Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krzysztof Rutkowski: wylał się na nas hejt, bo nie przedstawiamy wersji, którą ludzie sami wymyślili

Były detektyw uważa, że polscy internauci nie chcą znać prawdy o śmierci Magdaleny Żuk (+27 l.). Są przywiązani do krzywdzącej Egipcjan wersji o handlu ludźmi lub zabójstwie rytualnym. Krzysztof Rutkowski (57 l.) i Maja Plich (32 l.) ustalili jednak, że przyczyną śmierci Polki było załamanie nerwowe. Za ujawnienie tej informacji spotkała ich fala hejtu.

27-letnia Magdalena Żuk zmarła 30 kwietnia w Egipcie. Wyjaśnieniem okoliczności jej śmierci zajęła się polska i egipska prokuratora, a także właściciel agencji detektywistycznej Krzysztof Rutkowski. 

Reklama

Na miejsce zdarzenia wyjechała współpracująca z nim detektyw Maja Plich, która ustaliła, że Polka, wbrew spekulacjom medialnym, nie padła ofiarą przestępstwa. 

"Po sprawdzeniu całej drogi Magdy, która została przez nas minuta po minucie zweryfikowana, doszliśmy do jednego wniosku: nie ma żadnego atrakcyjnego, sensacyjnego czy fałszywego wątku" – mówi były detektyw agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Informacja o zagadkowej śmierci Magdaleny Żuk wywołała falę spekulacji, głównie wśród polskich internautów. Jako przyczynę tragedii sugerowano m.in. handel ludźmi oraz zabójstwo rytualne. 

O związek ze śmiercią Polki posądzano jej chłopaka oraz egipskiego rezydenta opiekującego się wycieczką, w której uczestniczyła Magdalena Żuk. 

Krzysztof Rutkowski zaprzecza tym spekulacjom.

"Doszło do dużej pomyłki ze strony tych, którzy założyli handel ludźmi. Absolutnie jest to wykluczone. Ta dziewczyna poleciała sama do Egiptu z własnej, nieprzymuszonej woli" – mówi były detektyw.

"Nie ma żadnego gwałtu, nie było żadnych narkotyków, przedstawiłam, co się stało: skrajne załamanie psychiczne lub ewentualnie w pierwszych dni miał zator, do którego mogło dojść już w samolocie" – dodaje Maja Plich.

Wyjazd do Egiptu miał być niespodzianką od Magdaleny Żuk dla jej narzeczonego. Chłopak nie mógł jednak wziąć udziału w wycieczce, ponieważ nie zdążyłby przedłużyć ważności paszportu. Polka wyjechała sama – rozczarowanie z powodu nieudanej niespodzianki i poczucie samotności w obcym miejscu mogły, zdaniem Krzysztofa Rutkowskiego, przyczynić się do załamania nerwowego. 

Były detektyw uważa jednak, że polska opinia publiczna nie chce znać prawdy o śmierci Magdaleny Żuk.

"Takie komentarze były przede wszystkim na podbicie internetu, który oczekiwał na tego rodzaju rozwiązanie i zakończenie. Najlepiej spętać sznurem rezydenta, Mahmouda, przyczepić go do koni, przeciągnąć go po pustyni, zaszlachtować" – mówi Krzysztof Rutkowski.

Były detektyw i jego partnerka podkreślają, że konferencją prasową, na której przedstawili wyniki swojego śledztwa, wywołali burzę w internecie. Zdaniem Rutkowskiego internautom nie spodobała się bowiem prawda na temat okoliczności śmierci Magdaleny Żuk.

Do głosu doszły uprzedzenia wobec kultury arabsko-muzułmańskiej i stereotypy dotyczące egipskich mężczyzn.

"Wylał się na nas hejt w internecie za to, że jednak nie przedstawiamy wersji, którą sobie ludzie sami wymyślili. Tu jest ten problem" – oburza się detektyw.

Dowiedz się więcej na temat: rutkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje