Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Conrado Moreno: Hiszpan? Polak? Trudna sprawa

Jego ojciec jest Hiszpanem, a matka Polką. Kocha obydwa kraje i otwarcie przyznaje, że jest pomiędzy nimi rozdarty. Co więcej, nie ukrywa, że ma nieustający kryzys tożsamości. Choć w mediach używa tylko nazwiska hiszpańskiego, z dumą podkreśla, że ma dwuczłonowe nazwisko i w życiu prywatnym zawsze tak się przedstawia. Co dziś słychać u gwiazdora popularnego przed kilkoma laty programu "Europa da się lubić"?

Nie irytuje pana łatka "dyżurnego Hiszpana" w Polsce?

Reklama

Nie, bo moje odczucia nie mają tutaj większego znaczenia, a ja nie mam żadnego wpływu, że ktoś mnie w ten sposób właśnie szufladkuje. Przyjąłem już do wiadomości, że jestem "najbardziej hiszpańskim Polakiem i najbardziej polskim Hiszpanem". Jak również to, że część dziennikarzy zaczyna ze mną wywiady tym samym pytaniem, czy czuję się bardziej Polakiem, czy Hiszpanem. A ja w dowodzie osobistym mam przecież dwuczłonowe nazwisko Moreno-Szypowski i zawsze tak się przedstawiam.

Nigdy nie miał pan kryzysu tożsamości?

Tak. Od dziecka zastanawiam się kim jestem, czy bardziej Polakiem, czy może Hiszpanem. Urodziłem się w Madrycie, tam spędziłem dzieciństwo, a w Polsce zamieszkałem w wieku dwunastu lat. Zawsze czułem się kimś z zewnątrz. Dziś wiem, że jestem jednocześnie Polakiem i Hiszpanem, w pełni jednym i drugim. Taki kryzys tożsamości mimo wszystko wciąż mam. To niekończąca się nostalgia - za Hiszpanią, gdy jestem w Polsce i za Polską, gdy jestem w Hiszpanii.

Pana pierwsze wrażenia po przyjeździe na stałe do Polski?

Piękne, zielone lato, cudowne kwitnące owoce jabłoni, mirabelek, śliwek! Zawsze dobrze czułem się w kraju nad Wisłą. No i wreszcie zacząłem dobrze się uczyć.

Jak to, w Hiszpanii miał pan problemy w szkole?

W Hiszpanii nie lubiłem chodzić do szkoły i na pewno nie zaliczałem się do prymusów. Klasy były przepełnione, liczyły ponad czterdziestu uczniów. A tutaj trafiłem do placówki, w której dwunastu młodych ludzi w klasie było normą. Przyjazd do Polski miał więc dla mnie zbawienny wpływ, lecz bez wątpienia dużą rolę odegrała moja babcia, polonistka, doktor literatury - całe lato uczyła mnie i moją siostrę języka polskiego i dbała o poprawną polszczyznę.

Coś jeszcze uderzyło pana w Polakach?

Nieprawdopodobna dbałość o szczegóły, niuanse. Nawet jeśli chodzi o jedzenie, bo do dziś zachwycam się ziemniakami posypanymi koperkiem. Nie mówiąc już o żurku, który jest moją ulubioną zupą. Oczywiście lubię też owoce morza i ryby. Z tym, że na Półwyspie Iberyjskim podaje się je w najprostszy możliwy sposób, najczęściej z ryżem. W Polsce jest nadmiar niepotrzebnych dodatków, z nieśmiertelną panierką włącznie.

Mówi się, że Polacy są narodem, który ciągle narzeka i marudzi. To prawda?

Nigdy się z tą opinią nie zgadzałem. Zawsze uważałem, że Polacy są bardzo wymagającym i ambitnym społeczeństwem. I niesamowicie krytycznym wobec siebie. Zawieszają wysoko poprzeczkę, chcą być najlepsi, ale co ważne - mocno wierzą w siebie i nie brakuje im fantazji. Może trochę niepotrzebnie ścigają się z Zachodem, ale któż jest bez wad?

Jakie hiszpańskie zwyczaje przeniósł pan do polskiego domu?

Nie lubię wcześnie wstawać i dość późno jem kolację. Nieobca jest mi drzemka w ciągu dnia. Jestem też spontaniczną osobą i nie planuję swoich działań z dużym wyprzedzeniem. Zazwyczaj reaguję pod wpływem chwili i nie boję się zaczepiać ludzi na ulicy, tylko po to, by z nimi porozmawiać. Jedyne co różni mnie od typowego Hiszpana, ale od Polaka chyba też, to fakt, że nie przepadam za piłką nożną.

A nie brakuje panu Hiszpanii?

Niekiedy odczuwam pewien niedosyt, ale moje liczne zobowiązania sprawiają, że naprawdę rzadko kiedy odpoczywam. Od piętnastu lat prowadzę konferansjerkę, od siedmiu jestem współprowadzącym Studio Lotto. Do tego dochodzi moja autorska audycja w Radiu dla Ciebie "Życie jak w Madrycie", gdzie zapraszam ludzi z pasją. Jestem też redaktorem naczelnym magazynu "Face&Look". Teraz jednak pojawiła się szansa, że będę częściej odwiedzał swoją pierwszą ojczyznę.

Dlaczego?

Trzy lata temu wraz ze swoim przyjacielem założyliśmy autorskie biuro podróży. To znaczy, że nie sprzedajemy gotowych wycieczek. Początkowo naszą ideą było propagowanie Polski w Hiszpanii. Jednak dziś wiem, że żyjąc w Polsce na stałe, chcę być bliżej Hiszpanii i stąd pomysł na realizowanie wyjazdów dedykowanych Hiszpanii. Pierwszym kierunkiem będzie jedna z Wysp Kanaryjskich, bliska mi Fuerteventura. Tu przez cały rok jest piękna pogoda. Sama wyspa może pochwalić się pięknymi plażami.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dowiedz się więcej na temat: Conrado Moreno

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje