Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Krystyna Giżowska dwukrotnie wygrała z rakiem. Wyznała, jak to zrobiła

Kiedy dokładnie 45 lat temu – na początku wakacji 1976 roku – 22-letnia wówczas Krystyna Giżowska (67 l.) po raz pierwszy wystąpiła na scenie jako solistka, nie przypuszczała, że wkrótce zostanie jedną z najpopularniejszych polskich piosenkarek. Dziś wciąż ma sporą rzeszę wiernych fanów i... ogromny apetyt na śpiewanie. W jej pamięci są też trudne chwile sprzed lat. Dwukrotnie wygrała z rakiem. Co pozwoliło jej pokonać chorobę? Szybka reakcja lekarzy i operacja oraz... coś, a raczej ktoś jeszcze.

"Nie było ciebie tyle lat" - piosenka, którą czterdzieści lat temu nuciła cała Polska - do dziś jest muzyczną wizytówką Krystyny Giżowskiej, choć została napisana dla innej wokalistki... 

Krystyna Giżowska miała zaledwie 14 lat, gdy zadebiutowała na estradzie z koszalińskim Zespołem Pieśni i Tańca Transportowiec. Wkrótce potem - jeszcze przed maturą - została finalistką Giełdy Piosenki oraz podjęła współpracę z big-bandem Ryszarda Poznakowskiego i zdobyła nagrodę publiczności na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. 

Zanim została... księgową z dyplomem ukończenia technikum ekonomicznego, miała już na swoim koncie dziesiątki koncertów z zespołami wojskowymi Flotylla oraz Radar i wiedziała, że nigdy nie będzie pracowała w wyuczonym zawodzie. 

Kariera Krystyny Giżowskiej w stanie wojennym

Reklama

Pierwszy solowy występ na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Soczi w 1976 roku przyniósł Krystynie Giżowskiej drugą nagrodę i otworzył drzwi do kariery w całej socjalistycznej Europie. Piosenkarka niemal z dnia na dzień stała się gwiazdą w NRD, Czechosłowacji i Związku Radzieckim. 

Wkrótce po tym, jak w 1981 roku Krystyna Giżowska zdobyła Grand Prix na Festiwalu Krajów Nadbałtyckich w Szwecji, w Polsce wprowadzony został stan wojenny... 

Mimo zamkniętych granic, wokalistce pozwolono jednak opuścić kraj i odbyć zaplanowane wcześniej półroczne tournée po Japonii. Po powrocie przyłączyła się do bojkotu mediów i jej kariera stanęła w martwym punkcie. 

Dopiero w 1984 roku wróciła na estradę i od razu zdobyła główną nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie, po czym niespodziewanie wyjechała z mężem - dźwiękowcem Wojciechem Olejnikiem - do Niemiec i przez kilka lat regularnie występowała w słynnej berlińskiej Friedrichstadt-Palast. 

Krystyna Giżowska wygrała walkę z rakiem

Pewnego dnia, a było to w połowie 2003 roku, Krystyna Giżowska dowiedziała się, że ma guzka w piersi. Od razu zdecydowała się na operację.

Krystyna Giżowska twierdzi dziś, że dwa razy udało się jej wygrać ze śmiercią, ale nie dałaby rady, gdyby nie miała u boku ukochanego mężczyzny. Wojciecha Olejnika, z którym idzie przez życie już 35 lat i który jest też jej menadżerem, nazywa mężem idealnym. 

Krystyna Giżowska - choć już jakiś czas temu osiągnęła wiek emerytalny - wciąż jest aktywna zawodowo. W swej ofercie koncertowej ma kilka różnych godzinnych recitali (m.in. "Przeboje" i przygotowaną z myślą o dzieciach "Kosmiczną deskorolkę"), poleca też swoje usługi jako... konferansjerka i gospodyni muzycznych biesiad. 

Wykonawczyni przebojów "Nie było ciebie tyle lat", "Przeżyłam z tobą tyle lat" i "W drodze do Fontainebleau", który nagrała w duecie z Bogusławem Mecem, od dziesięciu lat prowadzi w Łodzi agencję artystyczną "Solo", ma własne studio nagrań (korzystała z niego m.in. Violetta Villas), zajmuje się organizacją koncertów. 

Prywatnie piosenkarka uwielbia pracować w przydomowym ogrodem, chodzi na długie spacery z psem, uprawia gimnastykę i marzy o... wnukach. 

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Krystyna Giżowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »