Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Emilian Kamiński: To jedno spotkanie całkowicie odmieniło jego życie!

Emilian Kamiński (63 l.) szczerze opowiedział o swoim pierwszym małżeństwie oraz o księdzu, który bardzo wpłynął na to, jakim dzisiaj jest człowiekiem...

Ma waleczną naturę. W stanie wojennym nie poddał się naciskom ze strony SB, a niedawno znowu walczył, tym razem o utrzymanie własnego teatru. Kamienicy, której poświęcił się bez reszty kosztem własnej rodziny, groziła eksmisja. Na szczęście ostatecznie aktor wygrał batalię i uratował teatr. 

Reklama

W sporze o budynek teatru, sąd przyznał panu rację. Jaka będzie przyszłość placówki? Przejmą ją kiedyś synowie?

- Bardzo bym chciał, żeby chłopcy prowadzili po mnie Teatr Kamienica. Pamiętam jak profesor Bardini mówił mi: „Emilian, jak  kiedyś będziesz zakładał teatr, to pamiętaj: najlepiej byłoby, gdyby interesem rządziło dwóch braci. Jeden byłby od pieniędzy, a drugi od spraw artystycznych i oni się zawsze dogadają”. I z moim synami tak jest. Obaj są zainteresowani teatrem, ale starszy Kajetan bardziej od strony administracyjnej, a młodszy Cyprianek artystycznej. W nich nadzieja! Córka Natalka z mojego poprzedniego związku nie pracuje już w naszym teatrze. Kończy studia na uniwersytecie w zupełnie innym kierunku.

Wspomniał pan profesora Bardiniego. Pana autorytetem był też ksiądz Popiełuszko.

- O tak, to był wielki człowiek. Jeden z najważniejszych w moim życiu w sferze duchowej. To on został kapelanem naszego teatru domowego w stanie wojennym. Pamiętam, jak przychodził na próby, spektakle, jak dużo ze sobą rozmawialiśmy w tej jego skromniutkiej plebanii.

Czuło się tę jego wielkość i głębię ducha?

- Ksiądz Jerzy był bardzo drobny, ale miał w sobie ogromną siłę. Po każdym spotkaniu czułem, że obcowałem z niezwykłym człowiekiem, że stało się coś ważnego. To wynik charyzmy ludzi, którzy są blisko Jezusa. Nie mogłem na przywitanie czy pożegnanie nie podejść do księdza Jerzego i się nie przytulić. Pamiętam te rozmowy z nim o Jezusie, o świętym Franciszku. W stanie wojennym, kiedy legły w gruzach wszystkie moje marzenia o karierze aktorskiej, bo brałem udział w bojkocie telewizji, radziłem się księdza, jak żyć w atmosferze ciągłego zagrożenia. On miał jedną odpowiedź: „Emilian, musisz służyć ludziom”. I staram się to robić do dzisiaj. Mój teatr to też jest służba. A z bardziej praktycznych rzeczy, które zawdzięczam księdzu Jerzemu, to były na przykład wskazówki, jak się zachowywać na przesłuchaniach.

Jakie to były rady?

- Żeby chwalić. Wszystkich i bez wyjątku, o kogokolwiek by nie zapytali. A często byłem przesłuchiwany przez SB, cały czas namawiali mnie do współpracy. Raz w Pałacu Mostowskich odbili mi nawet nerkę. 

Z czego pan żył, gdy wraz z innymi artystami bojkotowaliście telewizję?

- Remontowałem mieszkania. Hydraulika, prace wykończeniowe, stolarskie, glazura, terakota, wszystko to robiłem, żeby przeżyć. A teatr domowy i tak organizowaliśmy, aby duch nie zginął. 

Zobacz kolejną stronę...

Dowiedz się więcej na temat: Emilian Kamiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje