Marek Kondrat na lata zrezygnował z zawodu. Teraz nie mógł odmówić
Marek Kondrat jest jednym z najbardziej cenionych polskich aktorów. Zanim porzucił wykonywanie zawodu, zgromadził w swoim portfolio niemal sto ról. Symboliczne, że zdobycie okrągłej liczby kreacji umożliwiła mu właśnie nowa wersja "Lalki", otwiera się w nowym oknie.
Ogłoszenie jego angażu wywołało ogromne zamieszanie wokół i tak już cieszącego się dużym zainteresowaniem projektu. Dla gwiazdora miał być to przecież powrót na plan po kilkunastu latach nieobecności i życia z dala nie tylko od branży, ale i kraju w ogóle.
75-latek nie od razu przyjął tę propozycję, ale szybko zrozumiał, że właściwie nie ma żadnych argumentów przeciw.
W końcu była to jego ulubiona rodzima powieść, postawa głównego bohatera, Wokulskiego zawsze była mu bliska, a w poprzedniej adaptacji epizodyczną rolę zagrał też jego ojciec, Tadeusz Kondrat, co teraz miało szansę znaleźć kontynuację.
Dosłownie parę dni po tym, jak film Macieja Kawalskiego w końcu trafił do kin, nadeszły niespodziewane wieści o Kondracie. Tego ludzie nie wiedzieli.
Kilka dni od premiery "Lalki", a tu takie wieści ws. Kondrata. Teraz już wszystko jasne. "Brak nadziei"
W związku z kampanią promocyjną wokół tytułu Kondrat udzielił oczywiście wielu wywiadów z nim związanych. W najnowszej rozmowie z magazynem "GQ" ocenił na przykład, że autor powieści Aleksander Głowacki byłby dzisiaj "idealnym, najlepszym na świecie" scenarzystą.
Nieoczekiwanie zapytany o największą zaletę odgrywanej przez siebie postaci, Ignacego Rzeckiego, wyparował z zaskakującą odpowiedzią.
"Brak nadziei" - powiedział, łagodząc wydźwięk wypowiedzi śmiechem.
I rzeczywiście, zdroworozsądkowe podejście do życia jego bohatera, tak kontrastujące z targanym romantycznymi porywami i wewnętrznie rozdartego, liczącym na spełnienie w miłości Wokulskim, to coś, co bez wątpienia łączy Kondrata z Rzeckim.

Kondrat nie ukrywa, jak jest z nim naprawdę. Te słowa zaskakują
Podobieństwo między mężczyznami uwidacznia się choćby w tym, o czym aktor opowiadał w jednym z ostatnich wywiadów przed premierą. Oto jak postrzega on swoje możliwości jako osoby znanej, jeśli chodzi o wpływanie na otaczającą go rzeczywistość.
"(...) Jestem sceptykiem. Nie wierzę, żeby moja aktywność cokolwiek zmieniła w życiu społecznym. I nie sądzę też, żeby głos aktorski był poważny w jakimkolwiek dyskursie. Absolutnie nie. Zupełnie inaczej postrzegam swoje miejsce. Niezbyt blisko mi do sztuki w ogóle. (...) Absolutnie wzbraniam się przed (...) [podejściem - przyp. aut.], że sztuka (...) daje nam jakiś poznawczy oddech, dystans. Nie wierzę w takie rzeczy. Zupełnie nie. Sztuka jest bezbronna. Nie zmieni świata" - stwierdził w wywiadzie dla "Polityki".
Stąd też biorą się jego pesymistyczne rozważania.
"Z tym mam największy problem. Czy życie w ogóle ma sens? Dla jednego ma, dla drugiego nie ma. Raz ma, raz nie ma. (...) U mnie generalnie nie ma. Bo jeżeli nie mamy wpływu na to, kiedy się rodzimy, gdzie się rodzimy i kiedy schodzimy, to właściwie fundament został nam usunięty spod nóg. Cała reszta jest staraniem o sens. Czyli robimy mnóstwo rzeczy, aby sobie uzasadnić wartość pobytu na Ziemi (...). Ale wątpię, aby to było skuteczne. (...) [Zostaje po nas] przede wszystkim miłość. W niej odnajduję trwałą wartość" - dzielił się swoimi przemyśleniami.
Zobacz też:








