Przejdź na stronę główną Interia.pl

Michał Czernecki stanął przed trudną decyzją

Zawodowy sukces Michała Czerneckiego (40 l.) staje się dla niego i jego bliskich źródłem coraz większego problemu. W związku z tym aktor i jego żona mają teraz nie lada dylemat...

Leśnik Paweł Melech z "Leśniczówki", doktor Piotr Sadzik z "Diagnozy", porucznik Witold Szczęsny z "Wojennych dziewczyn". To najnowsze wcielenia Michała Czerneckiego. Do tego dodać należy jeszcze występ w spocie reklamowym PKP.

Reklama

Jak dowiaduje się "Rewia", aktor właśnie dołączył do popularnego kabaretu "Paranienormalni", z którym będzie występował w czasie wakacji. Wszedł na miejsce Igora Kwiatkowskiego (słynnej zwariowanej Mariolki), który już pod koniec zeszłego roku rozstał się w kolegami.

Trzeba przyznać, że tak dobrej passy aktor od czasu ukończenia studiów jeszcze nie miał. Całe lato spędzi w rozjazdach po Polsce. Bilety na występy kabaretu są już wyprzedane na kilka miesięcy. A już zaczął zdjęcia w Warszawie do kolejnego sezonu "Wojennych dziewczyn".

Z jednej strony to powód do satysfakcji. Z drugiej jednak zawodowy sukces staje się źródłem coraz większego problemu. Aktor przez większą część roku żyje jak słomiany wdowiec. Dlatego wraz z żoną Magdaleną coraz częściej zastanawiają się nad jakąś zmianą, by rodzina mogła więcej czasu spędzać razem.

- Czerneccy biorą pod uwagę dwa wyjścia: albo przeprowadzą się do Warszawy, gdzie Michał najwięcej pracuje, albo on zrezygnuje z jednego z seriali. Każda decyzja ma swoje złe i dobre strony - zdradza w rozmowie z "Rewią" znajomy aktora.

Teraz Michał i jego bliscy: żona oraz synowie Franek (13 l.) i Piotrek (11 l.) mieszkają w Będzinie. Mają tam własny dom, który jest ich miejscem na ziemi. W ogrodzie rosną dwa drzewa: klon i wiąz, zasadzone w tych samych latach, w których rodzili się synowie pary. Rodzinie ciężko będzie się wyprowadzić z miejsca, z którym wszyscy się zżyli. - To dla mnie trudna decyzja, ponieważ bardzo wiążę się z miejscami. Tak było kiedyś z Sosnowcem, tak teraz jest z Będzinem. Ciężko znaleźć sobie nowe miejsce do życia, gdy się ma 40 lat - wyznaje aktor.

Rezygnacja z pracy też nie jest łatwa, bo dobrze pamięta on czasy, gdy z żoną musieli pożyczać pieniądze, by przeżyć do pierwszego. Producenci i reżyserzy odkryli go niedawno, dopiero po sukcesie jego roli w satyrycznym serialu "Ucho prezesa", w którym wcielił się w szefa telewizji. Aktor jednak chce ograniczyć rozłąkę ze swoją rodziną, musi więc podjąć poważną decyzję.

- Mamy dość życia w rozjazdach. Być może trzeba będzie zamieszkać w Warszawie. 15 lat naszego małżeństwa nosi w sobie historię nieustannej samotności. Relacja na tym cierpi. Trudno jest być mężem i ojcem na odległość - uważa.

Aktor jest bardzo świadomy i wie doskonale, że jeśli nadal żyłby w takiej separacji z rodziną, ucierpiałoby na tym jego małżeństwo. A tego sobie nie wyobraża, bo zdaje sobie sprawę, jak wiele zawdzięcza ukochanej żonie. To ona nauczyła go okazywania uczuć, jak wchodzić w relacje z innymi, zachęciła do otwartości.

- Zanim ją poznałem, byłem zamkniętym w sobie, nieufnym człowiekiem. Jako nastolatek długo zastanawiałem się, czy w ogóle żyć. Czy się zaangażować w to życie, czy nie. To żona nauczyła mnie budowania bliskości, dając narzędzia do rozpoznawania i nazywania emocji. Tego z własnego domu nie wyniosłem - wyznaje szczerze aktor.

Jako nastolatek musiał także poradzić sobie z bólem i żałobą po przedwczesnej śmierci ojca, który chorował na raka. Sam długo nosił w sobie lęk przed przedwczesną śmiercią. Dopiero bezinteresowna miłość ukochanej pomogła mu uporać się z bolesnymi doświadczeniami. Dlatego dziś za wszelką cenę nie chce wystawiać na próbę swojego małżeństwa.

Michał i Magdalena pokonali razem już niejeden kryzys. Dlatego tym bardziej doceniają, że udało im się przetrwać niejedną próbę. Widzą, jak wokół nich rozpadają się małżeństwa znajomych z artystycznego świata i nigdy nie chcieliby przeżywać tego samego.

- Dopiero teraz myślę, że nasz związek zaczyna się na dobre. Popełniliśmy mnóstwo błędów jako rodzice, małżonkowie, w ogóle jako ludzie. Ale skoro jest tak, że przetrwaliśmy, to znaczy, że łączy nas coś bardzo silnego, co jest dla nas najważniejsze - przyznaje Michał.

Dowiedz się więcej na temat: Michał Czernecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje