Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Cezary Mocek z "Sanatorium miłości" nie żyje. Ułamek sekundy zrujnował całe życie

Cezary Mocek (†67 l.) zmarł 19 lutego. W ostatnich dniach przebywał w szpitalu z powodu zapalenia płuc. Jak mówił, zgłoszenie się do programu "Sanatorium miłości" było najważniejszą decyzją, jaką podjął w ostatniej dekadzie. Życie jednak go nie oszczędzało.

W grudniu 2008 roku panu Cezaremu runął cały świat. Jego żona Elżbieta (†48 l.) wyszła jak co dzień do pracy. Niestety, już tam nie dotarła. Zginęła, potrącona przez samochód na pasach....

Reklama

- Jak miało się ideał, to trudno jest teraz kogoś znaleźć - mówił. Ułamek sekundy zrujnował życie jego rodziny. Miesiącami wracały pytania bez odpowiedzi, co by było, gdyby... ukochana wyszła minutę później, gdyby ją zawiózł, gdyby zatrzymała się przed pasami...

Ze wspomnień Cezarego Mocka wyłaniał się obraz pięknej kobiety, wysokiej i szczupłej blondynki z nogami do szyi. Największej i jedynej miłości jego życia.

Przeżyli razem 20 lat, rok narzeczeństwa i 19 lat w małżeństwie. Byli wyjątkową parą. Z każdym rokiem kochali się jeszcze bardziej. W żaden sposób nie był przygotowany na taką stratę.

- Najpierw była tragedia. A potem już tylko niekończąca się tęsknota - mówił z zadumą.

Najgorsze przychodziło wieczorami, gdy nie mógł powstrzymać łez. Dni zmieniały się w miesiące, miesiące w lata. Rana w sercu nie chciała się goić. Pomocy szukał u psychologów, lecz samotność przytłaczała.

W najtrudniejszych chwilach była przy nim córka Katarzyna. Kiedy już zupełnie nie miał chęci, by żyć, sił dodawały wnuki...

Trzeba jakoś sobie radzić

Większość zawodowego życia spędził za kierownicą taksówki. Niczego się nie dorobił. W ostatnich latach żałował, że nie posłuchał żony, która przypominała mu, by zadbał o finansową przyszłość. On myślał, że zawsze będzie potrafił zarobić i zapewnić rodzinie dostatnie życie.

Gdy przeszedł na emeryturę, zaczął mieć problemy i codziennie odczuwał trudy emeryckiego życia.

- Trudno jest wyżyć za ledwie 1,5 tysiąca złotych emerytury - żalił się pan Cezary. - Ale trzeba jakoś sobie radzić.

Po przekroczeniu sześćdziesiątki zaczął odczuwać upływ czasu. Na to też nie był przygotowany. Przecież zawsze był zdrowy, jeździł na rowerze, a tu organizm zastrajkował...

- Wszystkie ukryte choroby zaczęły wypływać. I nie ma końca! - mówił z zadumą.

Postanowił więc wrócić do zainteresowań sprzed lat. A ponieważ przez 40 lat kolekcjonował kasety i płyty z rockową muzyką, spróbował sił na parkiecie. Okazało się, że uwielbia taniec i przez rok nauczył się podstaw różnych tańców.

- Zdobyłem dyplom ze znajomości tańca towarzyskiego! - chwalił się z dumą. Jednak szybko serce upominało się o swoje. - Co z tego, skoro brakuje mi partnerki?

W poszukiwaniu miłości

O ojca martwiła się jedyna córka, robiąc wszystko, by wyciągnąć go z samotności. Rozmawiali wiele razy o tym, jak zrobić pierwszy krok ku miłości. Wreszcie pan Cezary przyznał, że czas jest ukoić stęsknione serce i znaleźć towarzyszkę, z którą mógłby przetańczyć resztę życia.

Katarzyna pospieszyła z pomocą i założyła tacie konto na randkowym portalu. Nie miał wielkich wymagań. Chciał, żeby jego partnerka była w jego wieku, skromna, dobra i wrażliwa.

- Jestem przeciętnym mężczyzną, to szukam przeciętnej partnerki - przyznawał. Dlatego gdy przyjaciele opowiedzieli mu o programie "Sanatorium miłości", bił się z myślami.

- Mam 66 lat, to chyba nie dla mnie - powiedział córce. Jedynaczka nie pozwoliła mu jednak się wycofać. Z Łodzi pojechał na casting do Warszawy. I, ku własnemu zaskoczeniu, dostał się! Znalazł się wśród barwnych ludzi, odzyskał chęć do życia i świetną partnerkę do tańca - Teresę Wąsowicz.

Zdrowotne kłopoty wciąż go dopadały, ale nauczył się z nimi walczyć. Nawet zdecydował się wziąć udział w trudnym zadaniu przejścia na wysokości w parku linowym. Mimo poważnych problemów z krążeniem w nogach, przełamał się, czym zaimponował kolegom.

Uważał, że zgłoszenie się do programu było jego najważniejszą decyzją w ostatniej dekadzie. Liczył na przygodę i się nie zawiódł. Niczego nie żałował. W "Sanatorium miłości" przeżył piękne chwile. Znów odżył w nim niepoprawny romantyk.

- W poszukiwaniu wielkiej miłości zrobiłem krok do przodu. Bać się miłości to tak, jakby bać się życia...- mówił.

19 lutego producenci programu poinformowali o śmierci pana Cezarego.

***

Zobacz więcej materiałów:

Rewia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »