Reklama

Reklama

Reklama

Mikołaj Korol z "Rolnik szuka żony" zerwie zaręczyny? Nie zamierza rezygnować z kobiet

Mikołaj Korol (72 l.) był najstarszym uczestnikiem ostatniej edycji programu "Rolnik szuka żony", ale fantazji może mu pozazdrościć niejeden nastolatek. W święta rolnik zaręczył się z młodszą o 30 lat panią. Nie zamierza jednak - jak mówi - rezygnować z kobiet. "Zainteresowanie, jakie zacząłem wzbudzać po emisji programu, przeszło moje oczekiwania. Okazało się, że jest wiele kobiet, które chciałyby mnie lepiej poznać" - cieszy się.

W swoim ekologicznym gospodarstwie uprawia ponad 30 odmian winogron, a jego wina otrzymują nagrody na wystawach. Po zakończeniu programu serce mu znowu zabiło. I to na tyle mocno, że zamierza się oświadczyć i wziąć ślub! "Rewii" zdradza, kim jest kobieta, która wzbudziła jego zainteresowanie.

Czego brakowało pańskim kandydatkom?

- Niczego im nie brakowało, bo wszystkie trzy są wspaniałymi, wartościowymi kobietami. Po prostu zabrakło uczucia między nami. Nie chciałem robić niczego na siłę. Dziś wiem, że podjąłem właściwą decyzję, nie wybierając żadnej z kandydatek.

Reklama

Pojawił się ktoś nowy w pańskim życiu?

- Owszem, ale nie chcę o tym mówić. Mam nadzieję, że przerodzi się to w coś poważniejszego i trwałego. Zainteresowanie, jakie zacząłem wzbudzać po emisji programu, przeszło moje oczekiwania. Okazało się, że jest wiele kobiet, które chciałyby mnie lepiej poznać, ale cenią sobie prywatność i nie chcą występować w telewizji.

Uważa się pan za wymagającego?

- Myślę, że tak. Moje wymagania wobec kobiet są wysokie, ale to dlatego, że sobie samemu również wysoko stawiam poprzeczkę. Nie chciałbym przeżyć życia z kimś, kto nie daje mi żadnej gwarancji na udany związek. Albo będę z tą wymarzoną kobietą, albo z żadną.

Jaka więc powinna być ta wymarzona kobieta?

- Gdy trafi się na właściwą osobę, po prostu to się wie. Przed kamerami poznałem trzy przemiłe kobiety, ale w stosunku do żadnej nie poczułem, że to ta, która będzie ze mną na dobre i na złe.

Kobieta powinna znać się na winie?

- Nie oczekuję, żeby była tak wielką pasjonatką wina jak ja, ale nie ukrywam, że byłoby to cenne. Wtedy łatwiej byłoby jej zaangażować się w pomoc w gospodarstwie i winnicy. Być może niebawem ktoś taki do mnie dołączy...

Ma pan dwoje dorosłych dzieci. Przejęły po panu pasję?

- Moje dzieci skończyły ekonomiczne szkoły i nie interesują się przetwórstwem czy produkcją wina. Z tym zostałem sam, bo sobie ufam najbardziej. Córka często służy mi serdeczną radą. Syn jest świetny w sprzedaży i chętnie pomaga mi w tej kwestii, ale jeśli chodzi o uprawę, to szukam wsparcia gdzie indziej.

***

Zobacz więcej:

Rewia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy