Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Książę Harry nie był mile widziany na pogrzebie! Kompletnie go zignorowały...

W sobotę odbył się pogrzeb księcia Filipa. W ceremonii wzięła udział tylko najbliższa rodzina, w tym Harry, który na tę okazję przyleciał ze Stanów Zjednoczonych. Okazuje się, że nie wszystkim spodobała się jednak jego obecność...

Reklama

Książę Harry wrócił w swoje rodzinne strony za sprawą śmierci swojego dziadka. Wnuk był obecny na pogrzebie męża Elżbiety II, ale nie towarzyszyła mu żona Meghan Markle.

Reklama

Okazało się, że stan zdrowia ukochanej nie pozwalał na tak daleką podróż. Tak przynajmniej twierdzi.

Gdy wzruszająca ceremonia zakończyła się, przyszła kolej na wielkie pojednanie braci! Po wyjściu z królewskiej kaplicy Harry i William zostali przyłapani na wspólnej rozmowie.

Książę Harry próbował pojednać się z rodziną

Brytyjskie tabloidy głoszą również, że zbuntowany książę rozmawiał także ze swoim ojcem Karolem.

Niektórzy Windsorowie nie przywitali go jednak z otwartymi ramionami. Wszystko za sprawą głośnego wywiadu książęcej pary z Oprah Winfrey, w którym to padły niewybredne słowa w kierunku rodziny Harry’ego.

Okazuje się, że szczególny żal do wnuka Elżbiety II ma księżniczka Anna, która miała być tą, która dopytywała o kolor skóry Archiego.

Nie miała tego robić ze złych pobudek, a jedynie rozprawiając o podobieństwie synka do rodziców.

Córka Elżbiety II nie odezwała się więc do młodszego brata Williama ani słowem. Podobnie uczyniła hrabina Wessex Zofia.

Czy Harry’emu uda się jeszcze odbudować zszarganą reputację?


pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: książę harry

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »