Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anna Dymna załamana! "Musimy to zaakceptować"

Anna Dymna potwierdziła smutną wiadomość. Po raz pierwszy od lat w finale Festiwalu Zaczarowanej Piosenki zabraknie jej przyjaciółki i legendy polskiej piosenki...

W przygotowania do finału Festiwalu Zaczarowanej Piosenki wkłada całe serce, bo wie, ile szczęścia podopiecznym fundacji „Mimo Wszystko” daje udział w tej imprezie. 

Reklama

Tegoroczny finał na Rynku Głównym w Krakowie będzie jednak inny od poprzednich. Zabraknie w nim Ireny Santor (83), która od czternastu lat sprawuje artystyczną opiekę nad krakowskim festiwalem.

Wierzy, że przyjaciółka za rok w świetnej formie powróci na festiwal do Krakowa.

"Dzwoniłam jeszcze wczoraj do Ireny, miałam nadzieję, że będzie mogła do nas przyjechać. Niestety, lekarze odradzili jej podróż ze względu na stan zdrowia. Musimy to zaakceptować" – mówi "Świat&Ludzie" Anna Dymna.

W fundacji „Mimo Wszystko” mocno trzymają kciuki za panią Irenę. Nazywają ją „najukochańszą festiwalową mamusią”, bardzo wiele jej zawdzięczają. Już od pierwszej edycji mocno zaangażowała się w sprawy festiwalowe. 

Dodawała uczestnikom odwagi, pomagała od strony muzycznej. Nigdy nie powiedziała „nie”.

"Zawsze wiedziałam, że mogę na nią liczyć. To był już festiwalowy rytuał: wchodziła na scenę, witała gości i wykonawców, wypuszczała gołąbka. Trudno wyobrazić sobie, by było inaczej" – opowiada pani Anna.

Irena Santor i w tym roku bardzo chciała być w Krakowie z panią Anną. Ale przeliczyła się z siłami. Zdrowie jest najważniejsze, a ono nie jest najlepsze.

W ostatnich miesiącach pani Irena wielokrotnie odwoływała koncerty, w wakacje też ich nie planuje.

Mieszka teraz w Domu Artysty Weterana w podwarszawskim Skolimowie, razem z mężem Zbigniewem Korpolewskim, który potrzebuje już stałej opieki. Ale i ona dużo czasu musi spędzać na badaniach. 

Trafiła do szpitala z podejrzeniem udaru, na szczęście sytuacja została opanowana, ale... wciąż leczy się na serce.

"Czuję się dobrze, ale wolę nie ryzykować. Ale nadal będę sercem ze wspaniałymi, niepełnosprawnymi wykonawcami w Krakowie. Nic się nie zmieniło, będę otwierać festiwal na telebimie" – opowiada tygodnikowi "Świat i Ludzie" pani Irena.

Anna Dymna wierzy, że za rok pani Irena już osobiście pojawi się na krakowskim rynku podczas kolejnej imprezy. Wypiją herbatę, porozmawiają o swoich planach.

"Irena jest najlepsza, nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby ją zastąpić. Bardzo o nas walczy. Stawała na głowie, by nasi finaliści mogli występować na festiwalu piosenki w Opolu. Tylko ona mogła to sprawić. Udało się w ubiegłym roku, tak będzie i w tym. Bo Irena jest wyjątkowa!" – zapewnia pani Anna

Dowiedz się więcej na temat: Dymna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje