Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Anita Lipnicka nie ma łatwo w życiu. Koszmar za koszmarem...

Ostatni rok nie był dla niej łaskawy. Anita Lipnicka (44 l.) przeżywała wiele trudnych sytuacji. Dramatyczne odejście dziadka, nieudana inwestycja, przeprowadzki, remont...

Właśnie na rynek trafiła jej najnowsza płyta pt. "OdNowa". Album jest symbolicznym zwieńczeniem 25-lecia pracy artystycznej Anity Lipnickiej, choć sama przyznała, że gdyby nie fani, zupełnie nie pamiętałaby, że zbliża się taki okrągły jubileusz. Zmobilizowała się więc dla nich, ale nie ukrywa, że ostatni rok w jej życiu nie sprzyjał tworzeniu. 

Reklama

Przeżyła śmierć dziadka, który odszedł w dramatycznych okolicznościach. Boleśnie odczuła też skutki nieudanej inwestycji mieszkaniowej. Wszystko to sprawiło, że piosenkarka nie ma dobrego nastroju. Przyznaje, iż najchętniej uciekłaby wraz z mężem na wyspę, na której 3 lata temu wzięli ślub, i tam odnowiła przysięgę małżeńską. Bo jakby wszystkich nieszczęść było mało, zgubiła obrączkę, a to dla niej zły znak...

Złe fatum zaczęło się rok temu od sprzedaży mieszkania. Przeprowadzkę piosenkarka zaplanowała po ślubie z Anglikiem, Markiem Grayem. Para pobrała się we wrześniu 2016 roku na greckiej wyspie Hydra. Po powrocie Anita wystawiła na sprzedaż mieszkanie, które dzieliła z poprzednim partnerem, brytyjskim muzykiem Johnem Porterem, ojcem jej córki, 13-letniej dziś Poli. 

Gdy w końcu udało jej się sprzedać nieruchomość, wpłaciła zaliczkę na nowe mieszkanie i zaczęła przygotowywać się do przeprowadzki. - Mieliśmy już podpisaną umowę rezerwacyjną, zmieniłam dziecku szkołę pod nową lokalizację. (...) Zainwestowaliśmy pieniądze w lokal, nie wiedząc, że kamienica, w której on się znajduje, ma w księgach wieczystych wpisy o toczącym się postępowaniu komisji do spraw reprywatyzacji. (...) W efekcie ostatni rok spędziliśmy w maciupeńkim wynajmowanym mieszkaniu - wyznała gwiazda w jednym z ostatnich wywiadów. 

W końcu udało im się przeprowadzić do własnego mieszkania, ale od miesięcy nie mogą skończyć w nim remontu. - To jest po prostu tragedia. Żyję na placu budowy. Pierwsze, co robię po wyjściu, to odkurzam ubrania. Żyję na pudłach (...) Mam teraz promocję płyty, a jednocześnie wracam do domu bez podłogi i drzwi w łazience. - mówiła w innym wywiadzie. 

Jednak najtrudniejszym przeżyciem w ostatnim czasie była dla niej samobójcza śmierć dziadka. - Odszedł na własnych warunkach - mówi. - Jestem pełna podziwu dla jego determinacji. Chorował i wszystko przemyślał, wszystkich nas na to przygotował. Każdemu przydzielił zadanie do wykonania, wydał odpowiednie instrukcje. Nie mógł już schodzić z drugiego piętra, czuł, że wkrótce stanie się ciężarem dla babci. Zrobił to dla niej, z miłości. 

Nie była to pierwsza rodzinna tragedia, z którą musiała się zmierzyć. W równie dramatycznych okolicznościach zmarł 13 lat temu tata piosenkarki. Anita dopiero teraz zdecydowała się opowiedzieć, co się wtedy stało. Przyznała, że tata zginął w bezsensownym wypadku. - Na mojej działce na Mazurach postawił samochód na wzgórzu na biegu. Bieg musiał wyskoczyć i auto zaczęło się staczać w kierunku jeziora, a mój tata w instynktownym odruchu wyrwał się, by je zatrzymać. Ale półtorej tony nikt nie jest w stanie zatrzymać gołymi rękami... Samochód przetoczył się przez niego i kilka drzewek, które właśnie zasadził.  

Dowiedziała się o tym od policjanta, gdy zadzwoniła do taty spytać, jak się czuje, i usłyszała obcy głos w słuchawce. - Byłam wtedy w drugim miesiącu ciąży. Umierałam z żalu, ale nosiłam w sobie nowe życie, to było trudne. Potem przyszła choroba mamy - wspomina gwiazda. 

Czytaj dalej na następnej stronie.


Życie na gorąco

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Anita Lipnicka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje