Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Policja umywa ręce. Justyna Steczkowska przyłapana na kłamstwie?!

Justyna Steczkowska (43 l.) twierdzi, że nie pojawiła się na koncercie Jose Carrerasa "mimo eskorty policji". Ta zaprzecza jednak, że pomagała piosenkarce dotrzeć na występ.

Przypomnijmy: 20 grudnia Steczkowska miała wystąpić z tenorem podczas jego koncertu w Krakowie.

Reklama

Pech chciał, że tego samego dnia grała także koncert w Toruniu. Wynajęła więc samolot, który miał ją błyskawicznie przetransportować do stolicy Małopolski.

Na przeszkodzie stanęła jednak pogoda, która uniemożliwiła lądowanie w Krakowie. Odbyło się ono więc w Katowicach.

Ostatecznie Steczkowska dojechała do Krakowa w eskorcie policji. Niestety było już chwilę po koncercie.

Dziennik "Fakt" postanowił sprawdzić prawdomówność artystki i zapytał rzeczników śląskiej i małopolskiej policję, czy funkcjonariusze faktycznie eskortowali piosenkarkę do Krakowa.

Aleksandra Nowara, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Katowicach, oraz Krzysztof Łach z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie zaprzeczają, że ich policjanci uczestniczyli w jakiejkolwiek eskorcie.

Dziwią się także, skąd wziął się szum informacyjny, w którym mowa o udziale policji. Podpowiadamy:

Co ciekawe, sama artystka zmienia wersję zdarzeń i utrzymuje, że eskorty jednak nie było, a jedynie "jakiś radiowóz pomógł im przebrnąć przez ulice stolicy Małopolski".

Informator tabloidu twierdzi, że w ten sposób Steczkowska "chce wykpić się od odszkodowania (50 tys. zł), jakie jej grozi" za niedotrzymanie warunków umowy i niepojawienie się na koncercie Carrerasa.

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Steczkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje