Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krzysztof Ibisz: Chciałbym jeszcze się zakochać...

Ostatnie miesiące były dla niego trudne – zmarł jego ojciec. Na szczęście może liczyć na swoją byłą żonę. Przyjaźnią się, tak jakby nadal byli parą.

Znany prezenter opowiada tygodnikowi "Na żywo", jak to jest być singlem i ocenia swoje dwa małżeństwa. Krzysztof Ibisz (54 l.) zdradza też, czego nauczyli go rodzice oraz czy wierzy w kryzys wieku średniego.

Reklama

Podobno cały czas ma pan świetne relacje z byłą żoną, Anną Nowak. To prawda?

Tak, nie zaprzeczam. Ale od razu uprzedzę kolejne pytanie - parą nie jesteśmy. Potwierdzamy tylko, że jest to przyjaźń. Wspieramy się, możemy na siebie liczyć w każdej trudnej sytuacji. Wszystkim życzę tak dobrych relacji z byłymi partnerami. To dużo znaczy dla dziecka. Tym bardziej że nasz syn ma dopiero 13 lat.

Spotykacie się we troje?

Czasem w niedzielę jemy wspólnie obiad, a potem idziemy na rodzinny spacer. A gdy wyjeżdżam gdzieś z synem, Ania odwozi nas na lotnisko... Rozstanie nie musi przecież oznaczać definitywnego końca znajomości. Spotykam coraz więcej par, które przyjaźnią się, choć nie są już razem. Zawsze wkurza mnie, gdy ktoś mówi, że miałem dwa nieudane małżeństwa. Do pewnego momentu one były bardzo udane. A że coś się potem zepsuło... Zdarza się, takie jest życie.

Od rozstania z Patrycją Madejską jest pan singlem?

Już od półtora roku. I przyznam, że ma to swoje dobre strony. Mogę choćby skupić się na rodzinie i swoich pasjach.

Ale chciałby pan jeszcze kiedyś się zakochać?

Oczywiście. Myślę, że każdy, kto jest wolny, by chciał. Miłość nas przecież uskrzydla, powoduje, że jesteśmy szczęśliwsi. To jest cudowny stan.

Ten rok jest dla pana bardzo trudny. Kilka miesięcy temu pożegnał pan ojca...

Tęsknię za nim codziennie, byliśmy bardzo zżyci. Brakuje mi naszych rozmów. Nie było dnia, żebym do niego nie dzwonił. Zostały mi tylko wspomnienia, zdjęcia, nasze nagrane rozmowy o wojnie i czasach jego młodości oraz niewykasowany numer w telefonie. Wierzę jednak, że tata wciąż jest gdzieś obok i czuwa nad całą rodziną.

Był dla pana wzorem?

Po nim odziedziczyłem ambicję, chęć ciągłej pracy nad sobą...

A co zawdzięcza pan mamie?

Przede wszystkim optymizm. Dla niej szklanka zawsze była do połowy pełna. Chciałbym, by moje relacje z synami były tak dobre, jak ja miałem z rodzicami.

Czuje się pan dobrym ojcem?

Staram się poświęcać synom jak najwięcej czasu, choć starszy (20-letni Maksymilian z pierwszego małżeństwa z Anną Zejdler - przyp. red.) ma już swoje życie, jest pełnoletni. Lubimy razem podróżować. Chodzimy na basen, na siłownię. Mamy dużo czasu, żeby o wszystkim porozmawiać.

Czy kryzys wieku średniego ma już pan za sobą?

Nie wierzę w coś takiego. Nazwałbym to drugą lub środkową częścią życia. W każdym wieku można odnaleźć w sobie radość i wdzięczność za to, co nas spotyka. Zawsze z optymizmem patrzę w przyszłość, nawet gdy nie układa mi się najlepiej. Kilka lat temu zrozumiałem, że to, jak postrzegamy świat, jest odbiciem naszego wewnętrznego stanu.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Ibisz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje