Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Małaszyński na skraju wyczerpania

Bliscy już zaczynają się o niego martwić...

Wydaje się, że Paweł Małaszyński (36 l.) wziął na swoje barki zbyt duży ciężar. Mówi się, że za niebagatelną kwotę ponad miliona złotych kupił piękne, luksusowe mieszkanie nieopodal malowniczego parku na warszawskich Szczęśliwicach.
Trudno się dziwić, że taka inwestycja poważnie nadszarpnęła jego budżet. Na dodatek zdjęcia do seriali Lekarze i Misja Afganistan (13-odcinkowa opowieść o polskich żołnierzach pełniących służbę w Afganistanie), w których występuje, wkrótce się skończą, a o nowych kontraktach dla aktora na razie nic jeszcze nie słychać...
Zapewne dlatego Paweł przez całe wakacje pracował niemal bez wytchnienia. Zdarzało się często, że samotnie przemierzał samochodem całą Polskę, by zagrać z ukochanym zespołem koncert w jakimś klubie, a potem niemal nieprzytomny ze zmęczenia docierał rankiem na plan serialu.
Nic dziwnego, że bywał w kiepskiej formie. Ale jak długo można pracować w ten sposób? Takie szarpiące nerwy i zdrowie życie w ciągłym pędzie, wieczne martwienie się o zapewnienie rodzinie finansowego bezpieczeństwa mogłyby złamać nawet najtwardszy charakter.
Aktor już przed laty dał się poznać jako kochający mąż i odpowiedzialny ojciec. Od 2002 roku z żoną Joanną Chitruszko i 8-letnim dziś synem tworzą wspaniałą rodzinę. Małaszyński wielokrotnie opowiadał o nich z czułością. Miejmy nadzieję, że zauroczenie niepewną karierą wokalisty rockowego jest chwilowe i gwiazdor wróci do dawnego, spokojniejszego stylu życia, a przede wszystkim do ról, za które publiczność go kocha...

Reklama

SP

nr 37/2012

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »