Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Bohdan Smoleń do końca swoich dni mógł liczyć na serdeczną przyjaciółkę. Dużo mu pomogła

Bohdan Smoleń odszedł w poznańskim szpitalu po wieloletniej walce o zdrowie. Miał 69 lat. Życie spędził na dawaniu innym radości, choć sam nie zaznał jej wiele. W ostatnich chwilach towarzyszyła mu przyjaciółka Joanna Kubisa, której trudno pogodzić się ze stratą. Pociesza ją tylko jedna myśl – artysta już nie cierpi.

Bohdan Smoleń urodził się w Bielsku-Białej, tam dorastał, tam od najmłodszych wywoływał uśmiech na twarzach kolegów i koleżanek. Po maturze jednak postanowił zająć się zwierzętami, które uwielbiał. Wybrał w tym celu studia w Wydziale Zootechniki krakowskiej Akademii Rolniczej.  

Wśród studentów cieszył się sympatią i opinią duszy towarzystwa, szybko znalazł podobnych sobie i założył kabaret "Pod Budą". Za namową Zenona Laskowika (71 l.), z którym się zaprzyjaźnił, przeniósł się do Poznania i zaczął występować w jego kabarecie "Tey". Razem tworzyli skecze wyśmiewające absurdy PRL-u. Przemycane w nich wbrew czujnej cenzurze dowcipy Polacy przekazywali sobie z ust do ust. Ilość kopiowanych po domach nagrań "Tey-a" szła w miliony!  

Reklama

W tym czasie Bohdan Smoleń ożenił się z Teresą i został ojcem Maćka, Piotrka i Bartka. Z żoną prowadził sklep zoologiczny, kolekcjonował też antyki. Pewnego dnia najstarszy Piotr wyszedł z domu do kolegi i już nie wrócił. Znaleziono go powieszonego! Miał 16 lat...  

- Ktoś mu to zrobił albo kazał mu to zrobić. Myślę, że mogło być tak: spróbuj się powiesić, a my cię odetniemy albo sam się odetniesz. Miał pasek i nóż nie swój - mówił po latach.- Żona nie pozbierała się po śmierci dziecka. Byliśmy nawet u jakiejś domorosłej wróżki. I ona powiedziała, że Piotrek był niekochany w domu. Że nie zaznał serca. To dobiło Teresę. Była bardzo wrażliwa. Powiedziała mi: Ty dasz sobie radę z dziećmi, ja już nie mogę, bo brakło tego jednego.  

Teresa Smoleń odebrała sobie życie w ich domu... - Powiesiła się na biustonoszu. Odszarpnąłem ten stanik, próbowałem ją reanimować. Zmarła mi na rękach - opowiadał artysta. 

Po stracie syna i żony satyryk nie miał sił, by bawić publiczność. Nie do końca rozumiał to Zenon Laskowik, który miał do niego pretensje, że nie chce występować z kabaretem. Pokłócili się na długie lata.  

Bohdan Smoleń sprzedał dom, w którym spotkało go tyle złego, zabezpieczył synów i wyprowadził się z Poznania. W Baranówku pod Mosiną wybudował dom, a obok stajnię i zadaszoną ujeżdżalnię dla koni. I założył fundację "Stworzenia Pana Smolenia": zajął się hipoterapią dzieci z porażeniem mózgowym. Pomagała mu Joanna Kubisa. Młodsza od nie go kobieta troskliwością zdobyła jego serce. Pasowali do siebie, rozumieli się bez słów. Połączyła ich dojrzała miłość.  

Mimo niewyobrażalnego nieszczęścia, które go dotknęło, zachował pogodę ducha. I wiarę w dobre intencje ludzi. Jego fundacja pomogła wielu dzieciom. Niestety, gdy wydawało się, że wszystko będzie już dobrze, zaczęło szwankować zdrowie.  

Razem z Joanną stanęli do walki. Ona rzuciła palenie, żeby pokazać mu, że można, i że warto. Czuwała przy nim, kiedy przechodził dwa udary mózgu i kiedy lekarze wszczepili mu rozrusznik serca. Dbała o jak najlepszą opiekę lekarską, kiedy z zapaleniem płuc trafiał kilka razy do szpitala. Wygrywał kolejne batalie także dzięki miłości synów oraz wnuka, Eryka. 

W ostatnim czasie satyrykiem opiekował się pochodzący z Iraku lekarz Majid Al-Sleti. Wymusił na nim rzucenie palenia i był świadkiem niezwykłego spotkania. 

- Zenon Laskowik pojawił się w szpitalu, żeby podać rękę na zgodę przyjacielowi sprzed lat. Bohdan Smoleń nie mógł mówić, ale uśmiechał się, a w oczach miał łzy - opowiada osoba z otoczenia.  

Po powrocie do domu potrzebne były fundusze na rehabilitację i wtedy z pomocą ruszył Emilian Kamiński. Zorganizował koncert. Bohdan Smoleń powoli wracał do zdrowia. Kochający wszystkie stworzenia satyryk w sierpniu dostał szczeniaczka. Lucky, czyli po polsku Szczęściarz, przyczynił się do poprawy zdrowia chorego.  

- Wystarczyła chwila i skradł mu serce - mówiła kilka miesięcy temu szczęśliwa pani Joanna. - Dzięki Lucky’emu Bohdan daje się namówić na krótkie wycieczki. Wcześniej nie dało się go wyciągnąć. A niedawno pojechaliśmy na rehabilitację do naszej stadniny z kucykami. Cieszyliśmy się słońcem. Lucky cały czas był przy swoim panu i widać było, że jest to najlepsza terapia dla Bohdana.  

Niedawno temu Bohdan Smoleń znowu trafił do szpitala w Poznaniu z poważną infekcją. Do ostatniej chwili Joanna Kubisa miała nadzieję, że i tym razem wygra. Niestety, stało się inaczej. - Od niedzieli był w szpitalu. Zasnął spokojnie. Na pewno już nie będzie cierpiał - powiedziała "Na Żywo" Joanna Kubisa. 

Pogrzeb artysty odbył się we wtorek, na cmentarzu Parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem św.Antoniego Padewskiego w Przeźmierowie koło Poznania. Spoczął obok żony i syna.

***
Zobacz więcej materiałów

Rewia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bohdan Smoleń

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje