Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Halina Frąckowiak: PRL-owska bezpieka ograbiła ją z całego majątku. Cudem uniknęła oskarżenia o... szpiegostwo!

Moment, gdy do mieszkania Haliny Frąckowiak wchodzą funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, by zarekwirować cały jej majątek, wciąż wraca do piosenkarki w koszmarach. Sąd, który w 1985 roku - na podstawie spreparowanych przez SB dowodów - skazał jej ukochanego Józefa Szaniawskiego za zdradę, uznał, że wszystko, co należy do gwiazdy, to mienie... poszpiegowskie. Później komunistyczna bezpieka próbowała nakłonić ją do współpracy, obiecując skrócenie wyroku ojcu jej syna. Była upokarzana i gnębiona, ale nie dała się złamać!

O swoim związku z Józefem Szaniawskim Halina Frąckowiak mówi, że był bolesny i trudny. Piosenkarka (sprawdź!) i dziennikarz kochali się jednak tak bardzo, że byli gotowi skoczyć za sobą w ogień... Los wiele razy wystawiał ich miłość na ciężkie próby, ale oni nie wyobrażali sobie życia bez siebie. 

Rozdzieliła ich dopiero decyzja Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego, który na podstawie sfałszowanych dowodów skazał Szaniawskiego za szpiegostwo na dziesięć lat więzienia i przepadek mienia!

Reklama

Została ograbiona

Halina Frąckowiak i Józef Szaniawski poznali się pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Choć byli w sobie po uszy zakochani, nie zdecydowali się na ślub. Nawet, gdy 4 grudnia 1980 roku przyszedł na świat ich syn Filip, nie zalegalizowali swojego związku. 

Filip miał niespełna pięć lat, gdy u jego mamy zjawili się wspierani przez milicjantów i zomowców funkcjonariusze SB. Przyszli, by zarekwirować cały majątek piosenkarki. Kilka dni wcześniej Józef Szaniawski usłyszał wyrok. Uznano go za zdrajcę, który współpracuje z CIA i donosi na swoją ojczyznę Radiu Wolna Europa. 

"Szaniawski trafił za kratki (...) Tymczasem zaczęła się prawdziwa gehenna życiowa dla Haliny Frąckowiak. Tak się złożyło, że przed aresztowaniem mieli wspólne dziecko, ale dwa osobne mieszkania. Dla wykonawców wyroku (więzienie i przepadek mienia) to nie miało znaczenia, więc w pierwszym ruchu ograbiono piosenkarkę, wmawiając jej, że to, czego się dorobiła w życiu, jest mieniem poszpiegowskim" - pisał wiele lat później Janusz Atlas w "Atlasie kryminalnym". 

Halina Frąckowiak postanowiła wykorzystać swą popularność, by pomóc ukochanemu mężczyźnie. Osobiście błagała generała Czesława Kiszczaka, jeszcze przed rozpoczęciem procesu, by sąd wojskowy potraktował ojca jej syna łagodnie... 

Usłyszała, że sprawa zostanie załatwiona, jeśli ona zgodzi się wystąpić na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, który w tamtych czasach był przez artystów z tzw. pierwszej ligi bojkotowany. Zgodziła się. Kiszczak słowa nie dotrzymał.

Nie chciała na nikogo donosić

Halina Frąckowiak znalazła się na celowniku PRL-owskiej bezpieki. Próbowano dyskontować jej popularność, skompromitować ją i uczynić z niej propagandowe narzędzie - przykład dla innych artystów, że można śpiewać w Kołobrzegu... Piosenkarce grożono ponoć, że jeśli nie będzie "grzeczna", może zostać oskarżona o współudział w donoszeniu na Polskę Ludową obcym służbom. 

Choć drżała o bezpieczeństwo swoje i syna, nie dała się złamać, a o współpracy z SB i donoszeniu na koleżanki i kolegów nawet nie chciała słyszeć. Józef Szaniawski spędził w więzieniu - najpierw na Rakowieckiej na Mokotowie, a później w Barczewie - pięć lat. 

Został zwolniony dopiero, gdy pod koniec 1989 roku "Polityka" nazwała go "ostatnim więźniem politycznym PRL-u". Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich zarzutów! 

Wszystko dla dobra syna

Wkrótce potem rozpadł się jego związek z Haliną Frąckowiak, jednak dla dobra syna Filipa piosenkarka i dziennikarz pozostali w przyjacielskich stosunkach. Filip Frąckowiak (dziś radny miasta stołecznego Warszawy i działacz Prawa i Sprawiedliwości) bardzo długo nie wiedział, dlaczego ojciec nagle zniknął z jego życia. 

Mama mówiła mu, że jego tata wyjechał za granicę. Prawdę o Józefie Szaniawskim poznał dopiero, gdy ten wyszedł na wolność.

"Rodzice zmienili mi nazwisko za obopólną zgodą, kiedy ojciec trafił do więzienia. Kiedy zamknęli tatę, głupi Urban powiedział podczas konferencji prasowej, że po ucieczce na Zachód Ryszarda Kuklińskiego i Zdzisława Najdera w mieszkaniu pana Szaniawskiego zamknięto ostatnią redutę CIA w Polsce. Przesądziło to o decyzji co do mojego nazwiska" - mówił Filip Frąckowiak w rozmowie z "Polska The Times". 

Kilkanaście lat po opuszczeniu więzienia i oczyszczaniu z zarzutów o szpiegostwo Jerzy Szaniawski zginął w niewyjaśnionych okolicznościach podczas wyprawy w Tatry. Był doświadczonym taternikiem, góry kochał i znał jak własną kieszeń. 

"Szlak na Świnicę znał świetnie, aura dopisywała, był odpowiednio ubrany" - powiedział Filip Frąckowiak w wywiadzie, wspominając ojca. A jednak... 4 września 2012 roku Józef Szaniawski spadł w przepaść do Dolinki pod Kołem. Ci, którzy go znali, do dziś nie wierzą, że jego śmierć była przypadkowa. 

Znał przecież wiele tajemnic, które - gdyby ujrzały światło dzienne - mogłyby zniszczyć mnóstwo karier! Halina Frąckowiak wciąż nie może zapomnieć gehenny, przez jaką przeszła, gdy aresztowano jej partnera, a potem próbowano szantażem zmusić ją do współpracy z komunistyczną bezpieką. Piosenkarka do dziś nazywa Józefa Szaniawskiego największą miłością swojego życia.  

***
Zobacz więcej materiałów wideo:

Więcej newsów o gwiazdach, ekskluzywne materiały wideo, wywiady i kulisy najgorętszych imprez znajdziecie na naszym INSTAGRAMIE Pomponik.pl 

Szokujące, co ujawniła "Królowa życia"! Nie do wiary 

Smutne wieści o Bartoszu Opanii. Choroba wzięła górę 

Khloe Kardashian jest nie do poznania! Zdjęcie robi wrażenie 

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Halina Frąckowiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »