Reklama

Reklama

Reklama

Tylko u nas

Arek "Megakot" Kocik z "Królowych życia" odpowiada na wpis Jana Śpiewaka. Grozi pozwem!

Arkadiusz Zgorzelski (51 l.), szczeciński deweloper znany z kontrowersyjnego programu TTV "Królowe życia" jako Arek Kocik "Megakot", oczekuje przeprosin od warszawskiego działacza Jana Śpiewaka za zniesławienie go w obszernym wpisie na Instagramie. Biznesmen zapowiada, że w przeciwnym razie spotkają się w sądzie. W wywiadzie dla Pomponik.pl "Megakot" przedstawia swój punkt widzenia.

Pomponik.pl: Po internetowym wpisie Jana Śpiewaka na temat programu "Królowe życia" wylały się na pana wiadra pomyj. Jak się pan z tym czuje?

Arek Kocik: Szczerze? Po ludzku jest mi bardzo przykro i smutno. Gdy wchodziłem do show-biznesu, wydawało mi się, że dobrze wiem, z czym to się wiąże. Kompletnie nie przewidziałem sytuacji, do której właśnie doszło: ktoś, kto w ogóle mnie nie zna i nigdy nie miał ze mną do czynienia, bezkarnie opowiada na mój temat kłamstwa i kalumnie! I kto to robi? Osoba publiczna, niedoszły prezydent Warszawy i stały... bywalec sądów!

Reklama

Przyznam, że do tej pory miałem pana Śpiewaka za inteligentnego gościa i poważnego faceta. Wczoraj na własnej skórze przekonałem się, że ten człowiek wiedzę o życiu i ludziach czerpie z szokujących artykulików na poczytnych portalach plotkarskich. Nie tylko nie zdobywa się na sprawdzenie prawdziwości tych newsów, ale nawet nie czyta ich do końca, a jeśli już to robi, to bez zrozumienia.

Wątpię też, by Jan Śpiewak przesłuchał wywiad ze mną na YouTube, na który powołuje się w swoim wpisie. On opiera się wyłącznie na wyrwanych z kontekstu wypowiedziach. Zrobił ze mnie mordercę i pozbawionego jakichkolwiek wartości patocelebrytę.

Zamierza pan coś z tym zrobić?

Wie pani co? Jeśli by chodziło tylko o moje życie, zostawiłbym to bez reakcji na zasadzie, że nie rusza się fekaliów, które śmierdzą. Ale nie jestem samotną wyspą na tym ziemskim padole łez, więc nie dotyczy to tylko mnie. Mam rodzinę, przede wszystkim wspaniałą mamę, która bardzo przeżywa ten brutalny i bezpardonowy atak na mnie. Ze względu na nią, synów, rodzeństwo, dziewczynę, współpracowników i kontrahentów jestem zmuszony ostro zareagować.

Zdradzi pan, jak konkretnie?

Najpierw zamierzam oficjalnie wystąpić do pana Śpiewaka z żądaniem przeprosin i odszczekania tego, co na mój temat napisał. Podejrzewam, że zrobił to, by przypomnieć światu o swojej osobie i zwiększyć zasięgi na Instagramie. Dla fejmu - zwyczajnie. Jeśli nie doczekam się publicznych przeprosin, spotkamy się w sądzie. Nie jestem pieniaczem, ale - jak mawia pan prezydent Lech Wałęsa - nie chcę, ale muszę.

Warto, by opinia publiczna miała świadomość tego, że pan Śpiewak w przeszłości był wielokrotnie pozywany za zniesławienie. Przykład? Byłemu burmistrzowi Śródmieścia Warszawy zarzucił udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Z tego powodu spotkali się przed obliczem Temidy. Zresztą pan Śpiewak sam najlepiej wie, ile przegranych procesów ma na liczniku.

Mógłby pan odnieść się do konkretnych zarzutów Jana Śpiewaka?

Bardzo proszę! Nie mam niczego do ukrycia. Nie jestem kryminalistą - tak samo, jak i nie jestem wielbłądem. Po pierwsze, nigdy nikogo nie zamordowałem i nawet nie byłem ani oskarżony, ani podejrzany o morderstwo. Faktem jest, że jedna z moich byłych dziewczyn została zamordowana. Ja byłem w tej sprawie jedynie przesłuchiwany jako jedna z bardzo wielu osób z jej życia! To normalna procedura. Sprawca morderstwa został ujęty przez stróżów prawa jeszcze tego samego dnia.

Po drugie, prawdą jest, że cztery moje byłe dziewczyny nie żyją. Tyle że ja nie miałem nic wspólnego z ich śmiercią! Wszystkie pożegnały się z życiem długo po zakończeniu związku ze mną. Jedna zginęła tragicznie w wypadku samochodowym, druga zmarła w konsekwencji nowotworu, trzecia została zamordowana, a czwarta popełniła samobójstwo - też bez żadnego związku z moją skromną osobą. Śmierć każdej z nich dotkliwie przeżyłem. To, że nie ma ich wśród żywych, uważam za jakiś kosmiczny zbieg okoliczności, którego nie jestem w stanie ogarnąć swoim umysłem.

Po trzecie, żadna z moich dziewczyn nie miała problemów z narkotykami, a ja jestem ich zadeklarowanym przeciwnikiem. Po czwarte, to, że - mimo swoich 51 lat czuję się młodo i świetnie dogaduję się z osobami młodszymi ode mnie - w żaden sposób nie czyni ze mnie złego człowieka. Po piąte, wcale nie uważam, że w życiu liczy się tylko kasa. Dla mnie najważniejsza jest rodzina. Panie Śpiewak, naprawdę żyję w taki sposób, bym nie musiał się za siebie wstydzić i by móc spojrzeć sobie w lustro.

Po szóste, nigdy nie powiedziałem, że kobiety to tylko przedmioty. Z rodzinnego domu wyniosłem wielki szacunek dla płci pięknej. Kobiety, z którymi jestem związany, noszę na rękach. Nie krzywdzę ich w żaden sposób! Nie rzucam słów na wiatr, nie obiecuję gruszek nie wierzbie! Jestem kawalerem i nie zamierzam się żenić, ale nie ukrywam tego. Miałem w swoim życiu związki z kobietami zarówno w moim wieku, jak i dużo młodszymi, ale to nie jest karalne. Nikomu nie niszczę życia. Moim działaniom przyświeca stare jak świat przysłowie: "nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe". To chyba wszystko. A i jeszcze jedno. Pan Śpiewak twierdzi, że "każde świństwo można spieniężyć". Ja tak nie postępuję, nie tak wychowała mnie mama.

Arek "Megakot" Kocik z "Królowych życia" odpowiada na wpis Jana Śpiewaka

Według pana "Królowe życia" promują patologię i świat bez wartości?

Dla mnie "Królowe życia" to program rozrywkowy, wręcz kabaretowy. Poszedłem do niego z własnej, nieprzymuszonej woli. Bynajmniej nie uważam się za personę patologiczną. Na co dzień z powodzeniem prowadzę firmę deweloperską w Szczecinie i zapragnąłem odskoczni od ciężkiej pracy i stresów. Udział w programie miał poprawiać mi humor i nastrój. To zadanie zostało spełnione. Każdy mój występ w "Królowych..." to kreacja i żart. Okazało się jednak, że ta konwencja nie dla wszystkich jest czytelna.

Na temat koleżanek i kolegów z show nie wypowiadam się, bo nie znam ich na tyle, by czuć się do tego upoważnionym. Tak, jak nie chcę, by ktoś oceniał mnie, tak i ja nie oceniam innych.

Czy to prawda, że po wpisie Śpiewaka wyleciał pan z "Królowych życia"?

Mogę potwierdzić, że wczoraj producent programu przekazał mi informację, że stacja podjęła decyzję o wycofaniu mnie z wiosennej edycji programu.

Żałuje pan?

Proszę pani, jestem dużym chłopcem i niczego w życiu nie żałuję. Ten program to nie były dla mnie złote kalesony. Nie wygłupiałem się tam dla pieniędzy, tylko dla zabawy. A skoro już mnie tam nie chcą, zabieram swoje zabawki i wyruszam w dalszą drogę. Odkryłem dla siebie social media, uważam, że TikTok to petarda, więc wciąż będę miał swoją odskocznię, tyle że na własnych warunkach.

Przy okazji chciałbym podziękować swoim wiernym fanom za otuchę i wsparcie. To, co od nich wczoraj otrzymałem, jest bezcenne.

Zobacz też:

Jan Śpiewak oburzony promowaniem Megakota! Namawia do bojkotu TVN-u!

Ponad 400 zgonów. Rzecznik rządu podał najnowsze dane

Nawóz z ryżu do storczyków

 

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »