Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ryszard Kruszelnicki z "Sanatorium miłości" nie załamał się po tragedii

Ryszard Kruszelnicki (71 l.) o "Sanatorium miłości" dowiedział się przypadkiem. Zaryzykował i... poznał towarzyszkę życia.

Zawsze żył szybko i intensywnie. Na początku lat 70. budował Hutę Katowice. Potem przez rok był na kontrakcie w Libii. Miał 55 lat, gdy zdecydował się na wyjazd do Anglii.

Reklama

Był 2002 rok, znajomi odradzali ten ryzykowny krok, a jednak znalazł pracę w... jednostce wojskowej brytyjskiego lotnictwa! Pracował w zaopatrzeniu.

- Na poligonach robiłem kanapki dla lotników - śmieje się pan Ryszard. - Poznawałem angielską kuchnię. Do Polski wrócił po ośmiu latach, dwa lata później przeszedł na emeryturę. Bardzo aktywną, bo uprawiał kolarstwo. Razem z żoną szykował się do realizowania marzeń. Świętowali jeszcze 40. rocznicę małżeństwa, zgodnego i kochającego się, gdy pół roku później, w 2013 r., pani Maria zmarła. Miała zaledwie 65 lat. Dla Ryszarda była to ogromna tragedia. Został zupełnie sam.

Jego córka Anna z dziećmi Nelą (4 l.) i Maksymilianem (10 l.) mieszka w Anglii. Syn Marcin, architekt, również pracuje na Wyspach. Wysokie rachunki telefoniczne są świadectwem, że do dziś bardzo źle znosi rozłąkę z rodziną. Dlatego z mieszkania w Świdnicy, gdzie wszystko kojarzy mu się z małżonką, ucieka. Wsiada na rower i przejeżdża dziesiątki kilometrów.

Mimo kontuzji, a nawet poważnych urazów, trenuje do dziś bez względu na pogodę. Bierze udział w wyścigach dla weteranów. Wywalczył już 4 medale, ale wciąż brakuje mu złotego.

- Marzę, żeby usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego - zwierza się. - Może jeszcze stanę na najwyższym podium?

O "Sanatorium miłości" dowiedział się przypadkiem. Zaryzykował.

- Zgłosiłem się i dostałem formularz - wspomina. - Wypełniłem go i wysłałem wraz ze zdjęciem. To było szalone tempo, ale zaproszono mnie do udziału w programie!

Szczupły, dbający o kondycję, zdrowo się odżywiający mężczyzna, swoim młodzieńczym wyglądem zwracał uwagę pań.

On jednak wybrał drobną Walentynę Kozioł, mieszkankę Mikołowa. Gdy zaprosiła go na wspólny wieczór, był zaskoczony. Ale to on sprawił, że smutna i wycofana kobieta w jego towarzystwie zaczęła szybko rozkwitać. Czy ich plany na wspólne życie okażą się realne?

***


Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Sanatorium miłości

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje