Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krzysztof Szewczyk: Emerytem nie będę

W latach 80. Krzysztof Szewczyk (71 l.) prowadził w TVP wiele programów rozrywkowych, m.in. "Przeboje Dwójki" i "Jarmark". Później z Marią Szabłowską "Wideotekę dorosłego człowieka". Choć jest już po 70., nie wybiera się na emeryturę. Na co dzień jest prezesem świetnie prosperującej firmy kosmetycznej.

70 lat po piękny wiek. Pan też tak uważa?

Krzysztof Szewczyk: - Owszem, ale nie czuję się emerytem. Mentalnie to dla mnie odległa sprawa. Być może z powodu mojej mamy, która na początku sierpnia skończyła sto lat i świetnie się czuje. Kiedy przynoszę jej gazety z krzyżówkami, to na ich rozwiązanie potrzebuje zaledwie kilkunastu minut. Mam nadzieję, że odziedziczyłem po niej dobre geny i dożyję tak sędziwego wieku w równie dobrym zdrowiu.

Jak to się stało, że został pan biznesmenem?

Reklama

- Wszystko zaczęło się przez przypadek w 1990 roku. Zostałem dyrektorem artystycznym Bałtyckiego Festiwalu Piosenki w szwedzkim Karlshamn. Polska powoli otwierała się na świat. Pomogłem sponsorom koncertu nawiązać kontakty handlowe z naszym krajem. Potem okazało się, że szukają przedstawiciela w Polsce i zaproponowali mi pracę. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Dzisiaj w firmie pracuje 150 osób, a ja jestem jej prezesem.

Czyli studia na handlu zagranicznym się przydały?

- I to bardzo. W czasach PRL-u marzeniem chłopaka z centralnej Polski było morze. Chciałem pływać, dlatego wybrałem studia w Sopocie na wydziale ekonomiki transportu morskiego. Ale kiedy zobaczyłem, jak wygląda życie marynarza, to zrezygnowałem i wybrałem radio...

Dobrze się w nim zarabiało?

- To były zarobki! Stać mnie było na kupno włoskiego fiata mirafiori za ponad trzy tysiące dolarów! Na tamte czasy to była ogromna suma. W radiu byłem tzw. kominiarzem - dużo pracowałem i dużo zarabiałem. Do tego jeździłem po kraju jako konferansjer, prowadziłem koncerty największych ówczesnych gwiazd.

Tęskni pan za "Wideoteką dorosłego człowieka"?

- Mam ogromny sentyment do tego programu. Cieszył się wielkim zainteresowaniem widzów. Niestety, nikt nie liczył się z ich głosem i został zdjęty z anteny.

Lubi pan nic nie robić?

- Nie jestem typem, który siedzi na działce. Dużo podróżuję. Mam wiele pomysłów, energii i staram się być aktywny. Rano jeżdżę na rowerze, a wieczorem chodzę na długie spacery. Cały czas interesuję się muzyką, jeżdżę na koncerty. Mam co robić.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje