Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jakub Przebindowski i Martyna Kliszewska: Najgorsze już za nimi!

Wspólna praca w show-biznesie to dla wielu małżeństw gwóźdź do trumny ich miłości. Czy oni też mają się czego obawiać?

Na promocji wydanej pod koniec ub. r. książki Jakuba Przebindowskiego (44) „Miasto O. Pocztówkowy alfabet Opola” nie mogło zabraknąć jego drugiej połowy – Martyny Kliszewskiej (42 l.). 

Reklama

Aktorkę rozpiera duma i wręcz nie może się męża nachwalić...

"Kuba ma tyle pasji talentów, że może nimi obdzielić kilku mężczyzn" – wyznała w rozmowie z „Na żywo”.

Jak to możliwe, że para z 13-letnim stażem żyje tak zgodnie. Czy jest coś, co mogłoby zagrozić ich związkowi? Okazuje się, że tak.

Miejsce na wózek dla dziecka

Martyna poznała Jakuba na studiach w krakowskiej PWST. W tym skromnym, wrażliwym chłopaku szybko znalazła bratnią duszę. Chętnie spędzali ze sobą czas, rozmawiając o wspólnych pasjach. Oboje wychowani w tradycyjnych domach o artystycznych korzeniach mieli możliwość zgłębienia tajników takich dziedzin, jak malarstwo, rzeźba, muzyka.

Ojciec Kuby grał na kontrabasie w opolskiej filharmonii, jeden z pradziadków, Józef, był wybitnym rzeźbiarzem, którego prace podziwiać można w Muzeum Narodowym w Krakowie, zaś drugi – Franciszek – cenionym malarzem. 

Martyna też otrzymała w genach wiele pasji. Najbardziej dumna jest ze swojego wuja, Wiktora Ostrzołka, witra-żysty, który ma na swoim koncie przeszło 150 prac w obiektach sakralnych nie tylko w Polsce, ale też we Włoszech, Austrii i Francji.

W 2003 r. zakochani przypieczętowali swoją miłość przed Bogiem. Dobrze pamiętają ten czas również z innego powodu. 

W ich mieszkaniu trudno było się ruszyć, bo Martyna przygotowywała się do wystawy. 

"Wszędzie leżały żeliwne konstrukcje, odlewy, druty, kable... Po wernisażu większa część prac się sprzedała, zwolniło się więc miejsce na zabawki, łóżeczko i wózek dla naszej córki Mii, która przyszła na świat w 2004 r." – zdradził Jakub.

Jedynaczka dorastając w domu, w którym centralne miejsce zajmują fortepian taty i sztalugi mamy, również przesiąknęła artystyczną atmosferą. Tańczy, śpiewa, maluje i rzeźbi. Chodzi do szkoły muzycznej, gra na fortepianie. Może w przyszłości tak jak rodzice zdecyduje się zostać aktorką?

Rodzice nastolatki niechętnie rozmawiają o swoim życiu prywatnym. Gdy półtora roku temu Martyna zdecydowała, że nie będzie już grać w spektaklach reżyserowanych przez męża, w środowisku natychmiast zaczęto szeptać o małżeńskim kryzysie. 

By udowodnić, że jej decyzja nie jest związana z rodzinnymi niesnaskami, a z potrzebą tworzenia większej liczby obrazów, zgodziła się wystąpić w sztuce „Być jak Elizabeth Taylor”, którą Kuba napisał i wyreżyserował.

Usta kością niezgody

Okazuje się, że Martyna i Jakub potrafią świetnie radzić sobie i na scenie, i w życiu prywatnym. Dostrzegają jednak niebezpieczeństwa, które czyhają na nich w świecie show-biznesu. Mają przecież wśród swoich znajomych aktorskie pary, którym się nie udało.

Jaka jest zatem ich metoda na udany związek?

"Zaufanie, wsparcie, zrozumienie. Przynajmniej staramy się, by tak było" – zdradził artysta.

Kuba tylko raz mocno zezłościł się na żonę, gdy przed laty zapragnęła... powiększyć sobie usta.

"Opamiętała się dopiero wtedy, gdy zagroziłem jej rozwodem" – wyjawił aktor. 

Na szczęście jego racjonalne argumenty przemówiły jej do rozsądku.

"Spotkałem kogoś, z kim mam niesamowite porozumienie, radość wspólnego przebywania i rozmawiania. I nadal tak jest. Póki co nie nudzimy się w swoim towarzystwie, bo chyba żadne z nas, by tego nie zniosło" – puentuje Martyna.

***


Iza Kraft

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jakub Przebindowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje