Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Jan Englert obraził się na Ninę Andrycz. Nie przyszedł na pogrzeb!

Choć Jan Englert (70 l.) i Nina Andrycz (†101) przez lata darzyli się sympatią, ich drogi rozeszły się.

W ostatniej drodze legendzie teatru  towarzyszyli licznie koledzy, którzy mieli okazję spotkać się z nią na scenie.

Reklama

Nie uszło uwagi zgromadzonych, że wśród żałobników zabrakło Jana Englerta, aktora, który szczególnie wiele zawdzięczał królowej sceny polskiej. Dlaczego?

Andrycz była bezwzględna wobec tych, których uznawała za słabych aktorów. I potrafiła pomóc w karierze tym, w których widziała potencjał.

- Albo jej się podobali jako mężczyźni - dodaje informator z Teatru Polskiego, gdzie aktorka przepracowała prawie 70 lat.

Tam w połowie lat 60. grała "Balladynę", na scenie towarzyszył jej również Englert (epizod). - Och, ja czułam pismo nosem, że z niego będzie aktor. Był moim halabardnikiem. Ale coś miał w tym zielonym oku... Wyciągnęłam go z tego siódmego rzędu - wspominała po latach Nina Andrycz.

- Pani Nino, zawsze będę pamiętał jak mnie Pani wyciągnęła z siódmego rzędu. Ciężko było mi się wybić - odpowiadał komplementem Englert.

Jednak na początku lat 90. relacje między nimi popsuły się. A wszystko przez partnerkę życiową Englerta - Beatę Ścibakównę (45), której pani Nina nigdy nie zaakceptowała, a jej nazwisko zawsze z pogardą przekręcała na "Ćworek".

Nie podobało się to Englertowi. I być może dlatego nie pojawił się na pogrzebie wielkiej aktorki.

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jan Englert | Nina Andrycz | Beata Ścibakówna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »