Kiedy Maja Frykowska, otwiera się w nowym oknie, wówczas jeszcze używająca imienia Agnieszka, weszła do domu Wielkiego Brata, miała 25 lat, mroczną historię rodzinną i głowę wypełnioną marzeniami o sławie.
Maja Frykowska wystąpiła w 3. edycji "Big Brothera"
Z miejsca zauroczyła się Łukaszem Wiewiórskim, który z powodu swojej gładkiej urody był nazywany Kenem, w nawiązaniu do plastikowego narzeczonego Barbie.
Uczestnicy 3. edycji byli podzieleni na dwie drużyny, które rywalizowały ze sobą. Zwycięzcy mogli cieszyć się luksusami w postaci wygodnej sypialni i salonu kąpielowego z jacuzzi. I właśnie ten element wystroju okazał się fatalny dla wizerunku Frykowskiej.
Stacje telewizyjne dopiero zaczynały eksperymentować z odważniejszymi ujęciami, więc scena, w której pozbawiona odzieży "Frytka" siedzi z "Kenem" w jacuzzi, wywołała szok.
Maja Frykowska upatruje winy w montażu
Ona sama, jak wyznała z perspektywy czasu w rozmowie z Pudelkiem, pozbawiona kontaktu ze światem zewnętrznym, nie miała świadomości, że właśnie stała się największą skandalistką w Polsce. Jak ocenia z perspektywy czasu, swoją mroczną sławę zawdzięcza producentom:
"To jest tak umiejętnie zrobione, że w samym programie jak ty jesteś, to nie masz o tym pojęcia [jak to zmontują - przyp. red.]. Jak wyszłam z programu, to zanim wyszło się na zewnątrz (...) wszyscy nade mną stali i mówili: 'nie martw się, wszystko mamy pod kontrolą, jesteś naszą gwiazdą, mamy to!'. Wychodzę do studia i zamieram, bo widzę, że nie ma tam moich najbliższych i już wiedziałam, że coś jest nie tak.".
Maja Frykowska: scena sprzed 22 lat wciąż się za nią ciągnie
Straty wizerunkowe okazały się nie do odzyskania. Cokolwiek by Frykowska nie robiła, scena z jacuzzi nadal się za nią wlecze. Jak wspomina w rozmowie z Pudelkiem, pierwsze miesiące po programie były bardzo ciężkie:
"Rodzina starała się mnie później wesprzeć, ale to było wszystko nowe dla każdego. (...) Moja babcia, nauczycielka z zasadami, która chciała, żeby jej wnuczka wyrosła na wspaniałą księżniczkę, a jest skandalistką numer jeden w tym kraju. I jeszcze nie wiadomo, o co chodzi - weszła z gościem w jakąś pianę, nic nie było, ale wszyscy mówią, że było, więc widocznie było... I teraz to tłumaczenie się rodzinie, to było coś strasznego".
Jak zapewnia Frykowska, jej intencje były szczere. Po prostu zauroczyła się Łukaszem, dała się namówić na ryzykowną scenę, a producenci dodali odpowiednią narrację.
"Żeby była jasność - ja się nie będę z tego tłumaczyć. Byłam młoda, miałam zupełnie co innego w głowie i naprawdę byłam zakochana w Łukaszu, natomiast zostałam zmieszana z błotem za to, co pokazał im program i ludzie, którzy za nim stali".

Zobacz też:








