Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maciej Orłoś pierwszy raz tak szczerze o swoim odejściu z "Teleexpressu"!

Maciej Orłoś (56 l.) przerywa milczenie na łamach tygodnika Tomka Lisa...

Prezenter przez 20 lat prowadził popularny serwis informacyjny TVP1, którego był główną twarzą.

Reklama

Nic więc dziwnego, że jego niespodziewane odejście wywołało ogromne poruszenie i oburzenie wśród widzów "Teleexpressu".

Orłoś odszedł z pracy niedługo po tym, gdy szefem serwisu został Klaudiusz Pobudzin, który przez lata pracował w telewizji Rydzyka.

Wielu zaczęło więc wiązać ze sobą oba fakty, uznając że Orłosia wykurzyła z Woronicza "dobra zmiana"!

Sam zainteresowany nie chciał komentować tych rewelacji. Do teraz...

Właśnie ukazał się nowy numer "Newsweeka", w którym Orłoś opowiada o kulisach jego odejścia z "Teleexpressu".

Co skłoniło Maćka do podjęcia tak radykalnej w swoim życiu decyzji?

"To była chyba sprawa Jurka Owsiaka - wspomina. Gdzieś w okolicy lutego jest podawany bilans Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a Orkiestra zawsze była w "Teleexpressie" obecna. Tym razem, i mogę sam się też przyznać do błędu, że się za późno zorientowałem, nie było na ten temat ani słowa. 

Dlaczego? Bo nikt nie zgłosił tematu. To są ci sami ludzie, zespół, mamy do siebie zaufanie. To co się stało? Czy nikt nie zgłosił, bo wiedział, że to będzie zrzucone? Wydawca mi powiedział, że jest zapis na Jurka Owsiaka" - wyjawia Orłoś.

Prezenter zdradził, że zmiany w programie zaczęły iść w złym kierunku. Czarę goryczy przelało pojawienie się nowego szefa z TV Trwam!

"Nigdy nie było sytuacji, żebym coś czytał pod przymusem. Ale widziałem, że to w taką stronę idzie. Będzie coraz gorzej. (...) Zobaczyłem, że cały ten obszar symbolicznego Placu Powstańców coraz bardziej się zagęszcza. Że jest coraz więcej osób, które przychodzą z różnych miejsc typu Telewizja Republika albo Telewizja Trwam. 

Ludzie nie ufają sobie wzajemnie, nie wiadomo, co przy kim można powiedzieć, że to zostanie doniesione. Zaczynamy mówić przyciszonymi głosami, boimy się rozmawiać przez telefon. I to nie są żarty, tylko prawdziwe obawy. "Teleexpress" zawsze był zieloną wyspą, a tu trzeba było porzucić złudzenia, że pozostaniemy oazą wolności słowa. Zmiana szefa na wiadomo kogo upewniła mnie, że podjąłem dobrą decyzję" - dodał Maciej.

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Orłoś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje