Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Alicja Bachleda-Curuś nie może na stałe wrócić do Polski. Przez "koszmarną" umowę

Alicja Bachleda-Curuś (33 l.) ze względu na umowę pomiędzy nią a Colinem Farrellem nie może na stałe zamieszkać w Polsce. O co dokładnie chodzi?

Według ostatnich danych film "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" do tej pory obejrzało prawie 2,4 miliona widzów! To sukces twórców filmu, ale i aktorów biorących w nim udział, w tym Alicji Bachledy-Curuś, która w produkcji zagrała jedną z głównych ról.

Reklama

Dlatego tegoroczne święta aktorka mogła spędzić w gronie bliskich, w spokoju oraz z optymizmem skierowanym na nowy 2017 rok. Ważne jest to też dlatego, że na początku grudnia w Ameryce miała miejsce premiera filmu "Polaris", z Alicją w głównej roli.

Od kilku lat Alicja żyje na dwóch kontynentach. Swoje życie dzieli pomiędzy Europę i Amerykę, przyznając, że trochę komplikuje jej to życie. - Po zawiezieniu syna do szkoły na siódmą rano, mam czterogodzinne okienko na kontakt z Polską. Jeśli nie mam o tej porze zajęć, poświęcam go na Polskę, potem zaczynam swój amerykański dzień - mówiła w jednym z ostatnich wywiadów.

Aktorka mogłaby wrócić do rodzinnego kraju i ukochanego Krakowa. Szczególnie że zawsze stara się podkreślać, że nie umie wyrzec się Polski. W końcu tot tutaj jest "znaną aktorką" ze statusem gwiazdy.

Nie narzeka na brak propozycji od polskich reżyserów. Niejednokrotnie twierdziła, że nie jest stworzona do castingów i ciągłego zabiegania o angaż, co przecież w Ameryce jest podstawą funkcjonowania każdego aktora. Dodatkowo w Polsce zawsze czeka na nią rodzina. Ma mieszkanie w Krakowie. A i jej siedmioletni syn Henry Tadeusz znakomicie czuje się w Polsce.

Dlaczego więc zawsze wraca do Ameryki?

Alimenty i zobowiązania

Odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: ponieważ jej syn jest Amerykaninem. W Ameryce mieszka też i pracuje jego ojciec Colin Farrell (40). A on przecież nie zamierza opuszczać na stałe ani Hollywood, ani tym bardziej Ameryki. Co prawda niedawno Alicja Bachleda-Curuś przyznała, że po rozstaniu z Colinem zrozumiała, że związek nie oznacza podpisania umowy na całe życie. Jednak jej słowa dotyczyły zapewne dwójki dorosłych ludzi. I tu można się z nią zgodzić.

Inaczej jest jednak, gdy oprócz uczucia ludzi łączy też dziecko. Tu pewnych umów i zobowiązań nie można już tak łatwo skreślić. Colin Farrell wydaje się być dobrym ojcem. Dba o Henry’ego Tadeusza, cieszy się z jego sukcesów. Ostatnio opowiadał w amerykańskiej telewizji, że syna bardzo zainteresowała niedawna ostra kampania prezydencka w USA. Ten fakt bez wątpienia napawał go dumą.

Szczęście ojca, który zawsze ma tak blisko syna, oznacza jednak, że jego mama w pewnym sensie stała się zakładniczką w Ameryce. Ze względu na ojca swego dziecka i umowę pomiędzy nimi nie może na stałe zamieszkać w Polsce.

Niektóre media twierdzą, że aktorka otrzymuje ok. 100 tys. zł (ok. 24 tys. dolarów) miesięcznie alimentów. Ale aktor też prawdopodobnie stawia tu swoje warunki. I jednym z nich jest z pewnością jak najczęstsze widywanie się z synem.

Jaka więc przyszłość rysuje się przed aktorką? Tutaj w najbliższym czasie raczej nic się nie zmieni. Nadal będziemy mogli podziwiać Alicję w roli gwiazdy w polskich filmach. Za to w Ameryce czeka ją walka o jak najlepsze propozycje filmowe. W dłoni jednak zawsze będzie musiała mieć dwa bilety na samolot, zarówno ten do Polski, jak i powrotny do USA.

***

Zobacz więcej o gwiazdach:

Dowiedz się więcej na temat: Alicja Bachleda-Curuś

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy