Przejdź na stronę główną Interia.pl

Magda Ogórek napisała książkę. Śmieje się z niej internet: Mały pamiętniczek

Magda Ogórek (38 l.) napisała książkę "Lista Wachtera", z której czytelnicy mogą się dowiedzieć m.in., co lubi jeść i w jakim nastroju bywa była kandydatka na prezydenta.

"Listy Wachtera" to książka o replice obrazu Bruegla "Walka postu z karnawałem" zrabowanej przez niemieckiego okupanta z Muzeum Narodowego w Krakowie. Na swoje dzieło prezenterka TVP otrzymała dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Reklama

Czytelnicy, którzy sięgnęli po 450-stronicową pozycję, nie kryli zapewne zdumienia, czytając o... preferencjach żywieniowych Ogórek.

Magda postanowiła bowiem nieco urozmaicić lekturę i przekazać czytelnikom kilka smaczków ze swojego życia prywatnego.

W książce o zaginionej replice Ogórek pisze m.in. o herbacie z cytryną, którą uwielbia, "najsłynniejszym ciastku Europy, w którym dłubie widelcem bez przekonania" czy nastrojach, w jakich się znajduje.

"Wiedeń, koniec września 2015. Ciepły wiatr owiewa mi twarz na Ringstrasse, w samym centrum tętniącego życiem miasta. Za mną kilka burzliwych miesięcy kampanii prezydenckiej, przede mną, mam nadzieję, wieczność. Powoli opada wyborczy kurz, organizm od dawna domaga się chwili wytchnienia. Ruszam po owe wytchnienie do Wiednia - w nadziei na uspokojenie kampanijnych emocji" - czytamy we fragmentach udostępnionych przez wydawnictwo.

Dalej jest jeszcze ciekawiej. Ogórek notuje, że "po wyjściu z galerii przemaka do suchej nitki, gdyż wrześniowy deszcz zmienia się w rzęsistą ulewę". Biegnie więc do kawiarni Sachera i zamawia duży kawałek tortu czekoladowego i gorącą herbatę z cytryną.

"Spoglądam przez szybę na zalany deszczem Wiedeń i czuję, jak ogarnia mnie uczucie bliżej nieokreślonej melancholii. Czyżby udzielił mi się niepokój norweskiego artysty? Dłubię widelcem bez przekonania w najsłynniejszym ciastku Europy, którego receptura jest pilnie strzeżona od 1832 r.".

Łakoć nie jest jednak w stanie pocieszyć Magdę. Melancholia jest tak silna, że 38-latka odpływa.

"Austro-węgierska, rozpływająca się w ustach słodycz nie jest w stanie złagodzić mi tej szczypty goryczy, jaką wynoszę z wystawy grafik od Muncha, co więcej, zacinający deszcz sprawia, że kontury ulicy, widoczne za szybą, zdają się rozmywać, jak na obrazach artysty. Jakoś inaczej gra teraz walc wiedeński, płynący z głośników kawiarni" - notuje.

W innym miejscu Ogórek pisze o przenikliwym chłodzie, który ją ogarnia oraz pewnym zimnym poranku nad Wełtawą, kiedy rozgrzewa ją dopiero... ulubiona herbata z cytryną:

"Po 6:00 budzą mnie pierwsze promienie słońca. Przez moment leżę nieruchomo w łóżku, ale po chwili odrzucam ciepłą kołdrę i wstaję. Dzień ponownie zapowiada się upalny, choć ja zmarzłam tej nocy. Dopiero podczas śniadania udaje mi się rozgrzać czarną herbatą z cytryną. Gdy po godzinie wychodzę z hotelu, słońce nad Wełtawą przygrzewa już mocno. Dokładnie taki sam słoneczny dzień jest we wrześniu 1941 r. Do Pragi przybywa kat Hitlera, Reinhard Heydrich, nowy Protektor Czech i Moraw".

Czytelnicy nie szczędzą Magdzie Ogórek krytyki. Zarzucają jej grafomanię i śmieją się z formy książki przypominającej "mały pamiętniczek".

"Żenująca, infantylna forma. Bardzo niski poziom researchu (znana kwestia w przypadku autorki - wydział historyczny pozdrawia) i odstraszają narracja przypominająca karykaturę 'małego pamiętniczka'" - można przeczytać w jednej z opinii.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje