Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Rodowicz tak kibicowała, że straciła głos

Maryla nie tylko o Euro...

Ogląda pani mecze?

Reklama

Maryla Rodowicz: - Byłam na meczu otwarcia i tak głośno kibicowałam naszej drużynie, że aż straciłam głos!

Podoba się pani hymn reprezentacji Polski na Euro?

M.R.: - Przebój Jarzębiny to stara melodia ludowa i prosty tekst. Wykonanie tego utworu było porywające i zaskakujące.

Przykro było przegrać z zespołem ludowym?

M.R.: - Zawsze przykro jest przegrywać. Jak każdy liczyłam, że moja piosenka zajdzie wysoko, ale nie mam pretensji, bo liczyły się głosy ludzi.

Dzieci nie poszły w pani ślady. Czym się zajmują?

M.R.: - Starszy syn Jasiek studiuje filozofię w Krakowie, młodszy Andrzej pisze pracę dyplomową na uniwersytecie w Utrechcie na wydziale nowych mediów. A córka Kasia jest instruktorem naturalnego ujeżdżania koni. Uczyła się od amerykańskiego zaklinacza w samym Kolorado. Jest pierwszą taką instruktorką w Polsce! Nie sądziłam, że jej pasja stanie się jej zawodem. Jestem dumna z nich wszystkich.

Wszystkie już opuściły rodzinny dom?

M.R.: - Niestety, już wyfrunęły z rodzinnego gniazda. Nie ukrywam, że bardzo za nimi tęsknię i często do nich wydzwaniam. W domu trochę pusto się zrobiło. Ale nie jestem sama, bo został mi jeszcze mąż i koty.

Nie wyczekuje pani wnuków?

M.R.: - Nie myślę jeszcze o wnukach, a i dzieci mi na razie o tym nic nie wspominają. Chociaż córka mi zdradziła, że chciałaby mieć aż czterech synów. Ona ma już partnera. Synowie wciąż czekają na wybranki swojego serca.

Jaką chce być pani babcią?

M.R.: - Zawsze byłam nadopiekuńczą mamą, więc pewnie będę rozpieszczać swoje wnuki.

Agnieszka Szmidt

(24/2012)

Dowiedz się więcej na temat: Maryla Rodowicz | euro | dzieci | mecz | kibicowanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje