Przejdź na stronę główną Interia.pl

Gustaw Holoubek późno stworzył szczęśliwą rodzinę

Wybitny aktor, człowiek, który do końca życia z humorem przyglądał się światu. Jego los naznaczyły poważne choroby i poszukiwania tej jedynej miłości…

Reżyser to taki człowiek, któremu nie powiodło się w aktorstwie, a aktor to taki człowiek, któremu nie powiodło się w życiu - mówił jeden z najwspanialszych polskich aktorów Gustaw Holoubek (†84 l.), który przyszedł na świat w 1923 r. w Krakowie.

Reklama

Jego ojciec był zawodowym oficerem, z pochodzenia Czechem, który osiadł w Polsce po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Mama Gustawa pochodziła z małopolskiej wsi. Ona była wdową, a on wdowcem, kiedy się pobrali. To ich jedyne wspólne dziecko, razem mieli oprócz niego jeszcze pięcioro dzieci z poprzednich związków.

- Jaki był nasz dom? Pełen życia, wojskowego hurraoptymizmu, kultu sprawności fizycznej i sportu. Ojciec, jak to wojskowy, lubił dyscyplinę i porządek. Wydawał komendy i rozkazy. Matka natomiast miała poczucie humoru i upodobanie do pewnego romantycznego bałaganu wokół siebie. Świetnie gotowała i na karmieniu nas wyczerpywała się jej rola. Reszta miała się jak gdyby układać w sposób naturalny, bez ingerencji dorosłych - wspominał Gustaw.

Przyszły aktor miał dziesięć lat, kiedy przeżył pierwszą, bolesną stratę - śmierć ukochanego ojca. Gdy skończył szesnaście, wybuchła druga wojna światowa i bezpowrotnie skończyło się jego dzieciństwo. W kampanii wrześniowej 1939 r. wziął udział jako ochotnik i szybko trafił do niemieckiej niewoli. Straszliwe, nieludzkie warunki obozowe - głód i zimno - osłabiły jego organizm i wywołały ciężką chorobę - gruźlicę. Dla jego pokolenia oznaczało to wyrok. Ale Gustaw nie poddał się tak łatwo - próbował normalnie żyć i zapomnieć o diagnozie. - Przeszedłem choroby nieuleczalne i śmiertelne. Na początku to była gruźlica, zapadłem na nią, kiedy miałem 16 lat - wyznał artysta.

Już po wojnie Holoubek postanowił zostać aktorem. W szkole teatralnej zakochał się w koleżance z roku - Danucie Kwiatkowskiej. Wkrótce zostali parą, szybko się pobrali, a już na początku lat 50. zostali rodzicami córki Ewy. Gustaw początkowo grał w rodzinnym Krakowie, później dostał propozycję objęcia dyrekcji teatru w Katowicach. Pojechali razem z żoną i córeczką. Wir pracy i intensywne życie rodzinne zostały przerwane w połowie lat 50. gwałtownym nawrotem gruźlicy.

I wtedy stał się cud - jak uważał później aktor - właśnie została wynaleziona streptomycyna, która uratowała mu życie. Po dwóch latach pobytu w sanatorium w Zakopanem, spędzonych w odosobnieniu, artysta powrócił do życia i do pracy. Ale już nie do ówczesnej żony - w tym czasie jego małżeństwo z Kwiatkowską się rozpadło.

W końcu lat 50. na planie "Pożegnań", filmu Wojciecha Jerzego Hasa, Holoubek zachwycił się młodziutką, dwudziestoletnią aktorką, odtwórczynią głównej roli kobiecej, Mają Wachowiak. Wkrótce została jego drugą żoną. Dzięki protekcji męża Wachowiak dostawała angaże do teatrów, w których występował jej ukochany - Narodowego i Dramatycznego, ale jej praca niknęła w cieniu dokonań i sukcesów ukochanego. Ich drogi powoli zaczęły się rozchodzić. W 1967 r. urodziła się ich córka - Magdalena. Jej narodziny miały na nowo scementować związek.

Wiosną 1969 r. w Teatrze Dramatycznym rozpoczęły się próby do sztuki "Życie snem". Główną rolę męską grał Gustaw, w roli jego młodziutkiej partnerki została obsadzona Magdalena Zawadzka - aktorka początkująca, ale już popularna dzięki postaci Baśki Wołodyjowskiej w filmowej Trylogii. Oboje już zetknęli się zawodowo wcześniej - raz na planie filmowym, później w telewizji. Ale dopiero teraz on zwrócił na nią uwagę...

- Zaczęło się niedobrze, bo nie podobałem się jej w ogóle. Wręcz byłem przez nią ignorowany. Ale stało się ze mną coś strasznego. A mianowicie pojawił się we mnie upór trwający całymi tygodniami, miesiącami, który nie pozwolił mi nie zwracać na nią uwagi. I w końcu, pewnie z powodu straszliwego zmęczenia, przyjęła moje zaloty. I bez słowa zaakceptowała wszystkie moje zamiary, łącznie z matrymonialnymi - opowiadał Gustaw.

- I rozsądek, i poczucie rzeczywistości, i dotychczasowe moje życie nie pozwalało mi tak poważnie i jednoznacznie traktować jej osoby. Jednak coś się stało takiego, że nie mogłem się od tego uczucia uwolnić. I chociaż najpierw tylko ja byłem zakochany, to z biegiem lat role się wyrównały - dodawał aktor.

Jednak, żeby być ze sobą, para musiała pokonać wiele przeszkód... Oboje żyli wtedy w formalnych związkach. Holoubek miał żonę i malutką córeczkę, a Zawadzka męża, operatora filmowego Wiesława Rutowicza. Dodatkowo o jej względy w tym samym czasie usilnie zabiegał odtwórca roli Wołodyjowskiego - Tadeusz Łomnicki.

- Obaj panowie - Holoubek i Łomnicki - bili się o Magdę jak koguty - wspomina przyjaciółka aktorki. - Zaś ona sama "starła się" w pewnym momencie z Mają Wachowiak podczas wspólnej sceny w przedstawieniu, w którym obie występowały. Było bardzo nieprzyjemnie. Maja nie mogła znieść tej sytuacji i wkrótce odeszła nie tylko z życia Holoubka, ale i z Teatru Dramatycznego - dodaje informator "Na żywo".

Zawadzka zatriumfowała nad rywalką. Po rozwodzie jej ukochanego wreszcie mogli się pobrać. Ślub wzięli 3 września 1973 r. w Zakopanem. Środowisko patrzyło na nich bardzo nieprzychylnie, a przyjaciele Gustawa odradzali mu nowy związek. Nawet po ślubie posuwali się do bardzo dwuznacznych, brutalnych żartów: "Gucio znowu się ożenił, już nie chcemy powiedzieć, z kim". Chociaż więc Magda nie cieszyła się najlepszą opinią, to przyszłość pokazała, jak bardzo były to krzywdzące głosy. Pięć lat po ślubie para doczekała się potomka - urodził się długo oczekiwany, upragniony syn Jan.

Gustaw zawsze podkreślał, że jego trzecia żona stworzyła wspaniały dom, do którego zawsze lubił wracać. Oboje szanowali siebie i dawali sobie wiele wolności w związku. Łączyło ich poczucie humoru i optymizm, który pomagał im przetrwać w trudnych momentach. Takie nadeszły, kiedy w końcu lat 90. aktor zaczął chorować i musiał wycofać się z aktywności zawodowych. Diagnoza była poważna - nowotwór. Potem niewydolność jedynej nerki, druga została aktorowi wycięta jeszcze w latach 40., i konieczność poddawania się dializom. W końcu niewydolność płuc.

Mimo to aktor długo się nie poddawał, codziennie mobilizowany przez żonę do walki o zdrowie i życie. Równocześnie porządkował swoje sprawy, napisał piękne "Wspomnienia z niepamięci", które zadedykował swoim dzieciom: Ewie, Magdzie i Jasiowi. - Ta książeczka jest bardzo dla mnie typowa - pominąłem wszystko, co jest moim zawodem i przeżyciami z nim związanymi, powracam tu do kształtowania się mojego życia. Bez przeszłości nie ma mowy o budowaniu teraźniejszości, a tym bardziej przyszłości. Do retrospektywy zawodowej, do teatraliów w moim życiu - najkrócej mówiąc - wracam chętnie, ale tylko z punktu widzenia anegdoty - wyznał.

Choć niechętnie o tym mówił, Holoubek miał wyrzuty sumienia, że zaniedbywał w przeszłości swoje córki. Ewa skończyła archeologię śródziemnomorską, ale pracuje od lat jako aktorka-lalkarka w Teatrze Guliwer. Magda mieszka w Monachium. Jest socjologiem i pracuje w ośrodku dla trudnej młodzieży. Jan jest operatorem filmowym. Pod koniec życia dumą Gustawa byli też wnukowie: syn Ewy - dorosły Piotr, egiptolog i malutki Jakub Gustaw (drugie imię dostał na cześć dziadka), syn Magdaleny.

Uważany był za mentora, a jego i innych intelektualistów rozmowy w kawiarni Czytelnika stały się legendą. Z Tadeuszem Konwickim i Andrzejem Łapickim był też stałym bywalcem kawiarni Bliklego. Potrafił wspaniale opowiadać o życiu.

- Zadano mi nawet kiedyś pytanie, czy można nauczyć się umiejętności życia. Można. Mimo że wciąż czuję obawę, jakiś lęk, że gdzieś poza mną szykuje się zagrożenie, które unicestwi sukces, porzucam te myśli i pędzę do następnej przyjemności. Budzę się na przykład i myślę: poniedziałek, niech to krew zaleje, najgorszy dzień w tygodniu. Teatr nie gra. Wtorek. Tego dnia pojadę do teatru, wieczorem będę grał w brydża, więc przez cały dzień przygarnąłbym wszystkich do siebie, ucałował, uściskał. Nie złoszczę się nawet na myśl o tym, że muszę wziąć piętnaście pastylek rano i piętnaście wieczorem. Środa - wiem, że będę oglądał mecze, a w sobotę i niedzielę żona mnie na wieś zabierze, przyjadą znajomi i będzie o czym gadać - mówił w jednym z ostatnich wywiadów.

Słynne poczucie humoru nie opuszczało aktora do samego końca. Żartował nawet ze spraw ostatecznych. - Co chciałbym mieć na swoim nagrobku? Gdzieś w okolicach Złoczowa widziałem na wiejskim cmentarzyku napis: "A nie mówiłem, że jestem chory?". Mógłbym mieć podobny - uważał Gustaw.

Odszedł na zawsze 6 marca 2008 r. w jednym z warszawskich szpitali.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Gustaw Holoubek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje