Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ewa Błaszczyk przekazała najnowsze wieści o córce Oli. "Jest coraz bliżej nas"

Ewa Błaszczyk (62 l.) wciąż szuka kolejnych sposobów na to, żeby wybudzić córkę ze śpiączki. Teraz ma powody do radości - Ola Janczarska zostanie poddana innowacyjnemu leczeniu! Artystka w najnowszej rozmowie z jednym z tygodników podzieliła się najnowszymi wieściami o stanie Aleksandry i o planach jej leczenia.

Kiedy rano wchodzi do pokoju ukochanej Oli, mówiąc: "Witaj córeczko!", widzi, że dziewczyna stara się w jej kierunku odwrócić głowę. Wtedy siada przy jej łóżku i delikatnie gładzi dłoń. Gdy prosi, by ścisnęła palec, czasem to robi, choć jest to dla niej ogromny wysiłek.

Reklama

Ewa Błaszczyk cieszy się też, że córka, odkąd dwa lata temu przeszła operację wszczepienia stymulatora pnia mózgu, ma dużo przytomniejszy wzrok.

- Jest coraz bliżej nas. To się czuje, zwłaszcza jak z kimś się na co dzień tak dużo przebywa, jak ja z Olą - mówi artystka w rozmowie z "Dobrym Tygodniem". I dodaje, że wpływ na stan dziewczyny ma wiele czynników: ogromna troska rodziny i lekarzy, rehabilitacja oraz regularne podawanie szpikowych komórek macierzystych.

- Te ostatnie wpłynęły na jej odporność. Od czterech lat nie miała zapalenia płuc, a wcześniej zdarzało się to często. Osoby, które tak długo leżą, są narażone na częste infekcje - tłumaczy aktorka.

Błaszczyk mówi, że odkąd stan Oli się ustabilizował, wróciła do zawodowych pasji. - Mogę się podejmować nowych zobowiązań, np. wyjechać do innego miasta do pracy, zrobić film - opowiada. I z ulgą dodaje, że jest dużo spokojniejsza. - Lata temu nie wiedziałam, czy prześpię noc, czy też będę musiała jechać z córką karetką, a teraz śpię - to ogromna różnica - wyznała artystka.

Aleksandra od osiemnastu lat jest przykuta do łóżka. Do tragedii doszło 11 maja 2000 roku. Tego feralnego dnia zakrztusiła się tabletką i od tej pory jest w śpiączce. Choć aktorka wiele razy była bliska załamania, nigdy się nie poddała i od lat walczy o powrót ukochanej córki do zdrowia.

To właśnie z myślą o niej i innych pacjentach z urazami neurologicznymi założyła w 2002 roku wraz ze swoim przyjacielem Wojciechem Drozdowiczem fundację "Akogo?". Dziesięć lat później dzięki jej staraniom powstała Klinika Neurorehabilitacyjna "Budzik" przy warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka.

Artystka nie ustaje w poszukiwaniu ekspertów specjalizujących się w innowacyjnych metodach leczenia. Wszystko po to, aby przywrócić córkę światu. Od początku istnienia kliniki "Budzik" chciała zapraszać do Polski naukowców z różnych stron świata.

- Uważam, że lepiej, gdy lekarze przyjadą do Polski i zrobią zabieg wraz z naszymi specjalistami, niż wysyłać pacjenta za granicę - wyjaśnia "Dobremu Tygodniowi".

Właśnie dzięki takim inicjatywom Ola dwa lata temu przeszła zabieg wszczepienia stymulatora pnia mózgu. Przeprowadzili go polscy lekarze pod nadzorem japońskich ekspertów. Współpraca międzynarodowego grona specjalistów zaowocowała kolejnym projektem.

- Japończycy podpatrzyli, jak funkcjonuje klinika, skorzystali z naszych doświadczeń i w kwietniu otworzyli "Budzik" u siebie - mówi tygodnikowi Błaszczyk. I dodaje, że w lipcu jedzie na ich zaproszenie na kongres naukowy do Japonii. Jest przekonana, że usłyszy tam o nowych metodach terapii. Teraz Błaszczyk ogromną nadzieję pokłada w kolejnym eksperymentalnym leczeniu: nerwowymi komórkami macierzystymi.

- Ta komórka ma to do siebie, że potrafi regenerować połączenia neuronowe. Byłby to ratunek nie tylko dla osób w śpiączce, ale też wszystkich dotkniętych chorobami neurodegeneracyjnymi - zdradza w najnowszej rozmowie.

Najpierw jednak zostaną przeprowadzone testy. I dodaje, że wkrótce będą gościć w Olsztynie naukowców z Włoch, którzy są pionierami w tej dziedzinie. - Już na początku 2019 roku, gdy zbierzemy eksperymentalną grupę, to nerwowe komórki macierzyste otrzymają pierwsi pacjenci - opowiada szefowa fundacji "Akogo?"

Czy Ewa Błaszczyk wierzy jeszcze w przebudzenie córki? Dziś się już nad tym nie zastanawia i stara się cieszyć z małych rzeczy. Ma jednak nadzieję, że Ola jest szczęśliwa.

Aktorka przyznaje jednak, że czasem czuje się bardzo samotna. Chciałaby się zakochać i przytulić do kogoś, gdy nadejdzie gorszy czas. W rozmowie z "Dobrym Tygodniem" nie ukrywa jednak, że wciąż nie wybiega myślami daleko w przyszłość, bo los bywa przewrotny. - Za dużo nie planuję, najwyżej rok do przodu - mówi szczerze.

Wielkie oparcie ma w córce Mariannie, która stara się wiele czasu poświęcić siostrze bliźniaczce. Mania, jak pieszczotliwie nazywa ją mama, niedawno znalazła miłość i wyprowadziła się z domu. Ewie było ciężko, ale pogodziła się z tym, że wyfrunęła z gniazda. Dobro obu córek jest dla niej najważniejsze. Marzy przede wszystkim o tym, by Marianna ułożyła sobie życie, a Ola kiedyś znów powiedziała do niej: "mamo".

*** 
Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Błaszczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje