Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mariola Bojarska-Ferenc powiedziała mężowi o rozwodzie

Mariola Bojarska-Ferenc, pytana o małżeńskie kryzysy, przyznaje, że owszem, zdarzały się w jej związku z Ryszardem. Parze jednak zawsze dzięki rozmowie udawało się je zażegnać...

Podobno na treningach do "Tańca z gwiazdami" jest u was bardzo emocjonalnie...

Reklama

- Mariola Bojarska-Ferenc: - Dużo treningów, zmęczenie... a więc są emocje. Mamy południowe charaktery. Ja jestem typowym sportowcem. Chciałabym zrobić wszystko na 200 proc., nauczyć się wszystkiego zaraz, a to jest przecież niemożliwe. Denerwuję się, kiedy mi nie wychodzi, Tomek denerwuje się, że popełniam te same błędy. Oj, lecą iskry. Ale na szczęście szybko się godzimy i wracamy do pracy.

Chciałabyś wygrać?

- Już wygrałam, bo spełniło się moje wielkie marzenie. Zawsze chciałam zatańczyć w "Tańcu z gwiazdami", pokazać, że kobieta dojrzała może się spełniać. I zawsze marzyłam, żeby choć raz zatańczyć rumbę dla swojego męża Ryszarda. Obiecywałam sobie, że zrobię to na 25-lecie naszego ślubu, które obchodziliśmy w czerwcu.

Jeszcze nie jest za późno!

- Właśnie. I jeśli dojdę do odcinka, gdzie będzie rumba, to zrobię to.

Często tańczysz z mężem?

- Trudno nazwać to tańcem, bo mój mąż nie umie i nie lubi tańczyć. Czasem próbuje i ja jestem wtedy wzruszona, bo wiem, że się stara. On bardzo przeżywa te moje występy w "Tańcu z gwiazdami". Kiedy z synem siedzi na widowni, wolę nie patrzeć w jego stronę, z obawy przed potknięciem.

Poznaliście się 3 dni po rozwodzie z twoim pierwszym mężem. To była miłość od pierwszego wejrzenia?

- Nie. Wtedy nie byłam gotowa na kolejny związek. Spodobał mi się, bo był bardzo uczynny, traktowałam go jak przyjaciela. Powoli mnie rozkochiwał. Pamiętam jak pojechałam na dwa miesiące na kontrakt do Casablanki. Miał przylecieć. Czekałam na niego na lotnisku, kiedy okazało się, że samolot z Polski, z przyczyn pogodowych może przylecieć za tydzień. A on przeleciał pół świata, przesiadając się w inne samoloty, żeby o północy tego samego dnia do mnie zapukać. "Umówiliśmy się, więc jestem" - powiedział. I tym sposobem porwał moje serce na 25 lat.

I jak to się robi, że wciąż jest między wami ogień?

- Dbaliśmy o nasz związek, akceptowaliśmy nasze wady i wybory. Nigdy też ze sobą nie rywalizowaliśmy. Mamy swoje przestrzenie zawodowe, w których się realizujemy i w które nie ingerujemy. Jeśli ja lubię to co robię, chcę być osobą niezależną, zarabiać pieniądze, to nie muszę pytać o zgodę czy prosić o radę. Ryszard jest architektem i też nie ingeruję w jego świat, po prostu go wspieram.

Dobraliście się na zasadzie podobieństw czy przeciwieństw?

- Jesteśmy bardzo różni. Ja jestem bardzo energetyczna, szybko się zapalam. Kiedy krzyczę, on ze stoickim spokojem czeka, aż skończę, a potem pyta czy napijemy się herbaty. Nie ma szans na jakąś awanturkę (śmiech). To on potrafi ogarnąć wszystkie rachunki, co mnie nigdy nie wychodziło. Za to ja uwielbiam organizować życie rodzinne: kolacje dla przyjaciół, wyjścia do teatru. Ryszard jest od wielkich rzeczy, ale też potrafi wszystko w domu zrobić. Lubimy na przykład wspólnie gotować.

A myślałam, że nie gotujesz.

- Ta moja pasja. Za miesiąc wydaję własną książkę kucharską ze zdrowymi przepisami "Życie ma smak".

Rzadko bywacie razem na salonach.

- Ryszard nie lubi takich imprez i ja to szanuję. To jest przyzwolenie na bycie sobą w małżeństwie.

Nigdy nie było kryzysów?

- Nie mogę powiedzieć, że nasze małżeństwo zawsze było idealne, bo bym skłamała. Oczywiście, że mieliśmy kryzysy. Wyszliśmy z nich tylko dzięki szczerym rozmowom i elastyczności, bo potrafiliśmy się poprawić. Nigdy jednak nie miałam zamiaru zmieniać mężczyzny, jedynie podpowiadałam mu co lubię. Kiedyś Ryszard, wiedząc, że lubię białe kwiaty, przyszedł z fioletowymi. Popatrzyłam na niego i mówię: "Co to ma być, chyba jakiś rozwód", a on na to, że nie było innych w sklepie. Ale za godzinę przyszedł z białymi. Trzeba umieć wyciągać wnioski z błędów.

Jesteście szczerymi rodzicami?

- Oczywiście, zawsze dużo rozmawialiśmy z naszymi synami, a jeśli krytykowaliśmy, to tylko pozytywnie. Nigdy też nie wychowywaliśmy ich w strachu, tylko w miłości. Nie bali się mówić o trudnych sprawach. Dlatego nie było ekstremalnych sytuacji z narkotykami czy alkoholem.

A to prawda, że mówicie sobie wszyscy po imieniu?

- Czasem tak, czasem nie. Wszystko zależy od sytuacji i synowie potrafią wyczuć tę granicę. Młodszy Aleks powiedział mi ostatnio, że cieszy się, iż nie przekroczyliśmy z nimi takiego totalnego luzu, tej granicy intymności. Oni wiedzą, że jesteśmy ich rodzicami, filarami rodziny. I to jest fajne.

Macie wspólne rytuały?

- Obchodzimy hucznie urodziny każdego z nas, spędzamy święta. Ale synowie już z nami nie mieszkają. Marcin ożenił się i ma własną rodzinę, Aleks studiuje w Mediolanie biznes i ekonomię. Teraz celebrujemy czas z mężem!

Czyli przeżywacie drugą młodość!

- O tak! Więcej wyjeżdżamy, umawiamy się na randki, potrafimy wieczorem zrobić kolację, przy muzyce, z lampką szampana, zatańczyć, choć mój mąż - jak już wspomniałam - drygu do tańca nie ma. Wiele razy mówię swojemu mężowi: "Co ja bym bez ciebie zrobiła". Wiem, że to jest człowiek, który zawsze przy mnie będzie, cokolwiek by się ze mną nie stało. Po 28 latach bycia razem rozumiemy się bez słów.

Nauczyłaś go tego twojego szaleństwa. Przyznaj się, ile lat ma twoja dusza?

- Syn Aleks mówi, że czasem jestem młodsza od jego koleżanek (śmiech). Tomek Barański też do mnie mówi często: "Mary, ty zachowujesz jak dziecko". I to jest fajne, bo to dziecko w sobie zawsze trzeba mieć, wtedy człowiek żyje dłużej.

Masz problem z przemijaniem?

- Nie, czasu nie można zatrzymać, ale ja zawsze żyłam na 100 procent, korzystam z życia tyle ile się da, bez lęku i strachu. Mogę się starzeć, chciałabym natomiast do końca życia pracować, zajmować się aktywizacją kobiet po 50., pisać książki, robić programy. To jest moje marzenie, bo resztę już mam.

A gdybyś miała porównać się do jakiejś filmowej postaci... Byłabym wszystkimi komediowymi postaciami, granymi przez Meryl Streep!

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Rozmawiała: Aleksandra Jarosz

Dowiedz się więcej na temat: Mariola Bojarska-Ferenc

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje