Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Jarosław Bieniuk sam sobie z tym nie radzi! Pomaga mu mama!

Odkąd rozstał się z Martyną, Jarosław Bieniuk (38 l.) nie może już liczyć na jej wsparcie. Jednak nie został ze wszystkim sam.

Jeszcze niedawno, w maju piłkarz wydawał się być bardzo szczęśliwy. Wtedy dzielił się swoją radością w udzielanych wywiadach i nie ukrywał, że się z kimś spotyka. Potem pojawiły się pierwsze wspólne zdjęcia, które chętnie publikowali w mediach społecznościowych.

Reklama

Dziś niestety nie ma już po nich śladu, bo w rozmowie z portalem WeMen w październiku jasno powiedział, że już z Martyną nie jest. Wówczas zaczęto spekulować, co było powodem rozstania tych dwojga. Ku zaskoczeniu wszystkich to nie Jarek tłumaczył dlaczego im nie wyszło, a właśnie Martyna.

Była ukochana piłkarza uchyliła rąbka tajemnicy w jednym ze swoich wpisów w portalu społecznościowym. 

"Szczęście zaczyna się, kiedy nie masz już potrzeby porównywania się z kimś innym" - napisała nie bez cienia goryczy, sugerując, że nie sprostała porównaniom do Anny Przybylskiej.

Inaczej ocenił całą sytuację Jarosław Bieniuk. "Uznałem, że na razie to nie ma sensu" - powiedział w rozmowie z serwisem. Winy tego stanu rzeczy nie szukał w partnerce.

"Trudno mi jest nawiązać bliską relację, bo mam trójkę dzieci, pracę i mało czasu na budowanie związku".

Ale czy rzeczywiście powodem podjęcia decyzji o rozstaniu z partnerką i o samotnym wychowywaniu dzieci jest tylko brak czasu? Być może trzy lata okazały się zbyt krótkim czasem, by przestać tęsknić do ideału, który tak szybko stracił... Budzik w domu Jarosława Bieniuka dzwoni o 6.53.

Jak tłumaczy były piłkarz, właśnie siedmiu minut, nie więcej, nie mniej, potrzebuje, by wstać z łóżka. Potem szykuje śniadanie dla Oliwii, Szymka i Jasia. I dla siebie, jeśli nie wydarzy się coś nieoczekiwanego. Poranne uściski i przekomarzania trzeba dawkować, bo dużo czasu zajmuje rozwiezienie całej trójki do szkół. Gdy to się stanie, on dociera do swojej pracy.

Akademia Lechii Gdańsk daje mu bardzo bliski kontakt z uzdolnioną młodzieżą. To dla niego także stabilizacja finansowa tak bardzo niezbędna, gdy z jednej pensji trzeba utrzymać i dom, i zapewnić spełnianie marzeń trójce pociech. Został dyrektorem i pod swoimi skrzydłami ma aż 10 drużyn młodzików.

"Przyszedłem tu krótko po śmierci Ani, wtedy miałem taki okres ochronny, moi pracodawcy dali mi możliwość sprawdzenia, w czym będę czuł się dobrze. Gdzieś intuicyjnie czułem, że praca z młodzieżą będzie dla mnie najlepszą drogą" - mówi w wywiadzie w internecie. 

W programie jego dnia są zajęcia dodatkowe Oliwii, Szymka i Jasia. Córka idzie w ślady mamy - interesuje się show-biznesem. Chłopców pociąga sport. Najmłodszy niedawno dołączył do piłkarskiej drużyny młodzików. Jarosławowi pomaga mama. Można powiedzieć, że mieszka z nimi. Robi zakupy i gotuje. Doskonale wie, co każde z nich lubi, i wyczarowuje w kuchni najprawdziwsze smakołyki!

Tata pana Jarka natomiast pomaga im w przemieszczaniu się, bo często jest tak, że dzieci trzeba rozwieźć do zupełnie innych miejsc, a jeszcze czas na spotkanie z psychologiem... To właśnie dzięki nim wypracował proste reguły, ułatwiające codzienne życie.

"Dopóki Ania żyła, w naszym domu byłem raczej tym dobrym policjantem. To Ania trzymała rygor" - wspomina.

"Ale teraz musiałem przejąć tę pałeczkę. Chyba nie jestem surowy, ale staram się być konsekwentny". 

Wrzawa w domu Jarosława Bieniuka panuje aż do 21.00. Ale o tej godzinie nieodwołalnie przycicha, wyłączane są komputery, telewizory. Bardzo tego przestrzega, by po kąpieli i gorących całusach dzieciaki poszły grzecznie spać. Następnego dnia znowu przecież trzeba wstać o 6.53... Kilka lat temu było to prawie niemożliwe.

"Całe życie walczyła, że - bym pomagał jej w domu, była bardzo poukładana, lubiła wokół siebie porządek, więc beształa mnie za porozrzucane skarpety, za spodnie wiszące na krześle czy porzucone w przedpokoju buty" - opowiadał w wywiadzie dla "Vivy".

"A ja musiałem się tego dopiero nauczyć, bo jako jedynak byłem przez mamę dość rozpieszczony".

Trudno dziwić się, że mimo upływu czasu piłkarz nie przestał porównywać teraźniejszości z przeszłością. Wie, że Ania była ideałem, i czeka go mnóstwo pracy, by być takim, jakim ona go chciała widzieć...

***
Zobacz więcej materiałów wiedo: 

Rewia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Bieniuk | Anna Przybylska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »