Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Andrzej Rybiński: Co odmieniło jego życie?

Andrzej Rybiński (70 l.) przeszedł wiele trudnych okresów w swoim życiu. Z pewnością jedną z najtrudniejszych była śmierć wnuka, po której cała rodzina długo nie mogła się pozbierać. Jakby tego było mało, piosenkarz jakiś czas później sam cudem uniknął śmierci...

Z żadną inną piosenką Andrzej Rybiński nie jest kojarzony tak dobrze jak z przebojem "Nie liczę godzin i lat". W 1983 roku na festiwalu w Opolu otrzymał za nią drugą nagrodę.

Reklama

- Piosenka opowiada o pięknych rzeczach - mówił. - Każdy by chciał, żeby życie mijało, lecz my byśmy byli ciągle tacy sami. Patrzymy w lustro i ciągle widzimy się takimi, jakimi chcemy się zobaczyć.

Występując na opolskiej scenie muzyk miał 34 lata, za sobą wiele koncertów i nagrań. Przyjechał z rodzinnej Łodzi do Warszawy na przesłuchanie do Hotelu Bristol.

Gdy zaśpiewał swoją wersję piosenki zespołu The Beatles, Czesław Niemen siedzący w jury wstał, pogłaskał go po głowie i powiedział: - Będą z ciebie ludzie.

W Warszawie poznał Elizę Grochowiecką. Szybko okazało się, że chcą być razem w życiu i na scenie. Wzięli ślub, a w 1971 roku od ich imion powstał zespół Andrzej i Eliza. Wydawało się, że dzielenie wspólnej pasji, jaką jest muzyka, stanowi idealną receptę na związek...

Ale na artystę spadła nowa miłość. W trakcie turnée po ZSRR piosenkarz zakochał się bez pamięci w Joli Szymańskiej, wokalistce zespołu Pro Contra. Rozstał się z żoną, jednak zależało mu na utrzymaniu zespołu, który zapewniał dochód nie tylko im, ale kilkunastoosobowej grupie muzyków.

Jako Andrzej i Eliza grali więc jeszcze do stanu wojennego. Wtedy to Eliza, wraz ze swoim narzeczonym postanowiła wyjechać do Niemiec, gdzie mieszka do dziś.

Początek lat 80. był najtrudniejszym okresem w karierze Andrzeja Rybińskiego. Przestał występować i aby utrzymać rodzinę (w 1979 roku na świat przyszedł jego syn Kacper), musiał zacząć wyprzedawać majątek. I właśnie wtedy odebrał telefon z propozycją napisania czegoś na opolski koncert.

Tamten dzień zupełnie odmienił jego życie. Piosenkę skomponował w mgnieniu oka, ale to żona przekonała go, że warto wystąpić. - To, że piosenka "Nie liczę godzin i lat" stała się przebojem, to wyłączna zasługa Jolusi. Jej wiary we mnie - mówił.

Drugi kryzys przyszedł w 1987 roku. - W kraju była taka bieda, że aż wstyd mi było brać od ludzi pieniądze za koncert - wspominał.

Artysta wyjechał do USA, gdzie występował przed Polonią. Później przez cztery lata grał na promach pływających do Skandynawii. Do kraju wrócił w 1992 roku.

Z Jolą od początku byli zgodnym i kochającym się małżeństwem, jednak para nigdy nie zdecydowała się na drugie dziecko. - Ja syna tak bardzo kochałem, że nie wyobrażałem sobie, że potrafiłbym tę miłość dzielić na drugie dziecko - mówił.

Po latach na szczęście okazało się, że jako dziadek potrafi dzielić miłość między wnuki. Najpierw na świecie pojawił się Mikołaj, później Adaś, a w 2014 roku Kubuś.

- Kubuś był ślicznym zdrowym chłopczykiem. Kiedy się urodził, wszyscy byli tacy szczęśliwi. Chłopiec miał 4 miesiące, gdy zasnął na zawsze w swoim łóżeczku. To była śmierć łóżeczkowa - opowiadał artysta ze łzami w oczach. - Żona próbowała wnuczka reanimować, ale...

Rodzina długo nie mogła się otrząsnąć z dramatu. - Jest w tej historii mały pocieszający nas promyk. Nasz Kubuś nie umarł całkiem. Dzięki niemu żyje trójka dzieci. Z tą myślą łatwiej jest żyć po tym wszystkim - mówił artysta.

W ostatnim czasie piosenkarz może mówić o niebywałym szczęściu. Wraz z żoną wyszli cało z groźnego wypadku samochodowego.

Wracali z Zakopanego, gdy nagle rozległ się huk, a ich samochód wystrzelił w górę. Gdy z powrotem opadł na drogę, panu Andrzejowi cudem udało się odzyskać kontrolę nad autem.

- Może najechałem na oponę? Nie wiem, było ciemno - mówił po zdarzeniu. Auto nadawało się tylko do kasacji.

Spokój odzyskiwali w otoczeniu ukochanych zwierząt, w swoim domu położonym na obrzeżach Puszczy Kampinoskiej, w którym zamieszkali kilkanaście lat temu.

- Tam mam wszystko, czego potrzebuję do szczęścia: ukochaną żonę, syna, który z rodziną mieszka w pobliżu i dużo zwierzaków: teraz 5 psów i 2 koty - uśmiecha się.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Rewia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Rybiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje