Przejdź na stronę główną Interia.pl

Agata Kulesza: To, czy będziemy mieć piękną starość, zależy tylko od nas

O sobie mówi: pracowita, energiczna, z dużym poczuciem humoru. Dopiero niedawno nauczyła się odpoczywać. Lubi swoje zmarszczki i nie boi się starości, bo - jak mówi - "zależy ona w dużej mierze od nas".

W jej przypadku śmiało można powiedzieć, że życie zaczyna się po czterdziestce! Agata Kulesza (46 l.) to dziś najbardziej rozchwytywana aktorka. Film "Ida" z jej udziałem w 2013 r. otrzymał Oscara, za swoje kreacje jest obsypywana nagrodami.

Reklama

Prywatnie niezwykle skromna, serdeczna, chroniąca swoją prywatność. Gdy rozmawiamy, uważnie dobiera słowa. Podkreśla, że wciąż się zmienia, kształtuje, walczy ze swoimi słabościami, choćby nadmiernym perfekcjonizmem. Ostatnio nauczyła się też odpoczywać.

Jest taka opinia, że jak reżyser zatrudnia Agatę Kuleszę do filmu, to jest już połowa sukcesu.

Agata Kulesza: - Tak mówią? Fajnie, nie będę dawać sprostowania (śmiech). Mogę zagrać dobrze, ale przecież może się zdarzyć, że coś pójdzie nie tak, bez niczyjej winy. Zdaję sobie z tego sprawę. Choć zawsze w pracy staram się najlepiej jak potrafię.

Opinia powstała zapewne dlatego, że zdecydowanie więcej w pani dorobku jest ról znakomitych.

- Kiedy dostaję jakiś scenariusz, to zawsze zastanawiam się, czy chciałabym zobaczyć historię tego człowieka i czy w tej roli się widzę. Teraz otrzymuję dość dużo propozycji, mam możliwość wyboru - z czego bardzo się cieszę - ale zawsze pamiętam, że to może być chwilowe.

Co więc tak urzekło panią w postaci Olgi Sawickiej, którą gra pani w serialu "Pułapka".

- Gram pisarkę powieści kryminalnych, która jest kobietą po traumatycznych przeżyciach, która zostaje wciągnięta w pewną niebezpieczną relację. Po przeczytaniu scenariusza wiedziałam, że można się w niej zagłębić, poznać, rozwinąć. Poza tym ważna była dla mnie ekipa, z którą miałam pracować: reżyser Łukasz Palkowski, autor zdjęć Marian Prokop, bardzo dobra obsada aktorska, cała ekipa.

Znowu jednak wybrała pani dramatyczną rolę.

- Mam wrażenie, że kamera i reżyserzy bardziej widzą mnie w tych mrocznych, skomplikowanych, niejednoznacznych postaciach. A ja bardzo lubię grać także jasne, pogodne role.

Myślę, że jest coś, co - oprócz talentu - musi przyciągać reżyserów do pani. Jaki więc jest sekret Agaty Kuleszy?

- Może to, że mam parę dobrych cech: jestem pogodna, rzetelna, energiczna, dosyć pracowita i szybko kojarzę. Nie lubię marnować czasu - nie mam czasu na marnowanie czasu.

Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie pani niedawna deklaracja, że nie jest perfekcjonistką. W dodatku mówi pani takie niemodne rzeczy, że wyścig z samym sobą to nic dobrego i nie można zbyt często podnosić sobie poprzeczki.

- Czasami stawiam sobie poprzeczkę, ale faktycznie walczę ze sobą, żeby tego nie robić. Cały czas muszę siebie przekonywać, że mam prawo do błędu. Chcę mieć to prawo.

Czyli jednak gdzieś w środku tli się ta perfekcjonistka.

- Oj tak. Walczę o to, żeby jej w sobie nie budzić, by uniknąć sytuacji, w której coś mi się nie udaje i jestem nagle zdezorientowana. Uważam, że trzeba zachować równowagę. Mamy prawo do złej roli, mamy prawo źle zagrać na mistrzostwach świata, mamy prawo do takich błędów. Wiadomo, że wszyscy staramy się robić najpiękniej jak umiemy, ale jeśli nie wyjdzie, to nie wyjdzie. I trzeba umieć to przyjąć. Czy ja jestem perfekcjonistką? Gdyby pani porozmawiała z ekipami, z którymi pracuję, myślę, że powiedziałyby, że faktycznie jestem dość wymagająca.

A jest pani marzycielką? Patrząc na pani karierę, największe sukcesy zaczęła odnosić pani jako czterdziestolatka, a film "Ida", w którym pani zagrała, zaprowadził do Hollywood po Oscara. Trzeba mieć siłę, wiarę, wierzyć w marzenia...

- Nie jestem typem marzycielki. W tym zawodzie tak jest lepiej.

Jest miejsce na odpoczynek w pani kalendarzu?

- Kiedyś rzeczywiście miałam z tym kłopot. Zdarzało się, że z jednego projektu wpadałam w drugi. Od jakiegoś czasu zaczęłam jednak to porządkować, daję sobie czas na odpoczynek.

W jaki sposób najbardziej lubi pani odpoczywać?

- Daję sobie pozwolenie na lenistwo, dużo czytam. Dobra książka jest dla mnie najlepszym sposobem na to, aby zapomnieć o trudnych rolach, "otrzepać się" z nich. Ostatnio na wakacjach nad morzem przeczytałam najnowszą książkę Andy Rottenberg "Berlińska depresja. Dziennik", biografie Władysława Broniewskiego i Jana Zumbacha (dowódca Dywizjonu 303 - przyp. red.). Bardzo odpoczęłam.

Upływ czasu martwi panią? Chodzi mi np. o pojawiające się zmarszczki, o to, że nie zagra już pani nastolatki, którą ma pani w duszy, jak powiedział ostatnio o pani reżyser Łukasz Palkowski.

- Zmarszczki nie są moim zmartwieniem. Niech sobie będą.

A co pani myśli na temat obecnego kultu młodości - tych operacji, medycyny estetycznej.

- Starość bywa piękna i szczęśliwa, to w dużej mierze od nas zależy.

Może pani o sobie powiedzieć: kobieta spełniona, w życiu zawodowym, jak i w życiu prywatnym?

- Chyba nikt nie ma poczucia spełnienia do końca.

A czym kieruje się pani w swoich życiowych wyborach?

- Czasami popełniam błędy, jak każdy. Przyzwoitość jest dla mnie ważna.

Rozmawiała: Aleksandra Jarosz

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama