Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Grzegorz Miecugow mierzył się z "demonami". Ta słabość niemal zniszczyła mu życie

​Grzegorz Miecugow był jednym z najpopularniejszych polskich dziennikarzy radiowych i telewizyjnych swoich czasów. Dokładnie dekadę temu - w połowie 2011 roku - zdiagnozowano u niego raka płuc. Zmarł sześć lat później po wyczerpującej walce z nowotworem. Niewiele osób wiedziało, że mierzył się też z innymi "demonami": pociągiem do alkoholu oraz uzależnieniem od hazardu.

Ze studia telewizyjnego prosto do kasyna i z powrotem

Grzegorz Miecugow - gdy w 2011 roku dowiedział się, że ma raka płuc - przyznał szczerze, że choroba to nie jedyny jego problem. "Mam skłonność do uzależnień" - wyznał na łamach książki "Szkiełko i wokół", po raz pierwszy oficjalnie potwierdzając to, o czym wiedzieli tylko jego bliscy i znajomi. Współtwórca i prowadzący "Szkła kontaktowego" przez ponad dziesięć lat był nałogowym hazardzistą. Zdarzało się, że prosto ze studia telewizyjnego jechał do kasyna, by po spędzonej tam nocy wrócić do pracy.

Podczas wizyt w kasynie dziennikarzowi zdarzało się przegrywać spore sumy, ale czasem też wygrywał. Z obu okazji - przegranej i wygranej - wznosił toasty mocnymi trunkami, a że już w młodości miewał problemy z alkoholem, było kwestią czasu, aż wpadnie w szpony wyniszczającego organizm nałogu. Na szczęście w porę powiedział "dość". Nie chciał pozwolić, by alkohol i hazard zniszczyły mu życie. Wypowiedział im wojnę i wygrał!

Uzależniony od papierosów i... pracy

Reklama

W chwili, gdy lekarze zdiagnozowali u niego raka płuc, uzależniony był już tylko od papierosów i od... pracy. Palenie rzucił od razu, z dnia na dzień, ale z pracy zrezygnować nie potrafił, bo była dla niego wszystkim. Monika Olejnik, z którą się przyjaźnił, powiedziała po jego śmierci, że był pracoholikiem i w ogóle o siebie nie dbał. 

Z kolei Adam Pieczyński (były dyrektor programowy TVN24 i redaktor naczelny "Faktów") wspominał, że praca z Miecugowem bywała koszmarem, bo - samemu pracując zawsze na najwyższych obrotach - zmuszał do tego wszystkich dookoła. Przez ostatnie dwa tygodnie życia przyjeżdżał na Wiertniczą z gorączką, aż w końcu poczuł się tak źle, że prosto ze studia odwieziono go do szpitala.

Filozof i maszynista

Grzegorz Miecugow wcale nie chciał być dziennikarzem. W dzieciństwie marzył, aby zostać kierowcą rajdowym, później pilotem, w końcu sprawozdawcą sportowym. Po maturze wybrał jednak filozofię. W 1978 roku wyjechał do Paryża i znalazł pracę jako... opiekun do dziecka. Po powrocie do Polski zatrudnił się w charakterze maszynisty sceny w stołecznym Teatrze Na Rozdrożu.

Do radia trafił przypadkiem w 1980 roku. Wspominał, że przez rok błąkał się od redakcji do redakcji, szukając najlepszego dla siebie miejsca. Po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, na znak protestu, zrezygnował z dziennikarstwa. Aby przeżyć, składał błystki (sztuczne przynęty na ryby), produkował torby do farb w proszku, przez pewien czas pracował w Wiedniu - kopał rowy, sprzątał piwnice i domy po przeprowadzkach.

Do pracy w radiu wrócił dopiero po trzech latach

Zanim w 1989 roku trafił do TVP i został wydawcą i prezenterem "Wiadomości", był redaktorem radiowych programów dla dzieci oraz szefem redakcji "Zapraszamy do Trójki" oraz dyrektorem Programu III Polskiego Radia. Gdy pewnego dnia zażądał od prezesa podwyżki wynagrodzeń dla swoich zastępców, został zwolniony. Ostatni program w Trójce poprowadził dwadzieścia lat temu - w lutym 2001 roku, kiedy pracował już w TVN24, z którą to stacją był związany aż do końca swych dni.

Ukochanym "telewizyjnym dzieckiem" Grzegorza Miecugowa był program "Inny punkt widzenia". Ostatni odcinek - rozmowę z historykiem Włodzimierzem Borodziejem o reparacjach wojennych - nagrał dwa tygodnie przed śmiercią. Do studia nigdy nie zapraszał polityków! Polityka przestała go interesować po 2005 roku.

Syn Grzegorza Miecugowa, 37-letni Krzysztof Miecugow, opowiadał o ojcu, że traktował pracę jak pasję, lubił być dziennikarzem, fascynowały go różne punkty widzenia na te same sprawy. Nie znosił natomiast swojej bezsilności wobec technologii, złościł się i klął jak szewc, gdy wieszał mu się komputer lub wyładowywał telefon. 

Z tego, że Grzegorz Miecugow walczył z uzależnieniem od hazardu i że był od krok od alkoholizmu, latami zdawali sobie sprawę tylko jego najbliżsi oraz współpracownicy. Wszyscy, którzy go znali, widzieli natomiast, że jest wielkim miłośnikiem gry w scrabble (w sieci grał jako "Gumowiec" - pseudonim ten to anagram jego nazwiska). Scrabble nazywał jedynym nałogiem, z którego nie musiał zrezygnować.

Nie bał się śmierci

Kiedy w 2011 roku Grzegorz Miecugow dowiedział się, że zżera go rak, uznał, że to nic, bo przecież wszyscy muszą kiedyś umrzeć. Zapowiedział jednak, że będzie walczył, bo ma jeszcze w życiu sporo do zrobienia.

Wiadomość o tym, że przegrał walkę z chorobą, widzom TVN podała Anita Werner. To ona 26 sierpnia 2017 roku rozpoczęła "Fakty" słowami: 

***

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »