Reklama

Reklama

Reklama

Piotr Rubik: Dziękuję Bogu za talent

Pierwszą Komunię przyjął jako dorosły dzięki księdzu Janowi Twardowskiemu. Od tamtej pory tworzy na chwałę Pana.

Kiedy miał sześć lat, poszedł do szkoły muzycznej. Uczył się grać na wiolonczeli i fortepianie. Pasja zupełnie pochłonęła uzdolnionego chłopca, wypełniała cały jego świat, w którym wówczas nie było Boga. W rodzinnym domu artysty nie zajmowano się bowiem kwestiami wiary. - Każdą wolną chwilę poświęcałem muzyce. Czasem się leniłem, miałem gorsze dni, ale nie byłem buntownikiem. Byłem skupiony na ćwiczeniu i doskonaleniu swoich umiejętności - wspomina. Jego stosunek do wiary zmienił się dopiero później. Ojczym Piotra okazał się głęboko wierzącą osobą.

Reklama

To dzięki niemu w wieku 12 lat przyszły kompozytor zaczął zaglądać do kościoła Wszystkich Świętych na placu Grzybowskim w Warszawie. Początkowo nieśmiało, ale z czasem coraz odważniej. Nie była to jeszcze wiara dojrzała. W czasach szarego komunizmu Piotr bardziej fascynował się zagranicznymi wyjazdami ze swoją orkiestrą, w której grał na wiolonczeli. W końcu jednak słowa, które usłyszał w świątyni, zaczęły kiełkować. - Potem szczęśliwie trafiłem do kościoła sióstr Wizytek, gdzie kazania wygłaszał ksiądz Jan Twardowski. To był wyjątkowy kapłan, wspaniały, wrażliwy człowiek. Jego słowa miały na mnie ogromny wpływ. Do końca zapamiętam atmosferę świątyni i mszy. Chodziłem tam z wielką przyjemnością - opowiada Piotr.

Pod wpływem charyzmy księdza-poety Piotr Rubik zdecydował się przyjąć sakrament Pierwszej Komunii. U Twardowskiego odbył też pierwszą spowiedź. Miał wtedy 18 lat i ta decyzja była bardzo świadoma. - Miałem z tego powodu dużą satysfakcję. Sakrament przyjmowałem sam, to było głębokie przeżycie. Poza tym komunia miała dla mnie szczególny wymiar nie tylko religijny, ale także światopoglądowy. W czasach komunizmu było to opowiedzenie się po jednej ze stron - podkreśla muzyk.

Na kolejny sakrament, tym razem małżeństwa, przyszło Piotrowi czekać aż do czterdziestego roku życia. Jednak, kiedy zobaczył Agatę Paskudzką (29 l.), nie miał wątpliwości, że to będzie kobieta jego życia. Poznali się na wyborach Miss Polonia 2005, w których startowała, a on był jednym z jurorów. - Kiedy ją zobaczyłem, nie mogłem oderwać od niej oczu. Jej gesty, uśmiech, mimika twarzy. Wszystko mnie zafascynowało. Powiedziałem jej wtedy, że jest najpiękniejsza ze wszystkich, ale nie wziąłem od niej numeru telefonu. Strasznie się potem denerwowałem, że już się nigdy nie spotkamy - wspomina. Jednak to Agata napisała z podziękowaniami za miłe słowa.

Pobrali się trzy lata później w rodzinnym mieście panny młodej, we Wrocławiu, w kościele świętej Jadwigi Śląskiej. Ślubu udzielał im przyrodni brat i przyjaciel Piotra, kapucyn. Dziś para wychowuje dwie dziewczynki: sześcioletnią Helenkę i dwuipółletnią Alicję. Coniedzielne wspólne wyjście do kościoła na warszawskim Wilanowie to u nich tradycja. - Chciałbym moim córkom przekazać wrażliwość, empatię, nauczyć, jak być dobrym - mówi ich tata. Dobro chce nieść również poprzez swoją muzykę.

W listopadzie ukazał się najnowszy album Rubika "Pieśni szczęścia". - Jestem wdzięczny Bogu, że obdarzył mnie talentem. Ten dar chcę spłacać. Chciałbym, żeby moja muzyka dawała ludziom coś dobrego, jasnego, zmieniała ich na lepsze. Ja się modlę poprzez nuty i dźwięki - wyznaje. I choć nie jest to wiara bez wątpliwości, to na pewno jest silna, a chwile wahania jedynie ją wzmacniają. Piotr jest wdzięczny i docenia wszystko, co ma. - Jestem szczęśliwy. Każdego dnia, kiedy się budzę myślę sobie: jestem zdrowy, mam zdrowie dzieci, szczęśliwą rodzinę, czego można pragnąć więcej? - mówi.

Dobry Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Piotr Rubik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy