Reklama

Reklama

Reklama

Anna Wendzikowska była dręczona w TVN. Nie zamierza dłużej kryć winnych

Kolejna gwiazda TVN oskarża stację o mobbing! Tym razem Anna Wendzikowska (41 l.) postanowiła przerwać milczenie o toksycznej atmosferze w redakcji, niskich standardach i niesprawiedliwym traktowaniu pracowników. W emocjonalnym wpisie zamieszczonym w mediach społecznościowych, prezenterka przyznaje się też do depresji i myśli samobójczych. Co doprowadziło ją do takiego stanu?

Anna Wendzikowska przerywa milczenie

Pierwsze doniesienia o rzekomym mobbingu w telewizji TVN miały miejsce w 2015 roku . O nękanie współpracowników został wtedy oskarżony Kamil Durczok, który po wewnętrznym śledztwie przeprowadzonym przez stację został zwolniony ze stanowiska szefa "Faktów".

Niedawno o nerwowej atmosferze w szeregach stacji wspominała też wieloletnia prowadząca śniadaniowy program "Dzień Dobry TVN" - Dorota Wellman.

Reklama

"Myśmy mieli w redakcji prasowej przypadek mobbingu wobec naszej koleżanki, która została doprowadzona do takiego stanu, że nie była w stanie normalnie funkcjonować. Poroniła zresztą podejrzewamy także, że z powodu stresu i nerwów, które miała"

- opowiadała prezenterka w rozmowie z portalem Pudelek.

Teraz okazuje się, że to nie wszystko, bowiem kolejna gwiazda TVN-u oskarża stację o działania mobbingowe.

Anna Wendzikowska, która w sierpniu ogłosiła, że po wielu latach pracy odchodzi z popularnej "śniadaniówki", zamieściła w mediach społecznościowych szokujący wpis. Oskarża w nim pracodawców o patologiczne zachowania i toksyczną atmosferę w studiu.

Choć nie wymienia z nazwy tytułu programu, ani telewizji - wszyscy domyślają się, jaką stację ma na myśli.

Anna Wendzikowska oskarża TVN o mobbing?

Anna Wendzikowska postanowiła w końcu przerwać milczenie i opublikowała w mediach społecznościowych poruszający wpis, w którym zdradza, jak naprawdę wyglądała jej praca w popularnej stacji.

"Byłam poniżana, gnębiona, codziennie drżałam o pracę. Niby "gwiazda telewizji", a ja byłam traktowana jak dziewczynka z podstawówki, którą co chwilę bije się po łapkach za każde niedociągnięcie. Tak naprawdę byłam w swoim schemacie niewidzialności, niedocenienia i ciągłego udowadniania swojej wartości. (...) Kiedy zdjęto z anteny moje wejścia, w studio usłyszałam: "Sorry, Anka, nie oglądasz się". Pomyślałam, cóż, trudno, chodzi o dobro programu. Ale coś mnie tknęło i sprawdziłam wyniki sprawdziłam wyniki oglądalności z ostatnich tygodni. W momencie mojego wejścia wykres oglądalności pikował w górę. Wtedy usłyszałam: 'oglądalność nie jest najważniejsza' " - czytamy w poście na Instagramie.

Gwiazda "Dzień Dobry TVN" przyznaje, że zgłaszała się do innych z prośbą o pomoc, jednak nikt nie zainterweniował. Każdy tłumaczył się przytłaczającym nadmiarem obowiązków.

"Prosiłam o pomoc, żebym nie musiała sama montować materiałów, żebym nie musiała robić tłumaczeń sama. Albo, żebym przynajmniej mogła robić montaż z domu zdalnie. Nie wyrabiałam się ze wszystkim przy dzieciakach. Usłyszałam: nikt tu nie ma specjalnych praw. Ja chyba miałam "specjalne prawa", ale takie represyjne"

- tłumaczy Wendzikowska.

Wyjaśnia, że czuła się traktowana dużo gorzej niż pozostali pracownicy. Wielu jej kolegów nie musiało mierzyć się z takimi samymi problemami. Wsparcia nie otrzymała również wtedy, gdy była już w zaawansowanej ciąży. Dodaje, że do pracy wróciła dużo wcześniej, niż była na to gotowa:

"Nikt nie wie, że poleciałam na wywiad do Los Angeles trzy tygodnie przed porodem. Musiałam mieć pisemną zgodę od lekarza. Cały lot siedziałam jak na szpilkach. Bałam się, że urodzę w samolocie. Nikt nie wie, że poleciałam na jedną noc do Filadelfii, zostawiając dziecko z nianią, kiedy miało dwa tygodnie. Wiele osób wie natomiast, że wróciłam do pracy sześć dni po porodzie. (...) Bałam się, że ciąża będzie idealnym pretekstem, żeby się mnie pozbyć".

Dlaczego dziennikarka przez tak długi czas pozwalała na takie traktowanie? Przyznaje, że przez przykre doświadczenia z dzieciństwa ma większą tolerancję na toksyczne zachowania. W poście opowiedziała też o swoich zmaganiach z depresją. Atmosfera w pracy potęgowała poczucie osaczenia i powodowały stany lękowe. W końcu u prezenterki pojawiły się nawet myśli samobójcze:

"Pamiętam, jak się zastanawiałam czy skok z piątego piętra, na którym mieszkam, załatwi sprawę, czy trzeba jednak wejść wyżej. Wpisałam w Google: "z którego piętra trzeba skoczyć, żeby..." Przeraziło mnie, ile jest w internecie pytań na ten temat. Czuję potworny wstyd, pisząc o tym, ale wiem, że czas dać mu przestrzeń.

Cały wpis można przeczytać na Instagramie.

Czy telewizja TVN zareaguje na sensacyjne oskarżenia Anny Wendzikowskiej?


Zobacz też:

Anna Wendzikowska nie wstydzi się swojego ciała: "mam duże dłonie, ch*jowe włosy"

Zjawiskowa Kożuchowska, Wendzikowska, Woźniak-Stara, Krupińska, Gessler, Kazadi na balu TVN "Nie jesteś sam"

Majątek Anny Wendzikowskiej. Skąd bierze pieniądze na dostatnie życie?

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Anna Wendzikowska | TVN SA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy