Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Drugie dziecko w "Rolnik szuka żony". Grzegorz i Ania nie tracą czasu!

Druga edycja programu "Rolnik szuka żony" należy do przeszłości. Jednak dla wielu uczestników to dopiero początek. Z pewnością jest wśród nich Grzegorz Bardowski (29 l.), właściciel 100-hektarowego gospodarstwa w Uniejowicach pod Złotoryją. Przystojny rolnik nie może doczekać się potomka!

Choć sąsiedzi zawsze mówili o nim, że dziewczyn mógłby mieć na pęczki, zgłosił się do programu, bo - jak przyznał - nie udały mu się poprzednie związki. Swoje partnerki starał się podporządkować sobie, zdominować, w konsekwencji czego odchodziły.

- W ciągu dziesięciu lat byłem w trzech poważnych związkach. Nauczyłem się wiele na swoich błędach - przyznaje.

Problemem była także kwestia przeprowadzki. - W moich wcześniejszych związkach pojawiały się takie dylematy, a ja nigdy nie chciałbym wyprowadzić się do miasta. Wolałem się zabezpieczyć i od razu na początku programu wyraźnie to zaznaczyłem, żeby nie było niedomówień - mówi.

Reklama

Gdy przeczytał list od Ani, od razu wiedział, że to może być kobieta dla niego. Zostali jedną z najbardziej lubianych przez widzów par.

Grzegorz postawił wszystko na jedną kartę i, jak widać po finałowym odcinku, podjął słuszną decyzję. Teraz czeka na potomka.

- Jestem zdania, że z poważnymi decyzjami nie można zbyt długo czekać i trzeba podejmować ryzyko. Można zwlekać całymi latami i tracić czas, tak jak wcześniej ja, albo iść do przodu i zakładać rodzinę. No bo przecież ile można się poznawać? - uśmiecha się Grzegorz.

Będzie to już drugie dziecko w programie "Rolnik szuka żony"!

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »