Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Szynk w Pszowie: Magda Gessler chciała zrezygnować. "Kuchenne rewolucje" się udały?

Tym razem Magda Gessler przyjechała do Pszowa, by pomóc restauracji "Esencja i smak". Właściciel Patryk zaprosił restauratorkę, ponieważ nie wierzył już, że jego biznes może przynosić zyski. Jaki był finał "Kuchennych rewolucji"?

W Pszowie restaurację "Esencja i smak" założył Patryk, kucharz z zawodu, któremu pomaga żona. 11 lat pracował w zawodzie, był zaopatrzeniowcem i szefem kuchni. W końcu postanowił otworzyć swój interes. Początkowo restauracja bardzo dobrze prosperowała: goście musieli czekać na wolny stolik, biznes przynosił sporo pieniędzy.

Reklama

Po otwarciu restauracji Patryk pracował jeszcze w innym miejscu. Niestety, z dnia na dzień został wyrzucony. Mężczyzna zaczął sprzedawać wszystkie wartościowe rzeczy, których się dorobił. "Załamał się, głównie ze względu na zadłużenia" - komentowała jego żona Żaneta.

Pozostała mu restauracji, został szefem kuchni. Niestety, lokal przestał przynosić zyski i małżonkowie nie wiedzieli dlaczego. W końcu postanowili poprosić o pomoc Magdę Gessler - zwłaszcza że są fanami "Kuchennych Rewolucji". Restauratorka oczywiście zgodziła się im pomóc.

"Rzym połączony ze sztuką ludową w postaci kokard z firanek. Jakieś laski. No, straszne to jest" - powiedziała Magda Gessler zaraz po wejściu do restauracji.

Zamówiła danie dnia, czyli - jak powiedziała Żaneta - "spaghetti carbonale i zupę ogonową".

Do tego poprosiła o roladę wieprzową, kotleta de volaille’a, placek ziemniaczany i pierogi.

Na zupę dnia nie trzeba było długo czekać - niestety, nie smakowała ona Gessler. Pierogi także nie przypadły jej do gustu:

"Smakuje jak bełt" - powiedziała.

Placek ziemniaczany był bez przypraw i dodatkowo przepalony. Rolada i kotlet niestety też były nieudane. Gessler pochwaliła jedynie kluski śląskie. Bardzo ją zdenerwowało to, że z kuchni dochodziły śmiechy - nikt, oprócz zapłakanych właścicieli, nie przejmował się negatywną opinią restauratorki. Gessler weszła do kuchni, rzuciła ostatnim daniem i wyszła z lokalu.

Następnego dnia gwiazda wyznała, że czuje się urażona wczorajszym zachowaniem kucharzy - śmiechy dochodzące z kuchni wydały jej się lekceważące. Patryk przeprosił restauratorkę i postanowił upomnieć kucharki, które, zdaje się, zrozumiały powagę sytuacji. Po zapoznaniu się z sytuacją właścicieli Gessler postanowiła pomóc małżeństwu.

Po wejściu do kuchni zbladła. Kazała wymalować ściany i porządnie wyremontować kuchnię. Niestety, w lodówce nie było lepiej: otwarte ciasto leżało razem z kapustą. Na koniec dnia cały zespół postanowił przeprosić restauratorkę za swoje zachowanie. Panie wyznały, że był to nerwowy śmiech.

Trzeciego dnia rewolucji kucharki przygotowały dla Gessler placki ziemniaczane oraz roladę śląską. Okazało się, że jedna z pań umie gotować - Ewa ma dobry smak, ale mięso najlepsze zrobił szef Patryk. Przyszedł także czas na ogłoszenie zmian. Restauracja ma nawiązywać do historii miasta, a jej nowa nazwa to Szynk w Pszowie.

Gessler zapowiedziała, że na finałowej kolacji podadzą prawdziwe regionalne specjały: na grubym żytnim pieczywie pieczony boczek z buraczkiem w occie, zupę na ogonie wołowym z grzybami, na drugie danie bitki wołowe z sosem na piwie i pieczywie z grzybami i z kluskami śląskimi.

Przygotowanie kolacji nie było takie proste. Kiedy tylko Gessler przyszła do restauracji i chciała się zabrać za gotowanie, okazało się, że nie ma odpowiednich produktów. Boczek był źle wędzony, a zamiast świeżych grzybów Patryk kupił mrożone.

Gessler była oburzona i przez moment nie chciała kontynuować rewolucji. Po namyśle zmieniła potrawy: zarządziła, że na kolacji poda żurek oraz pastę z boczku. Jednak pojawiły się kolejne kłopoty - bitki były złej jakości.

"Dramat - nie widzę przyszłości. Ja tu nie wchodzę więcej" - powiedziała.

Gessler poprosiła Patryka na rozmowę. Była bardzo zdenerwowana, ponieważ nie chciała oszukiwać ludzi, podając im dania ze złej jakości produktów. Kiedy zajęła się gotowaniem, właściciel ponownie zawiódł. Podczas jego obecności w kuchni przypaliły się bitki. Z pomocą kucharek restauratorka wymyśliła sposób, aby dać mięsu ostatnią szansę - zalała je pomidorami i winem.

Kolacja jakoś doszła do skutku, była jednak opóźniona. Goście chwalili potrawy oraz wygląd restauracji. Gessler wyjeżdżając, nie ukrywała niepokoju - nie wiedziała, co zastanie, kiedy ponownie pojawi się w restauracji.

Po 5 tygodniach restauratorka wróciła do Pszowa. Zamówiła wszystkie dania, które przygotowała wspólnie z właścicielami na finałową kolację oraz gęś i jabłecznik. Na szczęście wszystko bardzo smakowało Gessler.

Obecnie Szynk w Pszowie jest zamknięty na stałe - restauracja szybko zakończyła swoją działalność.

***


Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Gessler

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje