Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Henryk Gołębiewski: Tak teraz wygląda jego życie u boku sporo młodszej żony!

Henryk Gołębiewski (63 l.) był gwiazdorem dziecięcego kina lat 70., niestety w dorosłym życiu nieco się pogubił. Dziś aktor otwarcie mówi o swojej walce z chorobą alkoholową, słabością do hazardu oraz braku pieniędzy. Poddawać się jednak nie zamierza. O lepsze życie musi walczyć nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla córeczki oraz żony...

Życie na Gorąco: Kiedyś, oprócz grania w filmach i serialach, pracował pan też jako monter klimatyzacji. Czy nadal pan nim jest?

Reklama

Henryk Gołębiewski: - Już nie. Roman, u którego pracowałem, jakieś półtora roku temu zlikwidował firmę. Od tego czasu jestem tylko aktorem. A przyznam, że dobrze mi się z Romanem pracowało. Był wyrozumiały i zawsze dawał mi wolne, gdy miałem dni zdjęciowe. Inny pracodawca by na to nie pozwalał. Zapewne by powiedział: 'Albo aktorstwo, albo robota u mnie!'".

Ale po co panu była ta  praca? Z aktorstwa chyba da się wyżyć...

- Da się, ale pod warunkiem, że dużo się gra. Albo ma się etat w teatrze. A w moim przypadku tak nie jest. Nieraz mam tylko 2-3 dni zdjęciowe, a potem kilka miesięcy przerwy. W takim przypadku z samego aktorstwa trudno wyżyć. 

Teraz przynajmniej ma pan więcej czasu dla siebie. 

- Powiem szczerze, że wcale nie jest go tak dużo. Jestem przecież ojcem, a obowiązki rodzicielskie pochłaniają mnóstwo czasu.

Córka ma już 11 lat. Pomaga jej pan w lekcjach?

- Pewnie, że tak. Oboje z żoną pomagamy. Żona przy języku polskim i angielskim, a na mojej głowie reszta przedmiotów. 

Jest pan bardzo wymagającym ojcem?

- No właśnie tu jest problem – mam zbyt miękkie serce, nie potrafię być wymagający. Wiem, że popełniam błąd. Ale nasze relacje są świetne. Gdy córka coś chce, przychodzi i rozmawia ze mną. Zawsze się ze sobą zgadzamy. Jedynie z żoną się kłóci, i to ostro.

Pewnie córka jest dumna z taty. Nie myśli, aby pójść w ślad za panem i zostać aktorką?

- Spróbowała już swoich sił jako aktorka. Zagrała małą rolę w "Lombardzie. Życiu pod zastaw". Wszyscy mówili, że świetnie się spisała. Wcześniej chodziliśmy też z nią na castingi, ale niezbyt ją to interesowało, więc odpuściliśmy. Bo skoro dziecko nie chce, nie można go na siłę pchać do telewizji. W "Lombardzie...” jednak chciała zagrać. I chyba nawet jej się to spodobało, polubiła ekipę. Jeśli kiedykolwiek w przyszłości będzie chciała zostać aktorką, nie zamierzam jej tego odradzać. Ale też nie chcę do tego zachęcać. To ma być jej wybór. Tylko jej.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Życie na gorąco

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »