Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Tanya Roberts nie żyje

Smutne wieści zza oceanu - Tanya Roberts nie żyje. Ikona lat 80. zmarła 3 stycznia w szpitalu w Los Angeles. Miała 65 lat.

Informację o śmierci aktorki potwierdził jej długoletni przyjaciel Mike Pingel, który zwierzył się "The Hollywood Reporter":

"Jestem zdruzgotany. Była genialna, piękna i czuję, że zabrano mi światło. Była najsłodszą osobą, jaką można było spotkać, miała wielkie serce. Kochała swoich fanów i chyba nie zdawała sobie sprawy, jak wiele dla nich znaczyła".

Tanya zemdlała w swoim domu w Hollywood Hills w Wigilię po powrocie ze spaceru z psem. Artystkę zabrano do szpitala i podłączono pod respirator, jednak jej stan zdrowia się nie poprawił. Nie wiadomo, co było przyczyną nieoczekiwanej śmierci aktorki. Przed feralnym incydentem czuła się dobrze i nie skarżyła się na żadne choroby.

Reklama

Tanya Roberts urodziła się 15 października 1955 roku. Publiczności dała się poznać jako dziewczyna Bonda w filmie "Zabójczy widok", w którym partnerował jej Roger Moore. Aktorka wystąpiła również w piątym i ostatnim sezonie "Aniołków Charliego".

Młodsze pokolenie mogło ją poznać również jako Midge w "Różowych latach siedemdziesiątych", gdzie towarzyszyły jej takie gwiazdy jak Ashton Kutcher czy Mila Kunis. Opuściła jednak serial w 2004 roku, by zająć się swoim chorym mężem - Barry Roberts zmarł w 2006 roku, a gwiazda Bonda zrezygnowała z telewizyjnej kariery. Nie pojawiła się już w żadnym filmie i serialu. Wciąż dbała jednak o kontakt ze swoimi fanami za pośrednictwem mediów społecznościowych.

pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »