Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Majdan, Górniak, Rusin - o tych rozstaniach trudno zapomnieć

Show-biznes kocha zaskakujące romanse i bajkowe śluby, ale jeszcze bardziej głośne rozstania - najlepiej okraszone wywiadami i szokującymi wyznaniami. W polskiej branży rozrywkowej nie brakuje historii rodem z filmów, choć i zdarzają się, jak to w życiu, sytuacje ocierające się o tragedie. A wszystko to w blasku fleszy... Postanowiliśmy przyjrzeć się najbardziej pamiętnym i zaskakującym rozstaniom, które w ostatnich 20 latach rozgrywały się na oczach milionów Polaków.

Królowa jest tylko jedna, a król... 

Doda lubi być pierwsza, a tron to stały element jej scenicznej estetyki. W zestawieniu dotyczącym rozstań również musi znaleźć się na szczycie, bo każdym jednym żyła cała Polska.

Zaczęło się od ultra medialnego związku z Radosławem Majdanem, którego koniec był równie huczny, co cały dotychczasowy przebieg. W kwietniu 2007 Doda pojawiła się w "Dzień Dobry TVN", aby porozmawiać o swojej nadchodzącej solowej płycie. Nieoczekiwanie jednak kontrowersyjna gwiazda rozpoczęła wizytę od "wygłoszenia orędzia do narodu", w którym poinformowała telewidzów, że rozwodzi się z Majdanem.

Reklama

Wokalistka zasugerowała jednocześnie, że powodem są liczne zdrady piłkarza i "każdy mężczyzna zasługuje na drugą szansę, ale u boku innej kobiety". Wyznanie rozpętało prawdziwą medialną burzę, która zdawała się nie mieć końca. Doda pozowała później na okładce dwutygodnika "Viva!" z diamentowymi łzami i nagłówkiem: "Kocham, ale się rozwodzę", a pierwszy solowy singiel "Katharsis" opowiadał o rozpadzie małżeństwa. Co ciekawe, wystąpił w nim... Radosław.

Kolejne miesiące przyniosły zabawy w kotka i myszkę z mediami, bo pomimo ogłoszenia rozwodu, para była coraz częściej widywana razem. W końcu w styczniu 2008 odbyła się rozprawa rozwodowa, na którą Doda przyjechała słynnym białym Porsche, a jej przebieg relacjonowały na żywo raczkujące wtedy portale plotkarskie. Ach, cóż to były za czasy!

Początkowo wydawało się, że pomimo rozstania, eks para będzie nadal pałać do siebie sympatią, ale gdy Doda zaczęła opowiadać o zdradach Majdana w gazetach, on zrewanżował się tym samym w swojej książce, jasne było, że o sympatii mowy być nie może. Wciąż jednak liczymy, że "Doda i Radzio" przekażą sobie kiedyś znak pokoju...

W podobnych okolicznościach zakończyła się kolejna relacja Dody, tym razem z Nergalem. Para spotykała się zaledwie rok, gdy w 2010 u muzyka zdiagnozowano białaczkę. Rabczewska ruszyła na pomoc ukochanemu, mobilizując setki tysięcy osób do rejestracji w bazie dawców szpiku Fundacji DKMS, a swój recital w Opolu zakończyła romantycznym coverem hitu Anny Jantar zmieniając wersy refrenu na "Wszystko może wiecznie trwać".

Niestety, gdy Nergal wyzdrowiał, postanowił zmienić swoje życie i okazało się, że nie ma już w nim miejsca dla Dody. Wokalista Behemotha w mało dżentelmeński sposób poinformował ją o rozstaniu... esemesem, a w swojej książce zarzucił Dodzie, że czuwając przy jego szpitalnym łóżku, oglądała na laptopie zdjęcia butów. Słusznie rozczarowana i zraniona gwiazda próbowała żartować, że dzięki swoim eks jest najpopularniejszą postacią literacką w Polsce, ale wkrótce zastąpiły to duże ostrzejsze słowa. I choć w życiu Dody wiele było pojednań, w to z Nergalem chyba nikt nie wierzy - łącznie z samymi zainteresowanymi. 

Można by tu jeszcze wymienić rozstanie z Błażejem Szychowskim, ale blednie ono w porównaniu z tym, co wydarzyło się na finiszu kolejnego związku Dody, tym razem z Emilem Haidarem. Były huczne zaręczyny, miał być ślub, a skończyło się historią jak z filmu Patryka Vegi.

Po rozstaniu pary pod koniec 2015 rozpoczął się prawdziwy sądowy serial, w którym Rabczewska oskarżana jest przez swojego eks o wszystko co najgorsze, łącznie z próbą wyłudzenia ogromnych pieniędzy i bycia częścią organizacji przestępczej mającej grozić Haidarowi.

To ostatnie oskarżenie skończyło się doprowadzeniem Dody przed prokuraturę przez policję i prawdziwym spektaklem medialnym, w którym nawet najwierniejsi fani piosenkarki mogą się pogubić. Doda od początku robi dobrą minę do złej gry i twierdzi, że jest niewinna, ale jedyna pewna rzecz w tej sprawie to to, że nigdy nie żałowała mocniej żadnego związku, jak tego z Emilem Haidarem.

Złota klatka Górniak

Jeśli ktoś mógłby rzucić Dodzie rękawicę w kontekście medialnych rozstań, to zdecydowanie Edyta Górniak i byłaby to bardzo wyrównana walka.

Rozwód wokalistki i Dariusza Krupy był jednym z najgorętszych wydarzeń w show-biznesie w 2009. O odpowiednią temperaturę wyznań zadbała oczywiście sama Edyta, która wystąpiła topless na okładce "Vivy!" i ogłosiła: "Wybrałam wolność!". 

Czytelnicy mogli dowiedzieć się o nieudanej relacji z Krupą niemal wszystkiego, a Górniak malowała obraz uwięzionej w złotej klatce artystki, którą mąż (i jednocześnie menadżer) odciął od świata i kazał śpiewać na chałturach w centrach handlowych. Artystka zdradziła też m.in., że partner zabrał jej nawet dowód osobisty i nie pozwolił na zrobienie prawa jazdy.

Sam Krupa po rozwodzie zdawał się radzić sobie świetnie, ale w 2014 doszło do tragedii. Były mąż Górniak potrącił ze skutkiem śmiertelnym 63-letnią kobietą, a badania wykazały, że spożywał narkotyki. W 2017 sąd skazał go na 6 lat pozbawienia wolności, a w 2020 wyszedł na wolność w ramach zwolnienia warunkowego. 

Od rozwodu pary minęło już ponad 10 lat, ale Krupa był przez ten czas mocno obecny w niemal każdym wywiadzie Górniak. Jak na ironię, na wspomnieniach o byłym mężu niemal w całości oparty był program "My Way", w którym piosenkarka robiła... prawo jazdy.

Na ten moment Edyta woli rozprawiać o teoriach spiskowych i powątpiewać w realność pandemii, więc ciężko nam zdecydować, co tak naprawdę jest gorsze. Jedno jest pewne - związek z Krupą skutecznie zniechęcił Górniak do instytucji małżeństwa, bo przez ponad dekadę nawet przez moment nie była bliska powiedzenia "tak" po raz kolejny.

Do tanga trzeba... trojga?

Małżeństwo Kingi Rusin i Tomasza Lisa wydawało się perfekcyjne. Oboje świetnie radzili sobie w mediach, wychowywali dwie piękne córki, spekulowało się nawet o prezydenckich ambicjach Lisa. Czar prysł w 2006, gdy po 12 latach od ślubu para zdecydowała się na rozwód. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że krótko po tym, a niektórzy twierdzą, że to był nawet powód rozwodu, dziennikarz związał się z Hanną Smoktunowicz, uważaną powszechnie za najlepszą przyjaciółkę Rusin i... świadkową na ich ślubie.

Wybuchł oczywiście towarzyski skandal, a media dostały do rąk najgorętszą historię, jaką tylko można sobie wyobrazić.

Rok później odbył się ich cichy ślub, a Hanna przyjęła nazwisko męża. Kinga Rusin z kolei "odkryła swoją kobiecość" w "Tańcu z Gwiazdami", zwyciężając show i rozpoczynając kompletnie nowy etap nie tylko swojego życia, ale i kariery.

Wszystkie zaangażowane w tę telenowelę strony dość zdawkowo wypowiadały się na jej temat w mediach, choć oczywiście nie brakowało delikatnych aluzji i złośliwości. Małżeństwo Tomasza i Hanny Lisów również nie przetrwało, ale do dzisiaj sama wizja konfrontacji Kingi i Hanny np. podczas jednego eventu to marzenie dziennikarzy tabloidów.

Gdy dziennikarka wzięła udział w "Azji Express" i miała pojawiać się jako gość śniadaniówki TVN (którego gwiazdą była Kinga), żeby promować show, gazety spekulowały, że osoby odpowiadające za grafik programu stawały na głowie. Wszystko po to, aby na wizji nie doszło przypadkiem do spotkania obu pań. A my, trochę przekornie, na to spotkanie czekamy... Koniecznie przed kamerami!

Bajka ze smutnym zakończeniem

O życiu uczuciowym, ślubach i rozwodach Michała Wiśniewskiego można by napisać książkę i prawdopodobnie nie skończyłoby się na jednym opasłym tomie. Nie ma natomiast wątpliwości, że najgłośniejszym jego małżeństwem i ostatnim, które kogoś ekscytowało, było to z Mandaryną. Nie mogło być inaczej, wszak już ślub pary w 2003 był transmitowany na żywo w telewizyjnym show wokalisty "Jestem, jaki jestem" prosto z... bieguna północnego. Uroczystość była z pewnością kamieniem milowym w historii polskiego show-biznesu i zapewne nikt już tej ceremonii nie przebije.

Bajka nie trwała jednak długo, bo zakochanych szybko dopadł kryzys, który pogłębiał się proporcjonalnie do wzrostu popularności Mandaryny i rozkwitu jej kariery muzycznej.

Gdy na listach przebojów królowało słynne "Ev'ry Night", tabloidy były już pewne, że to koniec jej małżeństwa z czerwonowłosym wokalistą. Okoliczności ich rozstania do dziś są owiane wieloma legendami, a jedna z nich mówi, że to właśnie Wiśniewski stał za wypuszczeniem do sieci nagrania, na którym jego żona niemiłosiernie fałszuje. Miał to być sposób, aby odwieść ją od występu na żywo podczas Festiwalu w Sopocie w 2005.

Mandaryna pozostała niezłomna, a plotka głosi, że Michał zadzwonił do niej tuż przed wejściem na scenę i oświadczył, że jeśli to zrobi, on złoży pozew o rozwód. Czy tak rzeczywiście było? Tego prawdopodobnie już się nie dowiemy, ale faktem jest, że tego wieczoru zakończyła się zarówno muzyczna kariera Mandaryny, jak i jej małżeństwo z Wiśniewskim.

Przez wiele lat po rozwodzie Michał i Mandaryna nie pozostawali w zbyt ciepłych stosunkach, ale teraz wydaje się, że to już przeszłość i oboje próbują żyć w zgodzie dla dobra dzieci: dorosłych dzisiaj Xaviera i Fabienne. Więc może ta bajka ma jednak jakiś happy end?

Figura i złamanie ślubów milczenia

W rozwodowych podsumowaniach dużo żartujemy z okładek "Vivy!" czy "Gali", bo większość z nich kiepsko się zestarzała, a niektóre nagłówki wywołują jedynie uśmiech politowania. Zdarzały się też jednak takie publikacje, które nie tylko zapisały się w historii polskiego show-biznesu, ale i pomogły w słusznej sprawie.

Jedną z nich był okładkowy wywiad z Katarzyną Figurą w 2012, w którym słynna aktorka wyznała, że jest ofiarą przemocy domowej, a jej 14-letni związek z Kaiem Schoenhalsem jest toksyczny.

- Przez czternaście lat ukrywałam, jak wygląda moje prywatne życie. Dlaczego? Która kobieta chce się przyznać, że tkwi w toksycznym związku? Że jest poniżana, upokarzana, bita? I co najgorsze pozwala na to! W końcu postanowiłam się wyzwolić. Przede wszystkim dlatego, by ratować dzieci... To była szarpanina, plucie w twarz, bicie w głowę, kopanie. Wiesz, jak bardzo boli, jak ktoś cię kopnie w kość piszczelową? Dziś największą pretensję mam do siebie, że pozwoliłam mu się upokarzać - mówiła boleśnie szczerze Figura.

Organizacje kobiece poparły gwiazdę i podkreślały, jak ważne jest to, aby kobiety mogły powiedzieć głośno o swoim koszmarze. A ten aktorki nie skończył się w chwili publikacji wywiadu, bowiem przed nią była wieloletnia batalia sądowa z mężem. Mężem, bo formalnie Figura i Schoenhals wciąż są małżeństwem! Finalizacja długiego i brutalnego rozwodu była blisko przed rokiem, ale pandemia pokrzyżowała plany gwiazdy i wciąż czeka na ostatnią rozprawę. Ta ma się odbyć w połowie tego roku. Trzymamy kciuki!

H jak hipokryzja i Dominika Figurska

Dominika Figurska kreuje się w ostatnich latach na sumienie narodu i opiekunkę moralności, która zagląda ludziom do łóżek i próbuje dyktować kobietom, co mogą robić, a czego nie ze swoimi ciałami.

Twierdzi, że jest blisko Boga i zapewne ta boska ręka próbowała ją wprowadzić do świata polityki. Kiedyś jednak ta trzecioligowa aktorka odegrała rolę życia, która zapisała się w pamięci widzów bardziej niż jakiekolwiek jej popisy na szklanym ekranie. Figurska od kilkunastu lat związana jest z Michałem Chorosińskim, z którym mają szóstkę dzieci. Ale droga do wspólnego szczęścia była w ich wypadku bardzo kręta...

Przed 15 laty głośno było o rozstaniu pary i romansie Dominiki z 10 lat starszym reżyserem i kompozytorem. Romans nie trwał długo, a prasa co i rusz donosiła o tym, że Figurska "jednak" wraca do męża. Nawet najwytrwalsi tabloidowi detektywi mieli problem, żeby połapać się w tych powrotach i rozstaniach. Jeszcze większy znak zapytania pojawił się, gdy wyszło na jaw, że aktorka "M jak Miłość" jest w ciąży. Pytanie "z kim?" naturalnie aż cisnęło się na usta i do dziś jest to kwestia dość mglista, choć ostatecznie Chorosiński uznał je za swoje.

Wydawać by się mogło, że osoba z tak barwną przeszłością, w której nie ma przecież niczego złego, powstrzyma się od publicznego pouczania innych ludzi i dawania małżeńskich porad, a jednak! Najwyraźniej św. Faustyna, która uratowała małżeństwo Figurskiej, o czym sama gorąco zapewnia w wywiadach, pomogła jej też zapomnieć o własnych grzeszkach.

Być może święci mają krótką pamięć, ale za to ludzie i media bardzo dobrą, więc regularnie wytykana jest jej kosmiczna hipokryzja. Na miejscu Dominiki poszukalibyśmy innej patronki, np. w osobie św. Katarzyny Laboure, którą określa się "świętą milczenia". Amen!

Kryzys wieku średniego nigdy nie bolał bardziej

Kazimierz Marcinkiewicz mógł w pewnym momencie pochwalić się wszystkim: stanowiskiem premiera rządu w CV, szczęśliwą rodziną i obiecującą karierą dla potentata bankowego Goldman Sachs. Wszystko legło w gruzach w 2009, gdy świat dowiedział się, że polityk zostawił żonę dla młodszej o 22 lata "Isabel z Londynu" czyli Izabeli Olchowicz. Para jeszcze tego samego roku zdecydowała się na ślub, który został przypieczętowany, a jakże, okładką "Vivy!" z nagłówkiem "Miłość na przekór światu". 

Deklaracja wystarczyła na nieco ponad 5 lat. W 2014 Izabela uległa wypadkowi, wskutek którego doznała trwałego uszkodzenia ręki i od tamtej pory nosi specjalne usztywnienie w okolicach ramienia i barku. Dwa lata później zakochani nie byli już razem i rozpoczęła się prawdziwa batalia sądowa dotycząca rozwodu i alimentów.

Rozwód został sfinalizowany w 2018, ale walka o wysokość alimentów wydawała się nie kończyć. W końcu sąd przyznał Izabeli alimenty w wysokości 5000 złotych miesięcznie. W międzyczasie eks małżeństwo nie szczędziło sobie gorzkich słów na łamach mediów, a publiczne pranie brudów sięgnęło zenitu, gdy Isabel opublikowała w sieci kompromitujący filmik z udziałem byłego premiera siedzącego w toalecie. 

W 2019 Kazimierz Marcinkiewicz ogłosił na Facebooku, że prześladowanie ze strony byłej żony uniemożliwia mu ponowny start w polityce i jakąkolwiek inną karierę, więc wycofuje się z życia publicznego. "DOSYĆ TEGO, JA TEŻ MAM PRAWO ŻYĆ!" - zakończył swój wpis. Obu stronom wypada chyba tylko życzyć... powodzenia?

Plotkarska żyła złota

Znacie to uczucie, gdy wstydzicie się za kogoś? Powinno brzmieć znajomo w kontekście rozstania Piotra Żyły i jego byłej już żony, Justyny. Pierwsze plotki o kryzysie w małżeństwie jednego z najpopularniejszych polskich skoczków narciarskich pojawiły się na początku 2018, ale nic nie wskazywało na to, że trwający ponad dekadę związek rozpadnie się w tak dramatycznych okolicznościach.

Lawinę rozpoczęła publikacja "Faktu". Dziennik ogłosił na swoich łamach, że Żyła nie mieszka już z żoną i dwójką dzieci. To z kolei wywołało do tablicy Justynę, która opublikowała na Instagramie krótki, acz treściwy post.

"Tak, to prawda, ten wasz wspaniały Piotr Żyła zostawił mnie i dzieci, bo tak, bo nie potrafi żyć w rodzinie (połowa winy po mojej stronie, kiedy wyrzuciłam go z domu jak mnie uprzejmie poinformował, że ma kochankę). Nie mam zamiaru już kłamać" - mogliśmy przeczytać.

Nie da się ukryć, że Justyna dotrzymała słowa, bo przez kolejne miesiące i w końcu lata (!) nie ustawała w informowaniu świata o "prawdzie" i kulisach rozwodu.

Piotr Żyła zdementował zarzuty małżonki i twierdził, że powodem rozstania nie była inna kobieta. Licytacja na łamach mediów trwała w najlepsze, co okazało się świetną trampoliną do kariery dla Justyny. Zaczęła się mocno, bo od rozbieranej okładki "Playboya" z niezapomnianym nagłówkiem "Góralu, czy ci nie żal?", a skończyło na "Tańcu z gwiazdami" i nieudanej próbie prowadzenia programu mającego... godzić zwaśnione pary.

Żyła w roli prowadzącej nie była zbyt przekonująca, tym bardziej że publicznie wciąż toczyła wojnę z mężem. Padły nawet bardzo poważne zarzuty w stronę sportowca, dotyczące m.in. grożenia żonie pobiciem i zastraszania. 

W listopadzie 2018 sąd orzekł o rozwodzie pary i wydawało się, że to koniec tej medialnej opery mydlanej. Co więcej, miał nas czekać happy end i publiczna przyjaźń byłych małżonków, którzy oficjalnie sobie "wybaczyli". Oczywiście do czasu, bo po kilku miesiącach znów byliśmy świadkami ich internetowych przepychanek, czy to dotyczących poważnych spraw, jak choćby kontaktu z dziećmi, czy też bardziej żenujących analiz sms-ów Piotra Żyły, których w rozmowie z dzieckiem nazwał jego matkę "brzydką". W końcu Justyna opublikowała wymowny wpis pokazujący zniszczone pamiątki po byłym mężu z deklaracją, że zamyka ten rozdział i zaczyna nowe życie.

Nowe życie rozpoczął również Piotr i związał się z Marceliną Ziętek, co niekoniecznie spodobało się jego byłej żonie, która w wywiadach określała parę mianem "zakłamanych ludzi".

Żyła opublikował też treści wiadomości z pogróżkami pod adresem nowej partnerki, które otrzymywał od wściekłej eks. Na Ziętek spadł hejt ze strony obserwatorów Justyny i sytuacja eskalowała do punktu, w którym kobieta postanowiła zainterweniować w sądzie. Wśród pozwanych znalazła się podobno sama Justyna, której za groźby karalne może grozić nawet do 2 lat więzienia. Cokolwiek się wydarzy, jesteśmy pewni, że to jeszcze nie koniec. Niestety.

Z jednej strony chcielibyśmy życzyć wszystkim wielkiej miłości do końca życia, z drugiej zaś show-biznes bez rozstań i filmowych rozwodów byłby trochę nudny. Z czasem porozwodowe sesje i wywiady w kolorowych magazynach zostały zastąpione przez skrupulatnie przygotowane oświadczenia na Instagramie, ale jedno się nie zmieniło - chęć towarzyszenia gwiazdom podczas zamykania tak ważnego rozdziału w życiu, jakim jest małżeństwo. I jakkolwiek to źle zabrzmi, czekamy na kolejne śluby i... rozwody!

Przygotował: Piotr Grabarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »