Stanisław Soyka 21 sierpnia 2025 roku miał wystąpić podczas festiwalu w Sopocie. Artysta miał zaśpiewać podczas koncertu "Orkiestra Mistrzom" na Top of The Top Sopot Festival, który transmitowany był w stacji TVN, jednak późnym wieczorem media obiegła druzgocąca informacja na temat jego nagłej śmierci.
Smutne wieści o nagłym odejściu artysty zaskoczyły wszystkich, a duża część osób do dziś nie może pogodzić się z jego odejściem.
Rok po jego nagłej śmierci wyszło na jaw, jak wyglądał jego ostatni dzień w Sopocie i próba do finałowego koncertu.
Mija rok od śmierci Stanisława Soyki
W biografii "Życie to krótki sen", którą opracowała i napisała Beata Biały, czytelnicy w końcu poznają prawdę na temat przygotowań do ostatniego występu Soyki. Książka premierę będzie miała dopiero 28 sierpnia, jednak jej fragmenty już znalazły się w sieci, a serwis Plejada zacytował jej wybrane akapity.
Z publikacji dowiadujemy się, co wydarzyło się w Sopocie 21 sierpnia 2025 roku. Jak przyznaje autorka, artysta w czwartkowe popołudnie udał się na próbę, by jak najlepiej przygotować się do występu przed publicznością.
"Stanisław Soyka stoi na scenie podczas ostatniej próby. Nie ma jeszcze publiczności, nie ma szumu, tylko rozrzucone dźwięki przygotowań i cisza, która co chwilę wraca, jak przypływ. Ma wykonać kilka najpopularniejszych utworów: Tolerancja, Absolutnie nic, Cud niepamięci, Życie to krótki sen" - cytuje fragment książki Plejada.
To właśnie po tej próbie Soyka zdecydował, że chce jeszcze wrócić do hotelu i nieco odpocząć przed finałowym występem. Niestety w pokoju jest sam i to właśnie z dala od innych artystów i ekipy traci siły.
"Za kilka godzin ma wrócić na tę scenę, już do publiczności, do świateł, do oklasków, które nadają sens wydarzeniu. Nie wróci" - dodaje Biały.

Stanisław Soyka w ostatnich momentach był sam
Stanisław Soyka na scenie miał pojawić się po Ewie Bem, z którą się przyjaźnił. Na początku nikt z organizatorów wydarzenia nie wiedział, co się dzieje z muzykiem, dlaczego go nie ma, czemu nie wrócił na główny koncert. W kuluarach pojawiły się wieści, że Soyka źle się poczuł, jednak nikt nie wspominał o tym, że zmarł.
"Gdzieś na początku koncertu ktoś rzucił mi informację, że Staszek gorzej się czuje, ale to była informacja bez żadnych szczegółów. Bez żadnego konkretu. Nie było mowy o śmierci" - widnieje w publikacji.
Za kulisami było nerwowo, a ludzie przekazywali sobie mało sprawdzone informacje. Każdy martwił się o Soykę, jednak nikt nie przypuszczał, że finał będzie tragiczny.
"Krążyły półprawdy i nieprawdy, a na nich nikt nie chciał bazować. Sprawdzone informacje przepływały pomiędzy decyzyjnymi osobami, które dbały o to, żeby nie powielać plotek, w tamtym momencie niezwykle krzywdzących, może nawet szkodliwych" - czytamy.
W pewnym momencie dostęp do informacji miały tylko upoważnione do tego osoby z ekipy, a wszyscy starali się, by nie powielać niesprawdzonych informacji i nie siać paniki.
"Kontaktowano się ze sobą przez telefony, krótkofalówki, w biegu, i obowiązywała zasada, by żadnej postronnej osobie, nawet za kulisami, nie mówić nic, czego nie wiedzielibyśmy na pewno" - opisano.
Za kulisami panował chaos, nikt nie wiedział, co dalej robić, wszakże festiwal miał już ustalony scenariusz i trzeba było na bieżąco reagować na sytuację.
"Ktoś powiedział tylko jedno zdanie: "Staszek umarł". I się rozłączył. Na kilka sekund świat się zatrzymał" - opowiada na łamach książki Grzegorz Betlej, ówczesny dyrektor PR Top of the Top Sopot Festival.
To właśnie wtedy podjęto decyzję o tym, by zakończyć festiwal, a smutne wieści na temat Soyki zgromadzonym przekazali prowadzący. Nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało.
Zgromadzeni artyści wspólnie odśpiewali utwór Stanisława "Tolerancja", a wielu z nich nie mogło powstrzymać łez.
"W milczeniu oglądaliśmy artystów śpiewających Tolerancję. Dopiero kiedy piosenka się skończyła, ludzie zaczęli wpadać sobie w ramiona. Pojawiły się łzy. Płacz" - wyjawił Betlej.
Przeczytajcie również:
Rok po śmierci Soyki jego syn przerwał milczenie. Oto co się wydarzyło na festiwalu
Nie żyje członek zespołu Feel. Muzycy w wyjątkowy sposób pożegnali przyjaciela
Nie żyje kolejna aktorka "Świata według Kiepskich". Publiczność nie kryje smutku








