Andrzej Strzelecki urodził się 4 lutego 1952 roku w Warszawie w rodzinie dziennikarzy. Był absolwentem Wydziałów Aktorskiego (1974) i Reżyserskiego (1980) Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie (przekształconej następnie w Akademię Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza).
Grał w kilkunastu spektaklach Teatru Telewizji - m.in. "Król w kraju rozkoszy", "Żółta szlafmyca" oraz jednoaktówkach Michaiła Zoszczenki "Love", "Film" i "Smutne miasteczko". Pojawiał się u boku takich aktorów jak Krzysztof Kowalewski, Jerzy Turek, Marian Kociniak, Anna Seniuk, otwiera się w nowym oknie, Jerzy Bończak, Wiktor Zborowski, Wiesław Michnikowski, Gustaw Lutkiewicz, Jolanta Lothe, Gustaw Holoubek, otwiera się w nowym oknie, Zbigniew Zapasiewicz, Piotr Machalica, Wiktor Zborowski, Witold Dębicki, Artur Żmijewski, otwiera się w nowym oknie czy Teresa Budzisz-Krzyżanowska.
Prowadził kilkadziesiąt autorskich programów telewizyjnych w TVP, do których należą "Parada blagierów", "Opowiadania w dur i w moll", "Felieton Ilustrowany", "Uśmiech słońca", "Uśmiech twarzy", "Uśmiech deszczu", "Milena" i "Chopin w Ameryce". Prowadził również teleturniej "Piramida" w Polsacie.
Andrzej Strzelecki był także aktorem filmowym. Grał m.in. w "Przepraszam, czy tu biją?", "Ostatnim biegu", "Kuchni polskiej" czy "W pustyni i w puszczy". Szerokiej widowni znany był jednak przede wszystkim z serialu "Klan", gdzie wcielał się w rolę doktora Tadeusza Koziełły-Kozłowskiego.

W 2002 roku Andrzej Strzelecki otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, a w 2011 roku Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
W marcu tego roku okazało się, że u aktora zdiagnozowano nowotwór. W czerwcu poinformował o tym opinię publiczną. W związku z kosztowną terapią, prosił o wsparcie finansowe.
"Zachorowałem. Mam nieoperacyjnego raka płuc i oskrzeli" - tak rozpoczynał się wpis Andrzeja Strzeleckiego w mediach społecznościowych.
"Zawsze miałem w życiu szczęście. Nie opuściło mnie ono i w tej dramatycznej sytuacji. 6 maja w USA dopuszczono lek Capmatinib na to schorzenie. Jest on dla mnie szansą na uratowanie życia, ale koszt kuracji przekracza moje możliwości finansowe (37000 $ miesięcznie). W tym momencie zbieram środki na 10 podań leku - istnieje możliwość, że będę potrzebował ich więcej, konsultacje medyczne, dojazdy, sprzęt specjalistyczny, leki, dlatego zwracam się z prośbą o pomoc" - opisywał swoją sytuację.
"Być może szczęście nie opuści mnie i tym razem..." - kończył aktor.
"Drodzy Przyjaciele i znajomi, mój Tata jest podopiecznym fundacji Rak'n'Roll, dzięki której zbieramy fundusze na jego leczenie. Wierzę w to, że dzięki Wam szczęście nas nie opuści..." - zachęcała do zbiórki córka aktora, Joanna Strzelecka-Żylicz.
Środowisko artystyczne w Polsce szybko zaangażowało się w nagłośnienie akcji. Starano się zebrać 1,5 mln złotych.
Niespełna miesiąc temu Joanna Strzelecka-Żylicz informowała PAP, że do tej pory zgromadzono na leczenie prawie 450 tys. złotych. "Teraz stajemy przed trudem organizacji transportu taty do Nowego Jorku, gdzie ma podjąć leczenie w jednym z tamtejszych szpitali. Sytuacja związana z pandemią koronawirusa nie jest dla nas sprzyjająca, procedury i wymagania są zdecydowanie bardziej restrykcyjne niż wcześniej, ale zrobimy wszystko, aby sobie z nimi poradzić" - podkreśliła.
Jak napisała, "po uruchomieniu zbiórki na Facebooku oraz na stronie Fundacji Rak’n’Roll środowisko artystyczne zareagowało we wspaniały sposób, wspierając nasze działania i zachęcając do wpłat na leczenia taty". "Wiele osób zaapelowało na kanałach socjalmediowych - Facebook i Instagram" - dodała.
Jeszcze w czwartek, 16 lipca, media informowały, że Andrzej Strzelecki otrzyma innowacyjny lek z USA. W pomoc artyście zaangażowało się Ministerstwo Zdrowia. Niestety, aktora nie udało się uratować.











