ciuchach: brat po siostrze, siostra po bracie - wspomina gwiazda.

Mimo to bardzo się kochali, pomagali sobie wzajemnie. Wsparcia ojca nie czuła. Do dziś pamięta ból porażki, gdy nie dostała się do szkoły teatralnej. Była pewna, że ze swoim dorobkiem indeks ma w kieszeni. Obwiniała Jana.

- Wiem, że coś komuś szepnął i nie dostałam się do szkoły, o której marzyłam od lat - mówiła i dodała: - Nie chciał, żebym została aktorką, mówił, że dla kobiety to jest zawód podobny do prostytucji.

Na złość sławnemu tacie postanowiła pójść w jego ślady. Ale nawet, gdy odniosła sukces, nie wspierał jej. - Nie wiem, czy jest ze mnie zadowolony, bo nie chwali. Śmieszne, gdy ktoś czasem mówi, że załatwia mi role. On nie jest typem ojca zakochanego w córce, który robi wszystko, by ułatwić jej życie - mówiła. 

Zbyt dobrze go nie znam - twierdziła jeszcze kilka lat temu. Jan kilkakrotnie wyciągał rękę do zgody, ale ona długo nie dawała mu szansy. Zapiekła się w złości. Wciąż miała w pamięci krzywdę swojej zdradzonej mamy, to, jak ciężko jej było samotnie wychowywać dzieci. Nie żałuje jednak, że w końcu się zdecydowała.

- Spotkaliśmy się po latach. Ja już dorosła, on coraz starszy. To było fajne, bo od razu wytworzyła się między nami relacja partnerska - mówiła z ostrożnym entuzjazmem.

Kiedy dowiedziała się, że miał wypadek samochodowy, natychmiast pojechała do szpitala, by czuwać przy jego łóżku. Wybaczyła mu, że torpedował jej karierę. - Już wiedział, czym jest ten zawód. Ja się o tym dopiero przekonuję - tłumaczyła jego zachowanie.

Niedługo spełni się jej wielkie marzenie - zostanie mamą. Jest kochana i chce się dzielić swoim szczęściem. Narzeczony aktorki nie ma nic wspólnego z show-biznesem. To trener i były zawodnik boksu tajskiego muay thai.

- Jestem zakochana w tym człowieku. Jest przystojny i silny, ale przede wszystkim, dlatego, że jest mądry i wrażliwy - napisała czule.

Takiego mężczyzny szukała. Bardzo liczy się z jego zdaniem, a on namawia ją, żeby zapomniała o starych urazach i wyprostowała relacje z tatą. Nie chce, by kładły się cieniem na ich wspólnym życiu. Oboje mają cichą nadzieję, że Jan Frycz okaże się lepszym dziadkiem niż był ojcem.

*** 
Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Olga Frycz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje