Przejdź na stronę główną Interia.pl

Adrianna Godlewska nie zamierza dłużej milczeć. Wyjawiła prawdę o córkach

Adrianna Godlewska (80 l.), mama Agaty, Pauliny i Jana Młynarskich, wyznaje, że czuje się odrzucona przez swoje latorośle, osamotniona. Seniorka zarzuca dzieciom, że ich miłość i troska są demonstrowane jedynie od święta i medialnie.

Ostatnie wyznanie Adrianny Godlewskiej-Młynarskiej może szokować. - Agata w ogóle mnie nie wpuszcza do swojego świata. Mogę tylko coś przeczytać na Facebooku czy w Internecie - wyznała mama dziennikarki w wywiadzie dla "Gali". Opowiedziała, że kiedy córka trafiła do szpitala z silnymi objawami nieswoistego zapalenia jelit, na które cierpi od kilku lat, często ją odwiedzała.

Reklama

- Codziennie z zupkami zasuwałam do szpitala. Była pani dietetyczka, jeszcze różne inne panie, ale mamusia w termosiku codziennie zupę zawoziła. Po wyjściu ze szpitala nastała cisza. Jej to już jest niepotrzebne. No trudno - pożaliła się.

Jednak Agata Młynarska (53 l.) nie chce wypowiadać się na temat mamy. - Nie będę tego w ogóle komentować - powiedziała kategorycznie w rozmowie z "Dobrym Tygodniem". Wydawało się, że jej kontakty z mamą w ostatnich latach są dobre i serdeczne, że całą rodzinę zbliżyła śmierć Wojciecha Młynarskiego (†76 l.) w marcu ubiegłego roku. Adrianna odwiedziła go w szpitalu, poprosiła, by uścisnął jej dłoń. Zrobił to. Wybaczyła mu, że opuścił ją i rodzinę, pożegnała się z nim.

Okazuje się jednak, że wiele ran wcale się nie zabliźniło. Relacje w rodzinie Młynarskich nigdy nie należały do łatwych. Adrianna i Wojciech skupieni byli na pracy. Ona, absolwentka warszawskiej szkoły teatralnej, marzyła o karierze aktorki, on podbijał estradę i kabaret swoimi występami i tekstami. Kiedy urodziła się Agata, oddali ją pod opiekę dziadków.

- Wpadaliśmy na chwilkę do naszego dziecka, aby ucałować słodki pyszczek i sprawdzić, czy czegoś nie trzeba - wspominała w książce "Jestem, po prostu jestem". Kiedy córka miała 8 miesięcy, sprowadzili z Rabki opiekunkę Helę, która została z nimi przez kolejnych dwadzieścia lat. Z powodu częstej nieobecności rodziców Agatka miała problemy ze zdrowiem. Cierpiała na astmę uczuleniową, dostawała ataków duszności, gorączkowała.

- Przyczyną była nieobecność mamy, bo to dla wrażliwego dziecka jest dramatem. Dzisiaj wspominam o tym z bólem - pisała po latach w swojej biografii. Mimo pojawienia się kolejnej córki, Pauliny (47 l.), nie zwalniali tempa życia. Maluchy czuły się odsunięte. Gdy kiedyś wychodziła do teatru, w drzwiach stanęła Paulinka i krzyknęła: "A nie możesz powiedzieć temu dyrektorowi, że masz małe dzieci i że musisz je położyć spać?".

- Może właśnie takie momenty kodują w sercach i głowach wrażliwych dzieci poczucie odrzucenia, które w późniejszym życiu daje o sobie znać. Niestety takie refleksje przychodzą po latach - pisała we wspomnieniach.

Problemów przybywało z powodu choroby dwubiegunowej Wojciecha Młynarskiego. Objawiała się ona ciągłymi zmianami nastroju, agresją. Adrianna poświęciła wszystko choremu mężowi, stała się jego opiekunką. Córki miały pretensje, że nie chroniła ich przed destrukcyjnymi działaniami ojca.

- Miałam żal do mamy, że nie wysyłała mnie gdzieś do dziadków - mówiła Paulina. Agata szybko opuściła dom, wychodząc za mąż. Urodziła synów Stanisława i Tadeusza. - Kiedyś było: "Mamo, możesz przyjechać do chłopców?", "Możesz to, tamto...?". Uważałam, że to jest absolutnie normalne, trzeba pomóc - wypomniała ostatnio córce.

Kolejną traumą był rozpad rodziny. W 1987 roku Wojciech oświadczył żonie, i to w dzień jej imienin, że odchodzi. Długo nie mogła się z tym pogodzić. Rozwiedli się oficjalnie dopiero po 10 latach.

- Oczekiwałam wsparcia ze strony córek, ale one coraz bardziej oddalały się ode mnie, nie mogłam tego zrozumieć. A może nie chciały obcować z kimś tragicznym? Bo rozpad domu i rodziny to zdarzenie tragiczne. Poszkodowani są wszyscy - mówiła Adrianna.

Seniorka zarzuca dzieciom, że ich miłość i troska są demonstrowane jedynie od święta i medialnie. Choć zdaje sobie sprawę, że mają swoje życie, rodziny, pracę, czuje się zaniedbywana, zapomniana. Dziś rozumie, na czym polegały jej błędy wychowawcze, ale wie, że matka jest jedna.

- Moje dzieci! My mamy bardzo mało czasu, dlatego szkoda każdego dnia na dąsy, pretensje, nieporozumienia, lekceważenie świąt, urodzin, imienin, traktowania jak zużyty mebel odstawiony na bok - apelowała w swojej biografii w 2003 roku. Dziś ten apel powtarza.

***

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Agata Młynarska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje