Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Sebastian Karpiel-Bułecka rusza z nowym biznesem

Sebastian Karpiel-Bułecka (44 l.) przekonał się właśnie, że bycie muzykiem nie daje jego rodzinie żadnego poczucia bezpieczeństwa.

Jeszcze kilka miesięcy temu żył bardzo intensywnie. Koncertował i miał podpisanych wiele kontraktów do końca roku. Był spokojny o przyszłość swoją i bliskich. Jednak pandemia pokrzyżowała wszystkie plany. Muzyk i jego żona Paulina Krupińska (33 l.) zmuszeni byli zamienić się rolami.

- Rzeczywiście, nastał czas, kiedy to ja pracowałam, a Sebastian zajmował się dziećmi - mówi Paulina, którą oglądamy w programie "Dzień Dobry TVN". Sebastian w tym czasie zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli tak dalej pójdzie, zostanie bez pracy. Bo przecież nie wiadomo, kiedy w pełni powrócą koncerty plenerowe, festiwale i inne imprezy.

Zawsze podkreśla, że z wykształcenia jest architektem, a tylko z zamiłowania i z pasji muzykiem. W rodzinnym Kościelisku zaprojektował dom, w którym dzisiaj mieszka z rodziną, a teraz myśli o kolejnym, większym.

Zrobił też wiele innych projektów i to nie tylko na Podhalu. Jednak do tej pory informacje o jego usługach i kreatywności przekazywano pocztą pantoflową.

Reklama

- Cały czas projektuje. Kreśli te swoje projekty, nawet jak jedziemy na koncert, a najczęściej po koncercie, kiedy potrzebuje wyciszenia. On cały rok ma zamówienia - zdradza "Rewii" osoba współpracująca z muzykiem.

Teraz Sebastian Karpiel-Bułecka doszedł do wniosku, że czas, aby założyć własną pracownię i już nie kojarzyć się tylko z muzyką, ale też z wyuczonym, równie pięknym zawodem.

- Chce zacząć od biura w Krakowie, gdzie skończył studia, a w przyszłości chciałby mieć filię w Warszawie - zdradza osoba z jego otoczenia.

Sebastiana cieszą każde kolejne projekty. A już najbardziej te związane z architekturą góralską.

- Jestem przesiąknięty góralszczyzną i z wiekiem coraz bardziej to doceniam. Moje dzieci, Tosia (5 l.) i Jędrek (3 l.), siłą rzeczy będą mówiły gwarą. Tosia po powrocie do Warszawy, w przedszkolu mówi: muszę ubrać bacioki, co oznacza: muszę ubrać kalosze. Chcę, żeby mówili gwarą, interesowali się tym folklorem, bo to wielka wartość i siła - powtarza muzyk.

Planuje także zostawić im po sobie pracownię architektoniczną, choć jeszcze nie wie, czy któreś z dzieci pójdzie w jego ślady. Jeśli tak, będzie miało wypracowane nazwisko, co z pewnością ułatwi mu odnalezienie się i działanie na rynku architektonicznym.

- Wybiorą drogę, która będzie im najbardziej odpowiadać. Będę je wspierał w realizacji ich marzeń, cokolwiek by to nie było - zapewnia.

Sebastian Karpiel-Bułecka przekonał się właśnie, że bycie muzykiem nie daje jego rodzinie żadnego poczucia bezpieczeństwa. Wie, że przed nim długa droga, ale chce to zrobić dla spokoju swojego i swoich bliskich. I będzie bardzo szczęśliwy, jeśli w przyszłości Tosia (5 l.) albo Jędrek (3 l.) wybiorą podobną drogę i będą kontynuowały jego dzieło.  

Rewia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sebastian Karpiel-Bułecka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje